fbpx
Jesteś tutaj
Główna > Cykle > Finanse > Po co oszczędzać? Fragment kursbooka „Jak się ogarnąć finansowo?”

Po co oszczędzać? Fragment kursbooka „Jak się ogarnąć finansowo?”

Prawdopodobnie tysiące razy słyszałeś, że „trzeba oszczędzać”. Być może spotkałeś wywrotowych guru, którzy mówili, że oszczędzanie jest najgorszym pomysłem. Niestety, bardzo rzadko zadajemy to fundamentalne, wcale nie tak oczywiste pytanie: PO CO?

Kiedy przymierzałem się do napisania Kursbooka „Jak się ogarnąć finansowo?” zacząłem poważnie zastanawiać się nad tym jak przekonać czytelnika do podstawowych zasad finansowych. Wiedziałem, że to dla niego dobre. Niestety czułem, że „najlepiej mieć cel” to niekoniecznie idealna droga mądrego człowieka.

Zapraszam Cię do fragmentu kursbooka „Jak się ogarnąć finansowo? Kursbook dla kompletnie zielonych”do bólu praktycznego ebooka. Ebooka, który w łopatologiczny i wyjątkowo skuteczny sposób pokazuje absolutne podstawy zarządzania swoimi finansami. W tym fragmencie zastanawiam się właśnie nad wyżej wymienionym pytaniem. Owocnej lektury;-).

Fragment kursbooka „Jak się ogarnąć finansowo?”.

Po co oszczędzać? Podstawy.

Oszczędzania w rozmaitych formach uczyłem się od dziecka. Choć w domu panowały po prostu konserwatywne finansowo zasady, to przede wszystkim nieustannie myślałem o tym co robić, żeby we względnie bezpieczny sposób gromadzić więcej funduszy. Zawsze miałem głowę pełną pomysłów i zdawałem sobie sprawę, że do ich realizacji potrzebne będą pieniądze. Gdy już udało mi się je zdobyć – trzeba było nimi odpowiednio obracać, aby zostały na dłużej.

Niezbyt przypadały mi do gustu złożone metody oszczędności, więc wymyślałem (lub przejmowałem od innych) te proste, które w oczywisty sposób mogły mi pomóc. Po jakimś czasie stało się to po prostu moim sposobem myślenia. Zaprocentowało to w bardzo dosadny sposób podczas wchodzenia w dorosłość. Choć taki “zapobiegawczy” styl życia uratował mnie wielokrotnie, warto wspomnieć tu o jednym momencie, który idealnie obrazuje kilka rzeczy.

To był czas studiów i mojej pierwszej etatowej pracy. Akurat miałem najcięższy semestr, więc godzenie nauki z robotą oraz kilkoma innymi ważnymi rzeczami nie było zbyt łatwe. Prawdę mówiąc – było to dla mnie skrajnie trudne i skończyło się fatalnie. Jak pewnie wiesz, gdy kilka problemów się spotka, inne z lubością się do nich przyłączają. Tak więc w mojej społecznej działalności akurat był wzmożony czas, studia dawały popalić, zaś w pracy wszystko szło mi beznadziejnie – od wykonywanej roboty, po kontakty ze współpracownikami. Jakby tego było mało, projekt (mój pierwszy komercyjny projekt!) wszedł w taką fazę, w której musiałem nagle zacząć uczyć się nieznanych dotąd technologii w przyspieszonym tempie. Oczywiście sam, bo zbyt dużej pomocy nie dostałem. Chyba nie muszę wspominać o ilości snu, którego właściwie przestałem sobie dawkować?

“Olaboga!” Pomyślałem w końcu, gdy dodatkowo zdrowie zaczęło gwałtownie siadać. Najbardziej ze wszystkiego frustrowała mnie praca, w której – co tu ukrywać – ewidentnie sobie nie dawałem rady. Miałem pierwotnie robić coś innego, atmosfera była fatalna, a ja nie spełniałem oczekiwań swoich i szefa (który swoją drogą wykazywał się akurat dużą dozą mądrości, za co mu jestem wdzięczny do dziś!).

Brak snu powodował brak skupienia, co skutkowało z kolei jeszcze gorszą jakością tworzonego przeze mnie kodu (tak, z profesji jestem programistą;-)). Stworzyła się taka “pętla śmierci”.

Czas próby

Stwierdziłem, że czas to wszystko skończyć. Wiedziałem, co muszę zrobić – rzucić pracę. Tylko jak, skoro moje zarobki miesięcznie nie przekraczały zwykle 800-900 zł? Do opłacenia było mieszkanie, a i wyżywić się trzeba jakoś. Ponieważ jestem wierzącym chrześcijaninem, pomodliłem się i napisałem do mojego szefa wiadomość w stylu “Wiesz co, chciałbym jutro przyjść ostatni raz do pracy. Nie masz nic przeciwko?”. Po chwili dostałem odpowiedź pełną zrozumienia, zaś następnego dnia przyszedłem po raz ostatni do biura, dokończyłem swoje zadania, spakowałem rzeczy i pożegnałem się ze współpracownikami. Byłem wolny i ta świadomość była naprawdę niezwykła. Tylko co z finansami? Samą satysfakcją się nie najem.

To był niesamowicie ważny moment, bo nie miałem żadnej pewnej pracy na horyzoncie. Miałem jednak bardzo konkretny plan i… trochę oszczędności. Od dawna odkładałem niewielkie kwoty na konto o znamiennej nazwie “przyszłościowe”. Poza tym miałem zgromadzone trochę środków w postaci akcji. O tym dokładniej pogadamy za kilka rozdziałów;-). Na ten moment jednak można je traktować jako po prostu zebrane w jednym miejscu środki finansowe. To nie były wielkie kwoty, bo i wcześniejsze zarobki nie były olbrzymie. Przez cały czas wiedziałem jednak jedną rzecz.

“Niezależnie od zarobków, muszę oszczędzać. Choćby po to, żeby wyrabiać sobie odpowiednie nawyki i prawidłowy sposób myślenia.”

Udało mi się wyrobić odpowiednie podejście, a dodatkowo zebrać pewną kwotę, która pozwoliła mi utrzymać się na skromnym poziomie przez parę kolejnych miesięcy. W tym czasie podniosłem nieco swoje umiejętności i znalazłem inną, dużo lepszą pracę.

Spójrz – nie mogłem przewidzieć, że w danym konkretnym momencie wszystko w życiu mi się posypie! Nie jestem jasnowidzem. Mogłem jednak przyjąć dość oczywistą prawdę, że prędzej czy później przyjdzie trudniejszy czas oraz że warto na ten trudniejszy moment się przygotować. Jeśli by zaś nie przyszedł – wiem, że w końcu będę potrzebował pieniędzy, żeby zrealizować któryś z miliona swoich szalonych pomysłów. Pozwoliło mi to na niezależność w “momencie próby”. To miało wpływ na olbrzymią ilość innych aspektów mojego życia. Mogłem się pozbierać, ukierunkować gdzie indziej itd. Co istotne – zrobiłem to wszystko, stosując bardzo proste, konserwatywne zasady finansowe.

Poznasz je za chwilkę, ale chciałbym aby została z Tobą ta myśl. Warto myśleć szeroko i głęboko. Warto działać konsekwentnie i długofalowo. Ty również powinieneś tak myśleć i działać – jako Człowiek Mądry;-)

Kontynuuj dalej już za chwilę!

Mam głęboką nadzieję, że powyższy fragment Ci się spodobał. Jeśli tak właśnie było, zachęcam do tego, byś nie czekał dłużej i już teraz zaopatrzył się w bardzo fundamentalną wiedzę – dostaniesz ją w kursbooku. Nie jestem ściemniaczem, więc nie obiecam Ci szybkich i wielkich efektów na pstryknięcie palcem. Zapewniam jednak, że kursbook jest znakomicie skrojony. Zawiera dużo mięsa”… ale nie za dużo – w sam raz dla „świeżaka”;-). Styl dokładnie taki jak powyżej. Jeśli czujesz, że pieniądze przeciekają Ci przez palce, nie znajdziesz na rynku lepszej lektury na początek.

Powodzenia!

W razie pytań jestem do Twojej dyspozycji;-). Choć cena jest jak najbardziej adekwatna do wartości – rozumiem, że może być dla wielu zbyt duża. Zarobek nie jest dla mniej ednak NAJWAŻNIEJSZĄ rzeczą (choć istotną!).

Dlatego właśnie, jeśli z jakiś powodów nie możesz tyle wydać na kursbook – napisz do mnie, a ja wyślę Ci kod rabatowy.

Marek Czuma
Autor Bloga Republikańskiego. Chrześcijanin, Polak, Łodzianin. Wierzy w ludzi i ich możliwości, kocha pomagać innym. Uważa, że człowiek wolny kształtuje siebie poprzez własne wybory oraz pracę. Poza tym fan Wiedźmina i CD Projektu - zarówno na giełdzie, jak i w działaniu.

2 thoughts on “Po co oszczędzać? Fragment kursbooka „Jak się ogarnąć finansowo?”

  1. Do oszczedzania mnie akurat nie trzeba przekonywac. Oszczedzali rodzice, rodzeństwo gdy poszło do pracy. Za czasów mieszkania w Norwegii to było normą. Pieniadze były przelewane regularnie na konta takie jak w Polsce teraz w PPK. Tak naprawde młodzi tam oszczedzają juz od 25 lat, gdy idą do pierwszej pracy. Dzieki temu oszczednosci emerytalne wygladaja u nich zacnie

    1. Bardzo dobre podejście, wielkie gratulacje!
      Ja dorzucę trochę swojej prywaty, że oszczędzania na małą skalę uczyłem się już od małego dziecka, a potem za młodziaka jak robiłem pierwsze drobne zlecenia, czy później jak poszedłem do pierwszej pracy jeszcze w pierwszej połowie studiów. Ten fragment z resztą właśnie z tego okresu jest:-)
      Miłego dnia;-)

Dodaj komentarz

Top