fbpx
Jesteś tutaj
Główna > Sztuka myślenia w XXI > Czy jesteśmy zmuszani do usług cyfrowych gigantów? Rzecz o samo-stanowieniu

Czy jesteśmy zmuszani do usług cyfrowych gigantów? Rzecz o samo-stanowieniu

W poprzednim artykule pisałem o swojej osobistej historii dotyczącej korzystania ze współczesnych technologii. Było o przebodźcowaniu, braku skupienia, rozmyciu współczesnych relacji. Chętnych zapraszam tym bardziej, że materiał był iście osobisty;-).

Dziś chcę pociągnąć kwestię wyzwań XXI wieku. Dotkniemy jednak innego aspektu – a konkretnie wszechwładzy „Big-techów”. Jeśli uważasz, że „chciałbym nie sprzedawać się Facebookowi/Googlowi – ale tak to już jest skonstruowane, że muszę!” to zapraszam do spojrzenia z innej strony.

Artykuł jest elementem kategorii „Sztuka Myślenia XXI” w której uczymy się jak myśleć, aby sprostać wyzwaniom współczesności.


Materiały takie jak ten mogą powstać, ponieważ Blog Republikański to oddolne, niezależne medium. Odwiedź Sklep Republikański i wesprzyj budowę naszego wartościowego miejsca w Internecie (wybierając rzecz jasna – coś dla siebie;-)).


Obecna rzeczywistość – zniewoleni przez Big-Tech?

Jak wygląda Twoje życie?

Spójrz proszę na swoją komórkę. Co widzisz? Nie, nie chodzi o tapetę ani aplikację. Widzisz system operacyjny – na 99% jest to android lub iOS, czyli system Google lub Apple. Podobnie ma niemal każdy w Polsce, Niemczech, USA i każdym innym bogatym, rozwiniętym kraju.

Usiądź do komputera – z czego korzystasz? Windowsa? Mac OS? A aplikacje? Chrome, Gmail, Youtube, wyszukiwarka Google? Być może oglądasz filmy – Netflix? A może jednak Amazon Prime? Robisz zakupy przez Allegro? A może jednak przez Amazona?

Umieszczasz pliki na dysku wirtualnym? Najpewniej na Google Drive. Komunikujesz się z innymi? A może z całym światem? Pewnie używasz Twittera, Facebooka, Instagram. Zamknij laptop i jedź na wakacje! Z czego skorzystasz? Noclegi znajdziesz przez Google, w trasie ustawisz sobie nawigację Google Maps, a po drodze napiszesz znajomym z Gdyni, że już niedługo będziesz. Przez co? Oczywiście przez Messengera.

Cena łatwego i bogatego życia

Wyżej wymieniłem dość sporo narzędzi z których korzystamy. Należą zaledwie do kilku firm (konkretniej – wymieniłem tu 6, ale większość dotyczy 4). Zaledwie kilka firm podsunęło nam całą „infrastrukturę”, która obsługuje całe nasze życie. Dzięki tym wszystkim rzeczom stało się ono znacznie łatwiejsze niż kiedykolwiek. Nie musimy myśleć o trasie, nie musimy się wysilać żeby znaleźć muzykę i filmy którą lubimy, nie musimy… niemal nic. Po prostu jesteśmy i niewiele ponad to, a możemy wykorzystywać ogromne możliwości współczesnego świata, by żyć na niewiarygodnym poziomie. I to za darmo!

Chwileczkę… jak to za darmo? Firmy o których wspomniałem to tzw. „Big Techy”, czyli ogromne korporacje zajmujące się tworzeniem oprogramowania. W znakomitej większości za ich produkty/usługi nie musimy nic płacić. Mimo to – firmy te stanowią ścisłą czołówkę największych firm na świecie.

A tak naprawdę, to oczywiście że musimy płacić. Tylko nasza zapłata w większości nie wyraża się w złotówkach czy dolarach. Nasza złotówka wyraża się w tym, co we współczesnym świecie jest najważniejsze – czyli w danych. Danych o nas samych. Dajemy im dane o wszystkim co robimy, dzięki czemu oprogramowanie spółek technologicznych może nas poznać „lepiej niż Małżonka”. W zamian otrzymujemy wszystko to, co opisałem powyżej.

Jak działa model biznesowy Big Techów?

Czy to źle? Wszak nie musimy pustoszyć naszych portfeli, a możemy korzystać z bardziej zaawansowanych technologii, niż jeszcze niedawno do dyspozycji miały wojska światowych imperiów.

Tutaj zaczyna się wielka dyskusja. Napiszę o zagrożeniach osobny artykuł. Tutaj wspomnę jedynie kilka słów. Zacznijmy od tego po co firmom nasze dane. Bardzo często mówi się, że po to, „aby te dane sprzedawać”. To zdanie oburza większość osób, które właśnie dowiedziały się jak funkcjonuje współczesny świat. Ale hola hola, kolego! Czy Ty właśnie oburzyłeś się, że ktoś udostępnił Ci niebywałe technologie oczekując czegoś od Ciebie? Jeśli tak, to definitywnie coś z Tobą nie tak.

Doprecyzujmy: ten wstrętny „handel danymi” nie oznacza (przynajmniej nie w pierwszym rzędzie), że ktoś przygotowuje raport na temat Pana Kowalskiego, a następnie wystawia go na aukcji. W założeniu nikt o Twoich danych poza konkretną firmą nie wie. Pieniądze w postaci waluty płyną natomiast od reklamodawców.

Żeby uprościć sprawę, załóżmy że prowadzisz swój biznes obuwniczy. Chcesz się zareklamować na Facebooku oraz Google. One udostępniają Ci niesamowite narzędzia, które pozwalają dotrzeć do precyzyjnie wybranych grup odbiorców. Sprzedajesz buty dla dzieci? W takim razie ustawiasz, że chcesz reklamy wyświetlać kobietom w wieku 30-40 lat, które zostały Mamami w ciągu ostatnich 5 lat i pochodzą z Twojego regionu. Docierasz do ludzi, którzy mogą być zainteresowani Twoimi produktami, dzięki czemu nie przepalasz pieniędzy i możesz (w pewnym stopniu oczywiście) konkurować z dużymi firmami. Następnie za wyświetlane reklamy płacisz pieniądze. Jak widzisz – dane są tu wykorzystywane, ale reklamodawca nie dostaje ich w sposób „bezpośredni”.

Jeśli interesuje Cię ten temat – zasubskrybuj Blog Republikański. Staramy się naświetlać takie tematy szerzej, abyś samodzielnie wybrał/a co dla Ciebie w życiu jest korzystne. Aby żyć mądrze, należy znać problem szerzej.

Interesują Cię rzetelne, dogłębne treści? Zdobywanie wiedzy oraz świadomości? Jeśli chcesz być częścią wartościowego miejsca w Internecie - zapisz się na Newsletter Republikański. Witamy wśród swoich!;-)

 

Loading

Niebezpieczeństwo takiego modelu biznesowego – kształtowanie Twojego myślenia

To co napisałem powyżej może zabrzmieć jak krytyka oburzenia dotyczącego daleko posuniętego zbierania danych. Dodajmy, że dane te nie zatrzymują się na tym jak się nazywamy i jakie mamy zainteresowania. To czasami niemal dosłownie wszystko co robimy. To nasze rozmowy, styl życia, wydarzenia, reakcje na posty, wyszukiwania, nasze emocje których nie ukryjemy, nasza codzienna rutyna i wiele wiele innych rzeczy, których bezpośrednio nie przekazujemy.

Czy może to wszystko okazać się niebezpieczne? Jak najbardziej. Nie chcę tutaj skupiać się na zagrożeniach, bo prawdopodobnie z części z nich zdajesz sobie sprawę. Napiszę zresztą osobny artykuł o tym;-). Zróbmy jednak zajawkę.

Co może „pójść nie tak”?

Ktoś Twoje dane wykradnie. I zrobić z nimi może różne rzeczy. Tu pozostawiam pole do popisu Twojej wyobraźni.

Dane zostaną przekazane rządowi. Niekoniecznie – dodajmy – polskiemu. W wielu krajach takie przekazanie danych to ustawowy obowiązek. Tak ogromne zbiory danych pozwalają rozpisać zaskakująco precyzyjne profile psychologiczne konkretnych osób. Wyobraź sobie, że takie dane zostają zebrane nie jedynie z Google, ale także z Facebooka (jako firmy, a więc Instagrama i innych), Netflixa, Apple, Microsoftu i Amazona. Następnie zbudowane zostają profile. Jak dokładne mogą być? Co jeśli profile te będą dotyczyć konkretnego kraju? Na przykład… no niech będzie, na przykład Polski?

Pomyśl o tym przez chwilę – jeśli agencje rządowe mocarstwa takiego jak USA dysponują znakomitymi modelami opisującymi nasze społeczeństwo, jak bardzo można przygotować odpowiednią narrację? Jak bardzo można wpływać na konkretne państwo, społeczeństwo, naród? Dodajmy, że pewnie wszyscy urzędnicy Polscy korzystają z androida lub iOS…

Pójdźmy dalej – i spróbujmy pomyśleć o różnych siłach, które bardzo potrzebują Twojej uwagi. Siłach politycznych, ale także komercyjnych. Jak sądzisz, umiesz myśleć samodzielnie? Jeśli przeglądasz internet przez wiele godzin dziennie, dobrowolnie wystawiasz się na takie bodźce, które kształtują Twoje myślenie. Nie musisz zdawać sobie z tego sprawy, media i przedstawiciele dużych grup za to zdają sobie świetnie. To żadne teorie spiskowe. Pomyśl racjonalnie – gdybyś był przedstawicielem dużej grupy zabiegającej o uwagę części społeczeństwa, nie wykorzystałbyś tego? Właśnie.

I wreszcie… cenzura.

Ostatnim zagrożeniem o którym chcę wspomnieć jest przekaz „ręcznie” sterowany przez Big Techy. Wielokrotnie już opinią publiczną wstrząsały informacje o blokadzie treści, które były odmienne w kontekście poglądów od głównej linii tej czy tamtej firmy. Najczęściej wychodziło to przy okazji ograniczania wolności wypowiedzi grup o linii konserwatywnej. Choć oficjalne tłumaczenie mówiło o „standardach społeczności”, w ogromnej liczbie przypadków standardy te nie były w żaden sposób wyjaśniane, precyzowane, a niekiedy gołym okiem widać było olbrzymie absurdy poprawności politycznej. Co gorsza, widzieliśmy przykłady ewidentnej mowy nienawiści, która bez problemów przebijała się z „drugiej strony”.

W tym miejscu chcę podkreślić, że od początku Bloga Republikańskiego staram się prowadzić zgodnie z najwyższymi standardami kultury wypowiedzi. Choć mam własne, nieskrywane poglądy na życie, ludzie inaczej myślący są zawsze witani z otwartymi ramionami. Nie toleruję nienawiści niezależnie od tego z jakiej strony przychodzi. Osobiście staram się unikać nawet drobnych szyderstw, nie widząc w nich zazwyczaj sensu.

Bardzo duży problem wystąpił przy okazji ocenzurowania przez media Donalda Trumpa pod koniec jego prezydentury. Choć oficjalnie tłumaczono to „przeciwdziałaniem wzywaniu do nienawiści”, nie było z tym problemu w kontekście znacznie dalej idących – i niestety mających straszliwe, śmiertelne skutki – wypowiedzi aktywistów ruchu Black Lives Matter.

Możliwość wyłączenia z debaty publicznej najpotężniejszego polityka na świecie nakazała zastanowić się nad tym, czy władza Big Techów nie poszła za daleko.

No, miało być krótko na temat konsekwencji, a w niektórych portalach zrobiono by z tych dwóch punktów cały artykuł;-).

Czy można „uciec przed Big Techami”?

Skoro znamy już mechanizm działania, zagrożenia i negatywne oraz pozytywne skutki tego biznesu, należy zadać sobie pytanie: czy można jakoś uwolnić się z daleko posuniętej władzy big techów?

Jak zwykle, chciałbym nieco szerzej nakreślić tą tematykę. Nic nie jest zazwyczaj czarno-białe i proste, a – uwaga, szok – nasze mózgi są w stanie postrzegać świat w sposób bardziej złożony, więc warto starać się poznać ten kontekst.

Zacznijmy od prostego podejścia – można się uwolnić od Big Techów. Nawet jeśli nie w 100%, to niemal zupełnie. Pytanie jednak, czy warto i jak bardzo tego chcemy. Powiedzmy tak: możesz się uwolnić w 100% wyjeżdżając do szałasu w Bieszczadach. Jakie to jednak rodzi konsekwencje dla Twojego życia? Odcinasz się od ludzi, od cywilizacji, musisz przemeblować swoje życie.

Sposoby jak zmniejszyć wpływ „cyfrowych gigantów” na Twoje życie

Skoro tak drastycznej sytuacji nie chcemy (chyba że chcesz – to droga wolna, tylko wpadaj tu czasami zostawić komentarz), to warto zastanowić się nad tym jakie mogą być skutki których nie chcemy, a następnie przemyśleć to jak możemy je zminimalizować. Przykładowo, jeśli Twoim podstawowym problemem jest to, że zdajesz sobie sprawę z podatności na manipulację – warto ograniczyć Facebooka (gdzie dostajesz news za newsem) oraz zmienić podejście do pozyskiwania informacji, z ilościowego na jakościowe. Nie będziesz dostawać tak dużo ukierunkowanych newsów, a te które przyjmiesz zostaną przez Ciebie przeanalizowane i sprawdzone.

Następna rzecz to słowo klucz użyte już raz powyżej: minimalizacja. Nie musimy zmieniać się w prepersów. Nie musimy likwidować zagrożenia i wpływu, tylko je minimalizować.

To dobra informacja! Nie musisz likwidować każdego punktu styku z każdą dużą firmą. Wystarczy, że zlikwidujesz część, a pozostałej części będziesz świadomy/a. Podkreślmy jeszcze raz: Big Techy mają wielki wpływ, bo wnoszą ogromną wartość w nasze życie.

A więc – zminimalizuj przebywanie w aplikacjach. Czy musisz naprawdę rezygnować z Facebooka? NIE – wystarczy, że zaczniesz pojawiać się tam raz na kilka dni oraz że zmniejszysz stukrotnie liczbę reakcji (na przykład – tylko bliskim znajomym). Samo to spowoduje, że ciągle pozostaniesz „w sieci społecznościowej”, ale to ile danych dasz do przetworzenia będzie znikome.

Kolejna rzecz – część z usług spokojnie może pójść do śmieci. Po prostu;-). Nie musisz używać wszystkich aplikacji, których obecnie używasz. Co więcej – ich usunięcie może się pozytywnie odbić na innych aspektach Twojego życia – takich jak skupienie, relacje, sen. Sprawdź jak ja pousuwałem media ze swojego życia.

Następna rzecz – niektóre usługi możesz zamienić na takie same, ale innych, mniejszych firm. Takie firmy bardzo często za punkt honoru (albo punkt sprzedażowy;-)) stawiają sobie zapewnienie możliwie dużej prywatności, czy wręcz minimalizacja danych, które zbierają. Poniżej daję przykłady kilku rzeczy, które można zamienić.

Warto pamiętać także o tym, że w niektórych usługach możemy oficjalnie zablokować zbieranie nadmiaru informacji. Tak jest przede wszystkim z Google. Czy mamy 100% pewności, że dane te nie będą zbierane? NIE. Natomiast z pewnością dostęp do nich zostanie przynajmniej ograniczony.

Ostatnia rzecz być może nie będzie spełnieniem marzeń. Pamiętaj jednak, że możesz… zdecydować się na innego giganta cyfrowego. Zawsze lepiej rozbić sprzedaż swojej duszy na kilku diabłów;-).

Konkretne zmiany, które możesz wprowadzić już teraz (zamienniki)

Skoro doszedłeś tutaj, zapewne chcesz dostać ode mnie konkret. Wszystko super fajnie, ale jak dokładnie zabrać się do rzeczy?

Zmniejsz obecność na portalach społecznościowych

Pierwsza podstawowa rzecz, która bardzo pozytywnie wpłynie na stan Twojego samopoczucia oraz efektywność – ogranicz media społecznościowe. Zrób to dość konkretnie – np. raz dziennie, raz na kilka dni. Niech to będzie jednorazowe przejrzenie tablicy i koniec. Możesz to zrobić stopniowo – tutaj przeczytasz o tym jak ja się do tego zabrałem.

Usuń zbędne aplikacje

Skoro wchodzisz na media społecznościowe od wielkiego dzwona, nie potrzebujesz mieć ich przy sobie! Usuń facebooka, instagrama, tik toka z komórki. Wchodź tam z komputera. Nie tylko pomoże Ci to w dyscyplinie, ale także ograniczy nasłuchiwanie przez aplikacje i zbieranie danych, których nie chcielibyśmy oddawać.

Usuń także messengera. Pamiętaj, że to ten sam czat co na Facebooku, więc znajomym możesz odpisać, gdy siedzisz na komputerze.

Znajdź „zamienniki”

Choć śródtytuł brzmi brzydko – alternatywne rozwiązania potrafią być bowiem naprawdę dobrej jakości. W każdej z usług możesz znaleźć naprawdę wiele rozwiązań alternatywnych, które dostarczają mniejsze firmy.

Napiszę osobny artykuł, w którym umieszczę listę alternatyw dla każdej usługi. Teraz jednak wymienię kilka rzeczy, z których ja sam korzystam na co dzień. Pamiętaj, że niektórych rzeczy nie trzeba usuwać. Można je zmniejszyć (ja na przykład ciągle mam gmail, ale jednocześnie przesiadam się na coś innego).

  1. Zamiast wyszukiwarki GoogleDuckDuck Go. Kaczuszka nie zbiera danych (a przynajmniej nie tyle. A nawet jak zbiera, to nie połączy ich z danymi z androida, gmaila, google docs itd…), natomiast działa imponująco dobrze. Nie dorasta do google z oczywistych przyczyn (Google wyszukuje tak dobrze właśnie dzięki danym i możliwości idealnego dopasownia do nas wyników). Jest jednak naprawdę świetna i z czystym sercem mogę polecić.
  2. Zamiast Gmaila – Protonmail. Protonmail to w ogóle usługa która powstała w celu stworzenia bezpiecznej komunikacji. Tutaj macie także kalendarz i VPN, więc warto zdecydowanie poznać propozycję.
  3. Zamiast messengera – Signal. To komunikator, który szyfruje end-to-end a ponadto nie zbiera na nasz temat zbyt wielu danych. W związku z tym nawet jeśli ktoś będzie chciał, nie zbierze od nich naszego życiorysu. Warto dodać też coś o czym rzadko się mówi – w Signalu zwykle komunikujemy się z mniejszą , bardziej dobraną liczbą znajomych, co prowadzi do zmniejszenia panicznej potrzeby akceptacji. Chcesz pochwalić się że biegałeś? Zrobisz to przed pięcioma znajomymi, a nie całym światem.
  4. Zamiast Google Drive – Mega. Mega co prawda nie daje możliwości tworzenia dokumentów, to czysty dysk wirtualny (szyfrowany). Jest jednak schludny, przyjemny i nie jest Google.
  5. Zamiast androida/iOS – no własnie, tu mamy problem. Ja osobiście ciągle dojrzewam do zmiany. Jest niby Librem, czyli alternatywny smartfon (i system operacyjny). Praktyka jednak pokazuje, że firma ciągle cierpi na problemy wieku dziecięcego (problemy z dostawami). Warto jednak podkreślić, że pozostaje też wciąż dobrze dość rozwinięty rynek komórek, które nie są smartfonami. Niby gubimy część aplikacji, ale zyskujemy za to… kawał życia. No i prywatność;-).
  6. Zamiast google calendar – Proton Calendar. Tu osobiście nie korzystam jeszcze z tego, jenak decyzja dojrzewa coraz mocniej.

Kilka słów dla (nieco bardziej) świadomych

Dziękuję serdecznie za dotarcie tutaj! Jestem przekonany, że zrozumienie tej materii to kluczowa sprawa w XXI wieku. Jeśli chcesz dodać jakieś rady – pisz śmiało maila lub komentarz;-).

Mam prośbę – jeśli uważasz, że to zostało napisane dobrze i że tak właśnie powinno być, to podaj to dalej. I zasubskrybuj Blog Republikański – miejsce, w którym budujemy oddolnie społeczeństwo obywatelskie;-).

Interesują Cię rzetelne, dogłębne treści? Zdobywanie wiedzy oraz świadomości? Jeśli chcesz być częścią wartościowego miejsca w Internecie - zapisz się na Newsletter Republikański. Witamy wśród swoich!;-)

 

Loading

Ja nazywam się Marek Czuma, a to jest Blog Republikański

Piszę do Ciebie Prosto z Łodzi


Marek Czuma
Autor Bloga Republikańskiego. Chrześcijanin, Polak, Łodzianin. Wierzy w ludzi i ich możliwości, kocha pomagać innym. Uważa, że człowiek wolny kształtuje siebie poprzez własne wybory oraz pracę. Poza tym fan Wiedźmina i CD Projektu - zarówno na giełdzie, jak i w działaniu.

2 thoughts on “Czy jesteśmy zmuszani do usług cyfrowych gigantów? Rzecz o samo-stanowieniu

  1. Świetny artykuł. Dawno tu nie wpadałęm (prawie w ogóle od czasu zmiany nazwy i celu bloga) ale widzę, że poziom jedynie nieustannie rośnie. Jak na ironię o istnieniu bloga dowiedziałem się właśnie z reklamy na facebooku.
    Pozdrawiam
    Łukasz

Skomentuj Mirek Anuluj pisanie odpowiedzi

Top

Nie licz na ZUS

Zbuduj swoją, dostatnią emeryturę

Więcej na www.wszystkooikeikze.pl