fbpx
Jesteś tutaj
Główna > Sztuka myślenia w XXI > Jak zacząć żyć – co stało się, gdy odstawiłem śmieciowe jedzenie dla mózgu?

Jak zacząć żyć – co stało się, gdy odstawiłem śmieciowe jedzenie dla mózgu?

Budzę się rano. Pardon – otwieram oczy. Do prawdziwej pobudki czeka mnie jeszcze trochę czasu. Zanim jednak organizm dojdzie do siebie, trzymam w ręce smartfon. Muszę sprawdzić Facebooka – w końcu coś mnie może ominąć, ktoś mógł napisać. Szybki prysznic, ubieranie, mycie zębów i na studia lub do pracy. Wszystko z komórką w ręku.

W tramwaju jakoś trzeba spędzić czas – najlepiej scrollując walla. W pracy znów dostałem jakieś nudne zadanie. Zaraz je pewnie zrobię, ale przejrzę tylko fejsa. O! Ktoś napisał coś na temat partii politycznej z którą się utożsamiam. Wspaniale – czas przedstawić swoje kontrargumenty. Nie jestem jak Ci troglodyci – nie wdaję się w pyskówki. Muszę jednak stawić opór zalewowi zła, więc godzinka na kilku dyskusjach na raz zleciała.

Na szczęście, po drodze co jakiś czas przerzucałem widoki na komputerze na swoje środowisko pracy, więc mam poczucie, że jakoś tam pracuję. Gdyby tylko te zadania były ciekawe, ale one przecież są daleko poniżej mojego potencjału! W głowie od zawsze miliony wielkich marzeń i planów. A tu taka smętna, nudna rzeczywistość. Cóż, przynajmniej mogę posprawdzać co tam słychać w świecie, doedukować się, wyrobić zdanie…


Materiały takie jak ten mogą powstać, ponieważ Blog Republikański to oddolne, niezależne medium. Odwiedź Sklep Republikański i wesprzyj budowę naszego wartościowego miejsca w Internecie (wybierając rzecz jasna – coś dla siebie;-)).


Problem, który nas paraliżuje – dotyczy także Ciebie

Na szczęście powyższy opis już długo mnie nie dotyczy. Co więcej, jest przesadzony nawet w odniesieniu do tego co było kiedyś. Wiem jednak, że dotyczy milionów osób w Polsce i znacznie większej liczby poza naszymi granicami.

Dziś chciałbym opisać problem, który paraliżuje naszą decyzyjność i życie. Problem, z którym w dużej mierze się uporałem, a który uważam za element jednego z największych wyzwań XXI wieku. Problem, który za pokolenie lub dwa może doprowadzić do kryzysu, jakiego nie znamy z historii. Porozmawiajmy o wpływie współczesnych technologii na nas. Czemu pisać o tym na Blogu Republikańskim, którego misją jest budowa lepszego społeczeństwa, społeczeństwa obywatelskiego? Przede wszystkim właśnie dlatego, że to o czym będę pisał powoduje, że stajemy się społeczeństwem dysfunkcyjnym. Zarówno w kontekście szukania swojej osobistej ścieżki życiowej, w kontekście zawodowym, ale także w kontekście politycznych wyborów i podatności na manipulacje.

Ponieważ tematyka jest bardzo rozwlekła, a chciałbym żebyś nie zlekceważył wyzwania, ten artykuł będzie jedynie początkiem. Temat będę rozwijać i przedstawiać z bardzo wielu stron. Będą o tym podcasty, będą artykuły. Będę rozmawiać o tym z Piotrem. Będziemy przedstawiali to z naszej, osobistej strony, ale także w kontekście wielkiej wojny informacyjnej. Będziemy przytaczać badania i przykłady. Dziś jednak skupmy się na krótkim wejściu w temat.

Interesują Cię rzetelne, dogłębne treści? Zdobywanie wiedzy oraz świadomości? Jeśli chcesz być częścią wartościowego miejsca w Internecie - zapisz się na Newsletter Republikański. Witamy wśród swoich!;-)

 

Loading

Artykuł jest elementem kategorii „Sztuka Myślenia XXI” w której uczymy się jak myśleć, aby sprostać wyzwaniom współczesności.

„Krótka” historia autora – droga od zmęczenia i frustracji do radości i wydajnego życia

Jeśli jesteś stałym czytelnikiem, możesz obserwować moją zmianę w aktywności, szczególnie na Facebooku. To co teraz napiszę trochę mnie odsłoni, ale cóż – czasem warto, dla słusznej sprawy;-). Fakt jest faktem, że moim największym i podstawowym moim problemem był od zawsze brak skupienia. Oczywiście przeszkadzało to tym bardziej, im więcej rzeczy miałem do zrobienia. A rzeczy do zrobienia zwykle miałem nadmiar. Towarzyszył temu ciągły stres, ogrom emocji, nieustanne zmęczenie. To wszystko oczywiście prowadziło do problemów w pracy, nawarstwiania się różnych spraw, demotywacji. Nakręcające się błędne koło.

Zbyt wiele obowiązków

Kilka lat temu zacząłem bardzo poważnie zastanawiać się nad tym co robię źle. Oczywiście – zawsze mogłem znaleźć konkretny powód. A to akurat się nie wyspałem, a to pokłóciłem z dziewczyną, a to ciśnienie za niskie. Zdawałem sobie sprawę jednak, że prawdziwy problem najprawdopodobniej jest systemowy, strukturalny.

Po przyjrzeniu się swojemu życiu zrozumiałem najpierw podstawową oczywistość: za dużo mam na głowie. W pewnym momencie ciągnąłem 5 inicjatyw, gdzie każdej mógłbym się spokojnie poświęcić na pełen etat (była to praca, studia, Blog, działalność w partii politycznej i jeszcze jedna inicjatywa biznesowa, która nie wypaliła;-)). Nie było mowy o tym, żebym umiał robić to efektywnie. Otrzeźwienie przyszło, gdy organizm pierwszy raz się w sposób stanowczo zbuntował. Obiecałem sobie, że zacznę usuwać liczbę rzeczy, w które się angażuję. Od tamtego momentu minęło ok. 6-7 lat i do dziś bardzo mocno obciąłem to co trzeba;-).

Warto jednak podkreślić, że to nie to jest najczęstszym problemem. Bardzo często słyszę „ooo, tyle mam na głowię, ciągle ten wyścig… muszę zwolnić”. I cóż – nie zgadzam się z tym. Najczęściej to zwykłe lenistwo. Po prostu nie wymagamy od siebie zbyt wiele. Praca 8h już wiele osób zajeżdża. Powiedzmy sobie szczerze: 8 czy 10h dziennie pracy to coś, co każdy może „wziąć na klatę”.

Za mało skupienia

Kolejna kwestia z którą się zmierzyłem, to jednak już zdecydowanie to, o czym każdy powinien pomyśleć. Załóżmy, że uporałem się z liczbą „projektów” (dla uproszczenia). Ciągle jednak widziałem, że w pracy sobie nie radzę. Przeciętne zadania wykonywałem wolno. Byłem sfrustrowany i wiecznie zmęczony.

Znów spojrzałem na swoje życie aby zdiagnozować prawdziwy problem. Polecam taki moment – świadomie zatrzymać się i spojrzeć na swoje życie. Nikt nie zna go lepiej, niż my sami, jednak musimy umieć spojrzeć z boku, jak dobry lekarz czy analityk.

Gdy to zrobiłem zastanowiłem się czemu idzie mi nie najlepiej tam, gdzie powinienem być najlepszy, czyli w swoim fachu. Czy byłem za głupi na tą branżę? Gdzie robiłem błąd? Postanowiłem zejść jak najniżej, aby rozłożyć problematyczne chwile na atomowe części. Spojrzałem na wykonywanie przez siebie zadań i już wiedziałem gdzie był problem – na zadanie poświęcałem realnie po prostu bardzo mało czasu w ciągu godziny. Za mało było szynki w szynce”, za mało „cukru w cukrze”.

OK! Tylko co to dokładnie oznaczało? Jak to się działo? A no weźmy za przykład… 2 godziny wykonywania zadania w pracy. Wystarczyło, że w chwili znudzenia/zwątpienia na sekundę wszedłem na Facebooka. 15, 20 minut mijało. Co dalej? Fajnie było przejrzeć media informacyjne i powkurzać się nieco na polityków. W między czasie oczywiście „przerwa” na 5-10 minut prawdziwej pracy. Potem można było z kimś popisać, chwila pracy i Facebook…

Diagnoza? Najprostsza z możliwych. Brak skupienia. Oto przyczyna 95% problemów (w moim przypadku!). Oto diagnoza, która została ze mną… po dzień dzisiejszy. Tak – gdy piszę te słowa nie jest mi łatwo, bo wciąż nie uporałem się z problemem. Liczę jednak, że taka szczerość obudzi i w Tobie chęć zbadania swojego życia i stanięcia w prawdzie. Oczywiście, żeby nie było – jest już o niebo, a nawet dwa nieba lepiej. Wciąż jednak widzę proste przyczyny, które doprowadzają mnie do braku skupienia. Mniejsza jednak o to, lećmy dalej.

Choć mogłem zastanawiać się nad różnymi rzeczami dalej, wiedziałem że nie muszę. Zasada Pareto – 80% efektów jest wywoływanych przez 20% działań. Swoją drogą, mamy tu do czynienia często z błędnym rozumieniem matematyki, ponieważ często wysnuwamy wnioski mając założenie, że owe 80% i 20% muszą zsumować się w 100%. To bardzo prosty błąd, ale o tym może kiedy indziej. W tym przypadku zasada pareto jasno pokazuje, że po prostu muszę się kupić na tym, aby pokonać rozproszenia i popracowaćnad skupieniem oraz wydajnością w myśleniu.

Gdy mózg przemiela zbyt wiele pustych kalorii…

O co tu jednak chodzi? Czemu tak bardzo dużym problemem były media społecznościowe? Wszak to tylko strona, jak każda inna. Dodatkowo można rozwijać relacje a nawet być na bieżąco ze światem – i to wszystko mniejszym kosztem. Czysty zysk…

No właśnie niezbyt. Chodzi tu bowiem o to ile bodźców zapewniamy naszemu mózgowi, kiedy „jesteśmy na bieżąco”. Teraz powiem kilka rzeczy, do których jeśli miałbym być hiper-rzetelny, powinienem dołączyć kilka badań albo przynajmniej wypowiedzi naukowców. Obiecuję, takowe będą się pojawiały w kolejnych materiałach z tej serii (w poprzednich, dotyczących pułapek myślenia, Piotr zawierał zawsze dość sporo przypisów). Teraz chcę Ci tylko przekazać samą esencję problemu, który poznałem aż zbyt mocno.

Wejdź na Facebooka i spędź na nim 15 minut scrollując. Ile dostaniesz w tym czasie informacji? Dziesiątki? Setki? Tysiące? Prawdopodobnie zależy jak zdefiniujemy „informację”. Z pewnością będą to dziesiątki postów i przynajmniej drugi tyle komentarzy. Dodajmy, że nie będą to informacje na miarę komunikatów nadawanych przez megafon na dworcu, najbardziej monotonnym głosem na świecie. O nie – te informacje które spotykasz wywołują w Tobie naprawdę solidne emocje. Raz rozpalają gniew, innym razem ranią, by to znów rozbawić. To wszystko z pozycji obserwatora. Jeśli się zaangażujesz, dostajesz „darmowe” interakcje i oczywiście kolejne emocje w pakiecie.

Mówimy tu o 15 minutach. Dobrze wiemy, że nie spędzimy tam 15 minut, a łącznie parę godzin. Zostaniemy przytłoczeni nagłówkami które masowo będą chciały w nas wywołać skrajne emocje, fake-newsami, skrajnymi opiniami, krótkimi hasłami i bardzo łatwymi interakcjami. Takimi, które nic nie kosztują, a powodują przekonanie o budowie relacji.

Pomyśl logicznie – jak po takiej dawce bodźców, które dodajmy – fundujemy mózgowi dzień w dzień, mamy funkcjonować normalnie? Wróćmy teraz do przedmiotu tego artykułu. Jak mój mózg, przesiadujący całe godziny na takim oceanie śmieciowych bodźców, ma się skupić na pracy?

Kiedy ja siadam do roboty i mówię mu „ok, teraz wyłączamy Facebooka i skupiamy się przez najbliższe kilka godzin na jednym zadaniu” myślisz, że mówi „wreszcie, super!”? Pozwól, że Cię naprostuję – nie. On mówi mi: „jaja sobie robisz? Wracaj na walla i daj mi więcej łatwego jedzenia, przy którym nie muszę się wysilać”.

Praca jest nudna. A przynajmniej często bywa nudna. I nie jest to wcale złe! Żyjemy w świecie, w którym teledyski przypominają stroboskop, a łatwe rozwiązanie wszystkiego mamy podsuwane pod nos. Tymczasem, żeby wypracować jakieś prawdziwe, długotrwałe dobro, trzeba przekopać gnój. Kawał gnoju. Po prostu trzeba wziąć łopatę i przewalać. Choć łopata jest zwykle metaforyczna, to naprawdę musimy nauczyć się, że czasami trzeba zrobić coś żmudnego. Zresztą to właśnie doskonalenie precyzji czyni nas mistrzami w danej dziedzinie. Czy jest to okraszone fajerwerkami? Nie do końca – wręcz przeciwnie. Zorientowałem się, że muszę dostrzec piękno w monotonnym procesie. Gdy to zrobię, okazuje się on często znacznie ciekawszy niż wygląda z boku.

Czas na detoks. Krok 1 – ograniczenie emocji na mediach społ.

Aby wejść w ten proces, muszę poskładać umiejętność skupiania się. Aby to zrobić, muszę wyeliminować rozpraszacze. Jakie? Oczywiście – na pierwszy ogień poszedł po prostu Facebook, jako że w moim przypadku stanowił on główny problem.

Do kwestii przebodźcowania dochodzi jeszcze druga, równie istotna. Chodzi o ochronę prywatności, całą przestrzeń związaną z wojną informacyjną itd. Dziś o tym nie będę pisał, bo artykuł już ma pokaźny rozmiar. Zasubskrybuj Bloga Republikańskiego, a poinformuję Cię o kolejnych artykułach, w których będę pisał właśnie o tym problemie;-).

Interesują Cię rzetelne, dogłębne treści? Zdobywanie wiedzy oraz świadomości? Jeśli chcesz być częścią wartościowego miejsca w Internecie - zapisz się na Newsletter Republikański. Witamy wśród swoich!;-)

 

Loading

Nie odstawiłem jednak mediów społecznościowych tak od razu. 2 lata temu zauważyłem, że najbardziej toksyczne jest to, co wyświetla mi się na tablicy. Zwykle były to newsy i wypowiedzi polityczno-społeczne. Takie, które budowały skrajne emocje. Widziałem wzajemną nienawiść, manipulacje, czy zwykłą głupotę i owczy pęd wielu moich znajomych. To było zbyt wiele.

Pierwsza rzecz: uświadomić sobie, że nie muszę brać w tym udziału. Uświadomić sobie, że to co widzę na tablicy nie jest wcale reprezentatywną dawką tego co się dzieje w społeczeństwie. To było naprawdę uwalniające!

Skutek przemyśleń: odlubienie większości mediów informacyjnych. Odlubienie większości polityków i komentatorów życia publicznego (w większości chowających się za pseudonimami;-)). Co ważne – zdałem sobie sprawę, że czytanie dwóch skrajnie manipulatorskich i stronniczych mediów wcale nie przybliża mnie do prawdy. Prawda nie jest bowiem średnią arytmetyczną ze wszystkich przekazów medialnych. Prawda jest zawsze jedna, obiektywna i nie zbliżę się do niej, jeśli będę szarpał się głosami kłamców.

Od tej pory ilekroć wchodziłem, miałem przed oczyma raczej suche fakty lub nudniejsze informacje, co nie zmuszało mnie do transformacji z obserwatora w komentatora. To już było coś!

Czemu to takie ważne? To proste. Nie biorąc udziału w tych „debatach” obiektywnie wiele świat nie tracił. Ja natomiast mogłem zyskać dużo, mogąc się skupić na swoich zadaniach.

Detoks krok 2 – ograniczenie kontaktu z mediami społ.

Skoro już moja tablica była nieco bardziej uporządkowana, czas było wejść na drugi poziom. Ciągle musiałem zaglądać na Facebooka, choćby po to żeby sprawdzić wiadomości, czy… z przyzwyczajenia. Co prawda nie było to już tak emocjonujące, więc łatwiej było wrócić do życia. Ciągle jednak miałem poczucie, że coś muszę, że to najlepsza droga ucieczki od problemów (znasz to? Nie chce Ci się zmierzyć z problemem więc otwierasz nową zakładkę w przeglądarce, wpisujesz „f” i klikasz enter na podpowiedzi).

Krok drugi, który „zakończył się” całkiem niedawno: Drastycznie ograniczyć obecność na Facebooku oraz na mesendżerze. Samej aplikacji facebookowego komunikatora nie miałem i odradzam wszystkim korzystanie. Cóż… tu znów wchodzi kwestia prywatności. Poruszę to w kolejnych odcinkach. Jeśli jeszcze nie jesteś subskrybentem Bloga Republikańskiego – zostań nim;-).

Interesują Cię rzetelne, dogłębne treści? Zdobywanie wiedzy oraz świadomości? Jeśli chcesz być częścią wartościowego miejsca w Internecie - zapisz się na Newsletter Republikański. Witamy wśród swoich!;-)

 

Loading

Ustaliłem więc sobie prostą zasadę. Jestem ciągle pod mailem, można do mnie napisać sms lub na Signalu. Czy muszę być non-stop dostępny na Facebooku? NIE. I NIE BĘDĘ. Napisałem na swojej prywatnej tablicy ze od teraz nie odbieram wiadomości i w ten sposób od tamtego czasu funkcjonuję. sporadycznie sprawdzam czy nie napisał do mnie nikt czegoś bardzo pilnego. Zasadniczo jednak… po prostu nie odpisuję. Moi znajomi mają numer, a jeśli nie mają to mogą łatwo go zdobyć. Każdy może natomiast napisać maila.

Druga kwestia: sam Facebook. Długi czas wprowadzałem w życie zasadę, która przyniosła mi wolność, ale udało się;-). Brzmi ona mniej więcej tak:

Jeśli wchodzisz na Facebook, to w konkretnym celu, który możesz wyjaśnić zanim wejdziesz na portal. Gdy wejdziesz, zrób to co masz zrobić i wychodź.

Proste? Proste. Nie mam potrzeby czytać wszystkiego i rozbijać swój umysł. W tym czasie mogę skupić się na zadaniu w pracy, napisać kawałek artykułu albo ugotować obiad czy pobyć z Synem. Z całą pewnością każda z tych rzeczy 100x bardziej przysłuży się mi i światu, niż gdybym scrollował walla. To suma działań tworzy efekt, nie suma życzeń czy emocji.

Oczywiście to ideał – raz jest lepiej raz gorzej. Prawda jest też taka, że jak już wejdę, to przejrzę te 30 powiadomień. Nie zajmuje mi to jednak dłużej niż kilka minut, więc jest to jak najbardziej akceptowalne;-).

Detoks krok 3 – Minimalizacja mediów informacyjnych

Na tym etapie jest już naprawdę świetnie! Jest mi dużo łatwiej się skupić, nie mam ciągłych wyrzutów sumienia, że marnuję czas. Jestem znacznie szczęśliwszy i wydajny. Czas na kolejny krok.

To także wymagało obserwacji. W zasadzie, jeśli chcesz wejść na „wyższy poziom życia”, to będzie to wymagać od Ciebie przede wszystkim 3 rzeczy:

  1. Samo-świadomości
  2. Umiejętności planowania i podejmowania decyzji
  3. Dyscypliny

Nie musisz być herosem czy heroską. Po prostu pamiętaj o tej trójce, a na pewno będzie Ci łatwiej przeskoczyć level wyżej;-).

Tak więc zauważyłem, że choć uciekam coraz mniej, to cel ucieczki stał się inny. Teraz były to media informacyjne. TO DOBRA WIADOMOŚĆ! Media informacyjne nie podają już takiej ilości bodźców. Co więcej – jedna informacja jest zawsze dłuższa i głębsza. Aby przeczytać artykuł, musisz ruszyć mózgownicę dużo bardziej niż przy przeglądaniu postów i komentarzy.

Jednak i z tym należy coś zrobić. Po cóż mam się denerwować na polityków? Czy mogę coś z tym zrobić? A może będę mógł kiedyś, jeśli teraz skupię się na wytężonej pracy? Jestem bliższy tego drugiego stwierdzenia. Potrzeba nam w Polsce ludzi mądrych, zdyscyplinowanych, z kręgosłupem moralnym oraz dużymi pieniędzmi. A tego wszystkiego nie robi się narzekając na posłów tylko zakasając rękawy.

Tak więc czas na 3 krok detoksu: zminimalizować media informacyjne. Nie muszę czytać newsów codziennie – wystarczy, jeśli przejrzę je raz na dwa lub trzy dni. Nie muszę ich też sprawdzać co godzinę. Gdy już czytam, przeczytam artykuł do końca, aby i tutaj ćwiczyć skupienie. Dodam od razu, że te media które czytam, nie są skrajne. Są chyba najbardziej wyważonymi mediami w Polsce.

Ten krok ma jednak także i drugą część. Ponieważ zmniejszam liczbę newsów, czas je zastąpić czym innym. Powoli wdrażanym pomysłem jest więc systematyczne czytanie ambitniejszych, dogłębniejszych treści. Analiz, artykułów eksperckich itd. Coś, czego nie będę wertował, ale na co poświęcę dłuższą chwilę. Zagłębię się, przemyślę, dowiem czegoś „z wyższej półki”, z mocniejszym poziomem skomplikowania. Są to m.in. treści think-tanków czy analizy inwestorskie.

Co więcej – treści te niekoniecznie muszą być po polsku. To dodatkowo stanowi wyzwanie, a zarazem trening języka angielskiego;-).

Pomoc z zewnątrz

Krok 3 detoksu trwa w chwili pisania tego artykułu. Sądzę, że potrwa jeszcze wiele miesięcy. W tym momencie zrealizowałem kilka ważnych celów życiowych, które wymagały ode mnie wysiłku intelektualnego i treningu charakteru. Pokazałem sobie, że siłą woli mogę zdziałać wiele. Wlicza się w to m.in. budowa tego bloga, eksperyment z komercjalizacją swoich produktów, sukcesy w wymagającej branży (Big Data), stworzenie aplikacji do pracy nad sobą. Zbudowanie szczęśliwej rodziny, akumulacja zauważalnego majątku dającego poczucie bezpieczeństwa czy nawet… test IQ, który wyszedł bardzo przyzwoicie;-).

Gdy udowodniłem sobie, że mogę tej zmiany dokonać siłą swojej woli, dyscypliną – dojrzałem do kolejnego kroku. Choć to nie przedmiot tego artykułu, warto abyś i Ty to przemyślał/a. Udałem się do neurologa, aby zbadać czy z moim mózgiem (i organizmem, bo zaczęło się od zbadania niedoborów) wszystko ok. Tu warto tylko dodać jedną rzecz. Zanim to zrobisz, upewnij się że to lekarz z wyższej półki. To być może przykre, ale większość lekarzy zna się na swoim fachu w stopniu bardzo ograniczonym. Nie ma do tego woli pogłębiania kompetencji ani pokory, by przyjmować uwag z zewnątrz. W efekcie wizyta u takiego specjalisty może Ci bardziej zaszkodzić. Poświęć więc trochę czasu na znalezienie kogoś sensownego. Warto to jednak zrobić. I warto nie oszczędzać, bo ciało mamy jedno, a mózg to nasze najcenniejsze narzędzie i warto w nie inwestować!

Skutki zmiany

Wróćmy jednak do tego co nas interesuje. Podsumujmy, co zmieniło się w moim życiu, gdy mądrze zacząłem zarządzać tym co konsumuję?

Można powiedzieć, że zmieniło się wszystko:-). Przede wszystkim, poprawiło się skupienie, a to wrota do wielu płaszczyzn. Stałem się znacznie lepszym specjalistą w swojej branży. Umiałem lepiej myśleć, ciężej i wydajniej pracować. Pomogło to także w relacji z najbliższymi – pamiętaj, że media społecznościowe symulują relacje, łatwo jest więc pomyśleć, że już je utrzymujesz. Gdy zaczniesz żyć realnym życiem, łatwiej skupić się na sednie relacji. Na tym co łatwe i błyszczące, ale i na tym co trudne, bolesne. Na tym co piękne i na tym co wolimy ukryć. Relacje wymagają pracy i skupienia na nich.

Poprawił się mój sen i ogólne samopoczucie – jestem znacznie mniej zmęczony, mimo że robię znacznie więcej (warto dodać, że poza Blogiem Republikańskim biorę udział w paru projektach, mam małe dziecko i kolejne w drodze;-)). Łatwiej mi się zdyscyplinować, łatwiej skupić na tym co naprawdę ważne. To wszystko prowadzi do rzeczy, o której często nie myślimy w taki sposób. ZACZĄŁEM JESZCZE BARDZIEJ KOCHAĆ ŻYCIE. Czerpię z niego niesamowitą satysfakcję, spełnienie. Czuję, że żyję, bo mogę się skupić na prawdziwych aspektach, które razem składają się na szczęście. To moja rodzina, praca jako inżynier (oraz instruktor) Big Data, Blog Republikański, to dbanie o formę fizyczną i inne.

Czy to wszystko przychodzi mi teraz łatwo i przyjemnie? Absolutnie nie. To wszystko męczy. Daje natomiast prawdziwie życiodajne zmęczenie. Takie zmęczenie, które pozwala zasnąć szczęśliwym. Takie, które sprawia, że czuję chęć do życia. Wreszcie – takie, które nadaje odpoczynkowi jeszcze więcej smaku.

Odpoczynek. To ostatni skutek zmian. Odpoczynek jest inny. Pełniejszy. Daje więcej satysfakcji i regeneracji. To naprawdę niezwykłe. Dzieje się tak dlatego, że mam luksus, aby odpoczywając… skupić się na danej chwili. I nie stymulować mózgu śmieciowymi informacjami. Toż to paradoks! Idziemy na odpoczynek i zamęczamy mózg! Koniec z tym.

A Ty? Co zdecydujesz?

Jeśli tu dotarłeś/aś, to cóż… chyba naprawdę doskwiera Ci ten problem. Chcę żebyś zapamiętał/a jedną rzecz: JESTEŚ PANEM/PANIĄ SWOJEGO ŻYCIA. MASZ WOLNOŚĆ. To oznacza, że Ty wybierasz czym się karmisz i jakie decyzje podejmujesz. Nie musisz używać Facebooka, messengera. Nie musisz brać udziału w naszej wojnie politycznej. Możesz żyć inaczej. To wymaga wysiłku. Ale warto;-)

Jeśli zdecydujesz się, zostaw proszę komentarz albo napisz mi maila. A teraz – zapraszam do newslettera. Chyba już się trochę poznaliśmy, prawda?

Interesują Cię rzetelne, dogłębne treści? Zdobywanie wiedzy oraz świadomości? Jeśli chcesz być częścią wartościowego miejsca w Internecie - zapisz się na Newsletter Republikański. Witamy wśród swoich!;-)

 

Loading

 


Ja nazywam się Marek Czuma, a to jest Blog Republikański

Piszę do Ciebie Prosto z Łodzi


Marek Czuma
Autor Bloga Republikańskiego. Chrześcijanin, Polak, Łodzianin. Wierzy w ludzi i ich możliwości, kocha pomagać innym. Uważa, że człowiek wolny kształtuje siebie poprzez własne wybory oraz pracę. Poza tym fan Wiedźmina i CD Projektu - zarówno na giełdzie, jak i w działaniu.

Dodaj komentarz

Top

Nie licz na ZUS

Zbuduj swoją, dostatnią emeryturę

Więcej na www.wszystkooikeikze.pl