Czas na pierwszą postać z naszej serii. Przypominam, że poznajemy tu ludzi sukcesu, jednak przyglądamy się ich życiu pod kątem bólu który musieli przejść oraz porażek, które musieli przełknąć, a co najważniejsze – problemów, które musieli pokonać. Wyciągamy wnioski i z większym powerem (oraz oczywiście większą świadomością) idziemy w życie.

Zaczynamy od znanego i lubianego Michaela Jordana.

Michael Jordan – sportowiec legenda

Jordan to postać niewątpliwie wybitna – zanim przejdziemy do sedna, poznajmy się z nim nieco.

Jeden z najlepszych koszykarzy oraz sportowców w historii. Dwukrotny złoty medalista olimpijski. Sześciokrotny mistrz NBA. Człowiek legenda. Choć nie była to jego jedyna drużyna, zasłynął przede wszystkim dzięki grze w Chicago Bulls – grał wtedy ze słynnym już numerem 23.

Poza osiągnięciami sportowymi, Michael Jordan trafił do popkultury oraz biznesów wielu branż. Nakręcono o nim lub z jego udziałem kilka filmów (w tym znany i powszechnie lubiany Kosmiczny Mecz), powstała specjalna linia kosmetyków Jordana, zaś najbardziej znanym przykładem „umarkowienia” koszykarza była seria butów „Air Jordan” firmy Nike.

Szacuje się, że koszykarz zarobił w swojej karierze z pensji sportowca ponad 90 mln $ (ok 94 mln). Do tego olbrzymie sumy płyną do Michaela cały czas z różnych biznesów, pod którymi w ten czy inny sposób się podpisuje – w 2014 roku zarobił tak 100 mln $, co jest (nie uwzględniając inflacji) większą kwotą niż za karierę koszykarską.

Jak widać, Michael Jordan to człowiek sukcesu pod każdym względem. Legenda w swojej dziedzinie, sławny, bogaty, a na dodatek umiał jeden sukces (koszykarski) przekuć w drugi (biznesowy, marketingowy).

Spójrzmy na trudniejszą stronę sportowca. Nie będziemy po prostu patrzeć i ubolewać (czy podziwiać). Przede wszystkim wyciągniemy wnioski – tak naprawdę to na podstawie historii Jordana wyciągnąłem konkretne wskazówki, które możesz zastosować w swoim życiu. Potraktujmy sprawę poważnie i obiecajmy sobie, że te lekcje zastosujemy jak tylko przyjdzie okazja, ok? No to do dzieła.

Poniżenie i wstyd motorem napędowym

Swoją pasję do koszykówki Michael Jordan odkrył będąc bardzo młodym chłopakiem. Wszystko zaczęło się od gry z jego starszym bratem „na streecie”, czyli na ulicznych boiskach koszykowych. Swoją drogą – jego brat był dla niego ważną osobą. Jego słynny numer „23” wynikał z tego, że było to najbliżej „połowy 45” – numeru jego brata właśnie.

Michael Jordan to postać sukcesu, ale początki były nie tylko trudne, ale i poniżające.

Tak czy inaczej, młody Michael zarażony koszykówką postanowił zapisać się do szkolnej drużyny. Niestety – pierwotnie się w ogóle nie dostał. Powód był prozaiczny – Jordan był… zbyt niski. Jego próby dostania się do drużyny koszykarskiej trwały jakiś czas. Długo nie był dopuszczony do pierwszego składu. Oto co mówił, gdy wspominał tamten czas.

„To było upokarzające. Nosiłem na wyjazdach torby za starszymi kolegami z drużyny. Raz zobaczyli to moi rodzice. Myślałem, że spalę się ze wstydu. Oni byli przekonani, że pojechałem grać”

Michael Jordan

STOP (lekcja)

I chciałbym żebyśmy się tutaj zatrzymali na chwilkę, bo to nasza pierwsza lekcja, a właściwie jej początek. Wczujmy się w rolę Michaela Jordana. Młody chłopak, który ma marzenia o grze w kosza w szkolnej drużynie koszykówki (szkoła średnia). Jeśli – drogi czytelniku – jesteś kobietą, to coś wytłumaczę. Dla chłopaka w liceum, który chce grać w kosza, są pewne rzeczy, które mają ogromne znaczenie. To wiek, gdy dopiero się kształtujemy, hormony w nas szaleją, szukamy swojej wartości, jeśli mamy ambicje to ogromne. I w takiej właśnie sytuacji był Jordan – pewnie widział się jako gwiazdę, która imponuje swojej rodzinie, pewnie wyobrażał sobie jak na oczach dziewczyn z liceum oddaje rzut, dzięki któremu wygrywają.

I w takim stanie zastaje go rzeczywistość – musi nosić za kolegami (którzy pewnie go z tego powodu nie oszczędzali) torby! Co za upokorzenie. Wyobraź sobie, że widzisz swoją wartość w czymś. Potem ją w sobie pompujesz. A na końcu ktoś Ci to zabiera i wyśmiewa. W takiej sytuacji był nasz bohater.

START (historia)

Oczywiście jedyną normalną opcją byłoby stwierdzenie „aaa walić to, po prostu się pouczę, rodzice przynajmniej będą zadowoleni”. Natychmiastowy brak kompleksów, koniec ze wstydem. Nie dla Jordana. Co zrobił przyszły koszykarz? Wziął się do pracy. Jak bardzo to pasuje do naszej społeczności IT-Bloga Wolnego Człowieka! Michael poszedł na całość – stwierdził po prostu, że musi pracować tak, żeby nie zostawić żadnych szans niepowodzeniu. Przychodził jeszcze zanim zaczęły się lekcje, żeby potrenować na sali gimnastycznej. Prawdę mówiąc, czasem zupełnie zapominał o tym, że są jakieś lekcje. To właśnie nazywam „pójściem na całość”. On próbował nawet wpłynąć na swój niski wzrost! Jak widać zapał być absolutnie nie do podważenia. Następnego roku wzrost miał już odpowiedni (nie wiadomo czy na skutek swoich starań), a po dostaniu się do podstawowego składu udowodnił, że decyzja o przyjęciu go była trafiona.

STOP (lekcja)

Tutaj druga część lekcji – niech wstyd będzie twoim motorem do zmian. Zamiast skupiać się na tym wstydzie, skup się na tym jak dojść do celu. Zrób to metodycznie. Ja stosuję zawsze trójstopniowy model dotarcia do celu. Po pierwsze – Zaplanuj. Po drugie – Pracuj. Po trzecie – Monitoruj swoją drogę.

Jeśli chcesz coś bardzo osiągnąć, a sytuacja w której się znajdujesz jest dokładnie odwrotna, to polecam z tego skorzystać. Po prostu najpierw przemyśl dokładnie sytuację, zbierz wiedzę na temat problemu i rozwiązań, zaplanuj swój plan pracy i określ kolejne kroki jakimi pójdziesz. To może być proste (nawet lepiej jeśli takie jest), ale zrób to!

Jordan mógłby w pierwszym etapie (zaplanuj) zdobyć wiedzę na temat ćwiczeń jakie warto wykonywać, przygotować sobie plan dnia (żeby być efektywny), znaleźć kogoś kto mu pomoże (trener kosza). W drugim etapie (Pracuj) po prostu realizowałby plan. To godziny ćwiczeń, zarywanie lekcji dla treningów, wychodzenie wieczorami „na streeta”. I wreszcie trzeci etap (monitoruj) to sprawdzanie od czasu do czasu, czy idzie dobrą drogą, albo czy poświęca odpowiednio dużo czasu na realizacje postanowienia.

Nota bene – tutaj możesz przeczytać o aplikacji, dzięki której możesz rozwijać umiejętności w podobnym modelu. A poniżej masz do niej link. Wchodzisz na własną odpowiedzialność – uważaj, bo gdy się za coś weźmiesz, to możesz jeszcze się w tym stać dobry.


Tak więc , w skrócie – zamiast lamentować, po prostu idź do przodu. Koniec filozofii. I jest to twoją powinnością, mówię to całkiem poważnie. Spójrz co byłoby, gdyby Jordan odpuścił. Świat byłby dużo uboższy. Każdy człowiek to wielki cud – również Ty. I jeśli żyjesz na pół gwizdka i poddajesz się trudnościom, odbierasz światu człowieka, którym mógłbyś byś w przyszłości. Nie odbieraj. Amen.

Akceptuj porażki, nie akceptuj bezczynności

Druga sprawa, którą bardzo chciałbym poruszyć  odnosi się do czasu już długo po czasach przychodzenia na szkolną salę gimnastyczną przed lekcjami. Wszyscy myślimy o Jordanie jako o jednym z najbardziej skutecznych koszykarzy, ale nie był bezbłędny. Jeden z jego cytatów przybliży nam to dosadnie.

„Nie trafiłem ponad 9000 rzutów w mojej karierze. Przegrałem prawie 300 gier. 26 razy nie trafiłem decydujących piłek w meczu. Ponosiłem porażki raz po raz przez całe moje życie. I właśnie dlatego osiągnąłem sukces.”

Michael Jordan

Liczby przedstawione przez Jordana są dość jasne – nie tylko zdarzało mu się nie trafiać. Zdarzało mu się przegrywać, ponosić totalną porażkę, zawieść kolegów.

Sukces Jordana okupiony był trudem i ciągłym powtarzaniem tego samego, aby dojść do perfekcji.

Jest jednak w tym co powiedział trochę nieprawdy. Nie dlatego osiągnął sukces, że przegrywał. Osiągnął go oczywiście dlatego, że przegrywał, a zaraz po upadku wstawał i skakał jeszcze wyżej, rzucał jeszcze celniej, biegał jeszcze szybciej. To wymaga olbrzymiej determinacji i ciągłego powtarzania tego samego, stawania się troszkę lepszym, ale przez cały czas. My chcielibyśmy być nagle dużo lepsi. Ale nie da się tak. Lepszym się możesz stać odrobinę. I warto po prostu ten proces powtarzać wielokrotnie.

Jak to jest, że mu się naprawdę udawało? Wyjaśni to kolejny cytat. I niech on będzie lekcją samą w sobie. Weźmy go do siebie, zapiszmy, powieśmy w widocznym miejscu, albo wyryjmy sobie scyzorykiem na ręku. Byle było skutecznie.

„Mogę zaakceptować porażkę, ale nie mogę zaakceptować braku próby.”

Michael Jordan

Podsumowanie

Tak więc – podsumowując – pamiętaj o trzech rzeczach, jeśli chcesz coś osiągnąć, a różne rzeczy idą niezbyt zgodnie z planem.

  1. Niech wstyd i poczucie poniżenia, Cię napędza. Idź na całość, nie stosuj półśrodków. Pamiętaj, że jesteś cudem – nie zabieraj światu wspaniałej osoby, którą możesz się stać.
  2. Akceptuj porażki, nie akceptuj braku próby. To naprawdę istotne, ponieważ porażki się po prostu zdarzają. Nie wolno jednak nigdy przestać próbować.
  3. Podchodź do tematu metodycznie – zamiast się szarpać, rozpracuj problem. Polecam użyć tu trójstopniowego modelu dotarcia do celu. Po pierwsze – zaplanuj to jak dojść do celu, po drugie – pracuj, tak ciężko jak tylko się da. Po trzecie – monitoruj postęp. Sprawdź ile czasu poświęcasz na rozwój, czy odpowiednio realizujesz plan.

To pierwszy odcinek z serii Mroczne Drogi Ludzi Sukcesu. Jeśli chcesz być na bieżąco i poznać wskazówki, które wyciągniemy z bólu i przeszkód innych ludzi sukcesu – polub profil na fb. Możesz też zapisać się na newsletter, aby być na bieżąco ze wszystkim;-)

 


Ja nazywam się Marek Czuma, a to jest IT-Blog Wolnego Człowieka

Piszę do Ciebie Prosto z Łodzi