fbpx
Jesteś tutaj
Główna > Cykle > Finanse > Dlaczego poradniki finansowe (często) nie działają?

Dlaczego poradniki finansowe (często) nie działają?

Znakomita większość z nas nie ma wiedzy finansowej „we krwi”. Żeby nie było – ja jak najbardziej się do tej większości zaliczam (przynajmniej tutaj zaliczam się do większości!). Oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że pieniędzy mamy zwykle mniej niż byśmy chcieli i… mniej, niż byśmy mogli;-). . W związku z tym większość osób temat odpuszcza (no bo „hehe, mnie to się pieniądze nie trzymają… hehe”). Jest jednak grupka, która postanawia nauczyć się panowania nad swoimi pieniędzmi. I co? I nic, bo wśród tych nielicznych jeszcze mniej osób finalnie udaje się ogarnąć „jak to się robi”, żeby na koniec miesiąca było jeszcze trochę grosza, a żeby sytuacja życiowa nie pchała w kierunku współczesnego niewolnictwa.

Czy podstawowa wiedza o swoich pieniądzach jest taka trudna?

Nie chodzi mi tu absolutnie o zaawansowaną inżynierię finansową. Naprawdę nie chodzi o to, byśmy stali się tuzami giełdowymi i co miesiąc kontrolowali czy nasz portfel ma idealnie zbalansowane aktywa. Chodzi jedynie o to, by nie popełniać głupich błędów i tak zarządzać tym co mamy, aby z czasem coraz bardziej się bogacić.

W swojej historii pomogłem całkiem już sporej liczbie osób (jeśli liczyć indywidualną pomoc, czytelników bloga oraz czytelników kursbooka „Jak się ogarnąć finansowo?”). Nigdy nie stosowałem przy tym żadnych wymyślnych algorytmów. W związku z tym pojawiło mi się jakiś czas temu naturalne pytanie:

Dlaczego bardzo często osoby które przeczytały szereg poradników finansowych nie stają się skuteczne?

I tu małe zastrzeżenie – mówię tylko o ludziach, którzy kompletnie nic nie rozumieją, popełniają głupie błędy oraz mają jakiekolwiek przychody. I nie – nie wiem jak zrobić z nich milionerów, czy też gwiazdy polskiego parkietu (giełdowego, nie koszykarskiego). Natomiast doskonale wiem jak sprawić, żeby ich stan konta stopniowo zaczął się poprawiać.

Nie jestem jednak najwybitniejszym w Polsce edukatorem finansowym. W zasadzie w ogóle nie mam się za edukatora finansowego. Jestem raczej promotorem świadomego, odpowiedzialnego i mądrego życia. A że pieniądze są W CENTRUM naszego życia, to rozsądnie byłoby umieć panować nad nimi, zanim one zapanują nad nami… prawda?

Cóż jest więc takiego, że rady które dałem znajomym (bliższym i dalszym – dla mnie każdy czytelnik jest jak „członek stada”) działają, natomiast metody, które sprzedają bez wątpienia wybitni edukatorzy finansowi – często wręcz przeciwnie?

Czemu poradniki finansowe często nie działają?

Myślałem nad tym i znalazłem kilka odpowiedzi. Przedstawię je, a potem opiszę co można zrobić, żeby uniknąć pułapek.

Zbytnie skomplikowanie problematyki

Pierwsza sprawa: gdy mamy przychody i przejadamy je w całości na życie + głupoty, nie potrzebujemy zaawansowanych technik. Potrzeba odpowiedniej mentalności (o tym później) i paru nawyków. Tyle! Nic więcej. W zasadzie z moich obserwacji wynika, że dla wielu ludzi techniczne tłumaczenie tego jak mają zmienić swoje finansowe życie może zamknąć się w 5 minutowym wykładzie. I samo to znacząco może poprawić stan.

fot: pexels

Kiedy natomiast zaczynamy się stykać z tematem finansów osobistych, jesteśmy zalewani złożonymi metodami. Nagle dowiadujesz się, że musisz prowadzić budżet domowy. I od razu dostajesz „wzór prostego budżetu”. Po otwarciu pliku masz wrażenie, że prostsze jest wypełnienie zeznania podatkowego.

Moje rozwiązanie: na początek kluczowe są proste rady. Takie, które robią olbrzymią robotę, a są żenująco proste we wdrożeniu. Potem oczywiście można i warto pójść dalej, ale najpierw… zbuduj fundamenty;-). Przykładem może być moja wizja budżetu domowego. Aczkolwiek są i prostsze przykłady. W ebooku „Jak się ogarnąć finansowo?” opisuję „najważniejszą zasadę oszczędzania”. To jest idealny przykład, bo jest banalna w zrozumieniu, we wdrożeniu i daje ogromne efekty. Sądzę, że w najbliższym czasie napiszę o tym artykuł.

Nadmiar treści, brak planu działania

Kolejna rzecz jest rozwinięciem pierwszej. No niestety, ale gdy ktoś zupełnie nie wie co i jak, a kupi opasłą książkę… nie wróżę sukcesu. To nie tak, że ta książka nie jest wartościowa. Problem jest odwrotny – ona jest… zbyt wartościowa!

fot: pexels.

Trzymajmy się prostoty. Kiedy po wypłacie nie robię nic z pieniędzmi i leżą na koncie aż ich nie przejem… nie potrzebuję nadmiaru technik. Potrzebuję kilku rzeczy, które zostaną ułożone w prosty, przystępny sposób i systematycznie powtarzane. Tyle!

Zwracam uwagę na słowo „sposób”. Plan działania, system – oto klucz do sukcesu. Musimy mieć możliwie prosty, jednak konkretny sposób wedle którego w mechaniczny sposób zarządzamy naszymi pieniędzmi.

Moje rozwiązanie: Najważniejsze, żeby na koniec lektury wyjść z dobrym planem. To znaczy takim, który będzie prosty we wdrożeniu i zrozumiały przez Ciebie! Niech Twój system zarządzania pieniędzmi przypomina znakomicie zaprojektowany mechanizm. Przypatrz się każdej części. Jeśli to rozumiesz, to dobrze.

Uzależnienie od treści, sztuka dla sztuki

Tu już zarzut do Ciebie, nie do autora. Bardzo często zbytnio uzależniamy się od samych materiałów zaniedbując sens. Sam znam to bardzo dobrze. To wspaniałe uczucie obejrzeć kolejne wideo na YouTube. To świetna sprawa przeczytać następny artykuł finansowy. Tylko… co z tego wziąłem do życia? Trochę przypomina to oglądanie filmów o treningach i diecie objadając się chipsami i popijając piwkiem;-).

Moje rozwiązanie: Rób raz w tygodniu/miesiącu czas na przemyślenie finansów. Czy idę w dobrą stronę? Czy mój system działa? Niech nie zajmują długo – 5, może 10 minut. Podczas takiego spotkania dobrze jest sobie zadać pytanie: ile się nauczyłem z materiałów finansowych w ubiegłym czasie? Ile z tego wdrożyłem?

Zbytnie skupienie na metodach, nie na mentalności

Na sam koniec zostawiłem wisienkę. Piszę o tym dokładnie przez cały pierwszy rozdział Kursbooka „Jak się ogarnąć finansowo?”. Zasadniczo możesz być albo mądrym, albo głupim (finansowo) człowiekiem. W skrócie różnią się oni spojrzeniem na życie. Głupi człowiek siedzi „zakopany” w spojrzeniu w którym jest – nie patrzy na życie w dłuższej perspektywie. Taki człowiek ma także skłonności do obwiniania innych za to, że nie powodzi mu się w życiu. Daje się ponosić emocjom i zachciankom. Uwielbia konsumpcjonizm.

Cóż z tego, powiedz mi Drogi Czytelniku, że przedstawimy takiemu człowiekowi świetne metody i wzorcowo skrojony system działania? Cóż z tego, skoro… nie ma on odpowiedniej perspektywy i najzwyczajniej nie będzie widział sensu w robieniu większości z tych rzeczy.

Moje rozwiązanie: NAJWAŻNIEJSZA jest transformacja w człowieka mądrego. Zmiana mentalności. Jak to zrobić? Piszę o tym w pierwszym rozdziale ebooka (on akurat dostępny jest za darmo tutaj: jak sie ogarnac finansowo – kursbook pierwszy rozdzial„Jak się ogarnąć finansowo?”. Nie jest to technika rakietowa – i to jest dobra wiadomość;-).

No dobrze mądralo… to powiedz lepiej co mogę zrobić, żeby być skutecznym?

Krytykować umie każdy. Tym bardziej, że nie chciałbym żeby zabrzmiało to jak przesadna krytyka! Czołowi edukatorzy finansowi wiedzą ode mnie dużo więcej, mają znacznie większe doświadczenie… a również lepsze efekty edukacyjne. Także chylę czoło i absolutnie podziwiam.

Każdy jednak ma swoją działkę w której jest najlepszy. Ja mam tą umiejętność że potrafię przekazać podstawową wiedzę zupełnym „świeżakom” w prosty, przystępny i skuteczny sposób. Dlatego też przekazuję ją w różnych miejscach. Jeśli chcesz, możesz zajrzeć do artykułów z kategorii „finanse”.

Dużo lepszym pomysłem jest jednak skorzystanie z mojego ebooka o znamiennym tytule „Jak się ogarnąć finansowo? Kursbook dla kompletnie zielonych”.

Pozwól, że w kilku słowach opowiem Ci o tym jak moje wiekopomne dzieło może Ci pomóc.

  • Poznasz z niego tylko PODSTAWY. Po złożoną inżynierię finansową musisz zakupić jakieś inne książki. Natomiast jeśli chcesz zrozumieć jak nie przepuszczać swoich pieniędzy w toalecie – to lepszej pozycji w Internecie nie znajdziesz.
  • Czemu kursbook? Bo to tak naprawdę kurs zamknięty w ebook. Poza treścią dostajesz także ćwiczenia i dodatkowe zasoby, które pomogą Ci aktywnie przejść przez lekturę. Dzięki temu teoria od razu staje się praktyką.
  • Nie zostaniesz zalany treścią. Skupienie się jedynie (albo prawie jedynie!) na podstawach pozwoliło mi stworzyć ebook, który nie jest opasłą cegłą. Jest znakomicie skrojony. Nie wyjdziesz z przeświadczeniem „znakomicie – dużo wiedzy, ale w co ręce włożyć?”.
  • Stawiam na podejście holistyczne. Wow, zawsze chciałem to napisać. Chodzi po prostu o to, że finanse są odzwierciedleniem życia. I właśnie dlatego nie można patrzeć jedynie na techniki. Trzeba podejść mądrze jak do całości. Tak więc ebook jest jedną wielką promocją zaradności, sprytu, metodycznego podejścia, ale i… empatii i mądrego dzielenia się z bliźnimi.
  • I na koniec perełka, klucz do sukcesu – ostatni rozdział to skonstruowanie swojego własnego, indywidualnego systemu działania! Pyszna sprawa, bo po przeczytaniu nie czujesz się zostawiony sam(/a) sobie tylko wiesz dokładnie co robić i jak:-).

Na ten moment 100% zadowolonych czytelników. To pewnie zasługa częściowo zawartości merytorycznej, ale częściowo stylu – ponoć czyta się „jak książkę obyczajową”. Czyli chyba lekko (przyznam nieśmiało, że rzadko czytam obyczajówki).

Aby przejść do Kursbooka kliknij poniższą grafikę. Jeśli chcesz kod zniżkowy – napisz do mnie na maila:-) (nie wygłupiajmy się – wiemy dobrze, że nie robię tego tylko dla lepszego konta. Na pewno mi się kiedyś odwdzięczysz! Jak już będziesz więcej mieć;-)).

Marek Czuma
Autor Bloga Republikańskiego. Chrześcijanin, Polak, Łodzianin. Wierzy w ludzi i ich możliwości, kocha pomagać innym. Uważa, że człowiek wolny kształtuje siebie poprzez własne wybory oraz pracę. Poza tym fan Wiedźmina i CD Projektu - zarówno na giełdzie, jak i w działaniu.

6 thoughts on “Dlaczego poradniki finansowe (często) nie działają?

  1. We wszystkich „poradnikach” (z braku lepszego słowa) o finansach, jest moim zdaniem luka.
    Albo pokazujemy podstawy podstaw – w stylu nie wydawaj więcej niż zarabiasz.
    Albo rozważamy milionowe inwestycje, analizę giełdy, itp.
    Ciężko jest (przynajmniej mi) znaleźć jakieś informacje, co można zrobić mając „trochę więcej niż inni”, ale nie miliony

    PS
    I nie mówię tu o pseudo poradach typu złoto, krypto, waluty, czy inny hazard 😉

    1. To jest bardzo ważne co piszesz. Jeśli dobrze rozumiem – co ma zrobić osoba, która ma już jakiś konkretny kapitał, ogarnia racjonalne zarządzanie finansami (np. nie żyje ponad stan, ma swój system tego gdzie mają iść pieniądze które przychodzą itd), natomiast nie jest zainteresowana aktywnym inwestowaniem tak?

      W tej sytuacji niestety nie chcę się wypowiadać bardzo radykalnie, bo powiedzmy że ja jestem w podobnym stanie (a uważam, że uczyć powinna osoba która jest przynajmniej level wyżej). Natomiast ostatnio bardzo dużo o tym myślę, także dlatego że dostaję od różnych ludzi pytania: „Co robić? Jak bezpiecznie pomnażać pieniądze?”. Oczywiście nie chodzi o to, aby bezpiecznie wykręcać świetne wyniki, ale aby chociażby znaleźć jakiś odpowiednik tego czym kiedyś były lokaty. Żeby nie trzeba było aktywnie brać w tym udziału, a aby portfel rósł chociaż o kwoty zbliżone do inflacji.

      Myślę o tym intensywnie, bo i u siebie taki element portfela chcę wdrożyć (obecnie mam taką konstrukcję majątku, która jest dla mnie dobra, ale nikomu innemu bym nie polecił. Sprawdza się, ale mogę wziąć za nią odpowiedzialność tylko w kontekście swoich pieniędzy :p).

      Powiem tak: na ten moment skupiam się na tym, żeby dać jak najlepsze treści (a najlepiej mój kursbook, który serio jest świetny!) tym, którzy nic nie ogarniają. Następnie będę się koncentrował na wypełnieniu luki.

      Pewną odpowiedzią, ale tylko pobieżną i cząstkową, będzie mój następny ebook, może Cię zainteresuje. To będzie przewodnik po IKE/IKZE. Zarówno co do filozofii, sposobów jak to wykorzystać, jak i stricte techniczny (jak to zrobić w najpopularniejszych instytucjach finansowych, albo – jakie mogą być sytuacje, różne warianty). Uważam, że IKE/IKZE to bardzo dobry pomysł i dobrze jest z niego skorzystać, a pozwoli osobie skrupulatnej w perspektywie X-dziesięciu lat zbudować solidną „arkę”.

      Pozdrawiam!

      1. Rozumiesz dobrze, za wyjątkiem „systemu gdzie mają iść pieniądze” – nie przemawiają do mnie % podziały itp. – wszystko na bieżąco w głowie (jak na razie działa całkiem OK)

        IKE/IKZE – wiadomo. Traktuję to jednak jako pieniądze których nie zamierzam wyciągać przed określonym wiekiem

        Chcesz podzielić się informacją o Swoim portfelu?
        Dlaczego byś nie polecił? Bo jest dostosowana pod Ciebie, czy ze względu na „odpowiedzialność”?

        I na koniec pytanie – nieruchomości?
        Tak,, nie bo niepewne, czy nie ze względów moralnych?

        1. System to według mnie sprawa kluczowa dla powodzenia całej sprawy. Mówię to całkowicie poważnie. Oczywiście nie dla każdego i nie zawsze. Niemniej ogrom osób nie jest w stanie wykorzystać wiedzy, bo ma ją w postaci „chmury myśli” w głowie, a nie w postaci określonych „procedur”. Nie chcę żeby zabrzmiało to zbyt biurokratycznie – to jak najbardziej można mieć w głowie, nie trzeba też mieć ściśle określonych podziałów np. co do %. Ważne jednak jest, aby mieć kilka prostych zasad, których przestrzegam i co do których wiem, dlaczego ich przestrzegam.

          IKE/IKZE – co do IKZE to jak najbardziej też tak podchodzę. Niemniej co do IKE sprawa nie musi być już ta rygorystyczna. Co prawda dobrze traktować to oczywiście jako miejsce do obrotu długofalowego. Natomiast jeśli będzie potrzeba wyciągnąć wcześniej,… to nic nie tracimy w stosunku do stanu, w którym byśmy obracali poza IKE:-)

          W kntekście mojego portfela, nie chcę za dużo i zbyt precyzyjnie mówić ze względu na Małżonkę, która jest oczywiście współwłaścicielem całości pieniędzy i współdecyduje o wszystkim. Natomiast chodzi mi o to, że inwestycje kompletnie nie są zdywersyfikowane. Kapitał przeznaczony do inwestycji trzymamy w jednej spółce giełdowej i jednej poza obrotem na GPW (póki co). Zyski mamy naprawdę smaczne, natomiast ja dobrze znam te firmy, można poiedzieć że trochę „żyję nimi” – i tylko dlatego mogę sobie na to pozwolić. Inna sprawa jest taka, że równocześnie budujemy też zabezpieczenie, więc ryzyko nawet jeśli się zrealizuje, nie będzie nas kosztowało banicji na ulicę 😀 A więc odpowiadając – to oba powody (i dostosowane pod nas i odpowiedzialność)

          W kwesti nieruchomości, niestety nie umiem się wypowiedzieć. Kilka razy próbowałem jakoś się zmusić do poznania tego rynku, ale póki co bardzo mnie odpycha. Najzwyczajniej nie ma między nami chemii:-). A jestem zdania, że inwestycja dobrze żeby jakoś interesowała, bo wtedy dużo łatwiej jest ją zrozumieć od środka. Inna sprawa, to że inwestycje w nieruchomości (fizyczne, bezpośrednie) wiążą się najczęściej z zakredytowaniem, a ja mam mocno konserwatywne i zachowawcze podejście. Natomiast mam znajomych, którzy na nieruchomościach robią niezłe pieniądze nie będąc wcale inwestycyjnymi rekinami, więc jeśli ktoś ma do tego głowę, to jak najbardziej.

          Chociaż powiem szczerze, że ostatnio chodzą mi po głowie REITy. Myślę tu o nich w kontekście budowy portfela dywidendowego. Ale to takie cygańskie trochę inwestycje w nieruchomości.

    2. Możesz sprobować z obligacjami państwowymi na przykład. To też jakaś forma papierów wartościowych, ale działają inaczej niż akcje na giełdzie.
      Mi też ogólnie nie podobają się te wszystkie poradniki, mam podobny problem jak Ty – trochę więcej, ale nie aż tyle. Od jakiegoś czasu szukam sposobu na oszczędności, by nie leżały w banku, ale nie stać mnie na przykład na zakup mieszkania pod wynajem

      1. No to jak najbardziej obligacje są w porządku. Tylko jeszcze problem jest taki, że obecnie obligacje też są słabo oprocentowane – najlepsze są te indeksowane inflacją. Tylko tu problem znów się pojawia w postaci podatku belki.

        Pewną odpowiedzią na to jest IKE – naprawdę warto skorzystać. Będę o tym jeszcze pisał szerzej.

Dodaj komentarz

Top