Jesteś tutaj
Główna > Cykle > Finanse > O nierównościach społecznych z „trzeciej strony”

O nierównościach społecznych z „trzeciej strony”

Polska – według Eurostatu – ma podobny poziom nierówności dochodowych, co Szwajcaria. Jest niższy niż średnia UE (5.1) i wynosi 4,6. Wydaje mi się, że wiadomość ta to znakomita okazja, aby podyskutować o – szeroko pojętych – nierównościach społecznych. Odnoszę bowiem wrażenie, że część rzeczy, która została przyjęta jako dogmat powinna zostać przynajmniej ponownie przemyślana (jeśli nie przedyskutowana). Artykuł ten należy traktować oczywiście nie jako ocenę ekspercką, ale jako głos obywatela o irytującej, maniakalnej potrzebie ciągłego analizowania otaczającego nas świata;-).


Materiały takie jak ten mogą powstać, ponieważ Blog Republikański to oddolne, niezależne medium. Odwiedź Sklep Republikański i wesprzyj budowę naszego wartościowego miejsca w Internecie.


Co oznaczają współczynniki S80/S20 oraz Giniego?

Na początku wyjaśnijmy sobie podstawowe zagadniena. Badanie „nierówności” bowiem często przyjmujemy na wiarę. W końcu skoro „ekonomiści tak twierdzą” to znaczy, że temat zbadali. A skoro zbadali, to dyskutować można na temat skutków i przyczyn. Trochę jak w fizyce – mamy grawitację, więc możemy tylko zastanawiać się co zrobić, żeby po skoku z dużej wysokości nie bolało tak bardzo.

Tymczasem bardzo proste i radykalne określenia, takie jak „nierówności największe są w kraju XXX i są dużo większe, niż jeszcze 150 lat temu!” powinny zostać przyjęte – owszem, z szacunkiem, ale i również pewnym sceptycyzmem. Za każdym takim stwierdzeniem bowiem kryje się konkretna metoda, lub też zestaw metod pomiaru. Te metody są w głębi swojej stricte matematyczne. To dopiero ekonomiści nadają im opisowego charakteru. Warto o tym pamiętać, ponieważ podczas nadawania im tego opisowego charakteru oraz przy wyciąganiu wniosków aż roi się miejsc do subiektywizmu i ideologii. Oczywiście pamiętać o tym należy, aby zagłębić się w temat, nie zaś aby ślepo kontestować wszelkie prace ekonomistów.

Zacznijmy od przytoczonego wyżej wskaźnika S80/S20. Zasięgnijmy w tym celu do definicji wziętej ze słowniczka GUSu.

„S80/S20 – Stosunek sumy dochodów uzyskanych przez 20% osób o najwyższym poziomie dochodów (najwyższy kwintyl) do sumy dochodów uzyskanych przez 20% osób o najniższym poziomie dochodów(najniższy kwintyl).”

Tak więc sprawdzamy dochody 20% najuboższych i zestawiamy z dochodami 20% najbogatszych osób. Jeśli współczynnik wynosi np. 8, oznacza to, że przeciętnie osoba „ze szczytów” zarabia 8 razy więcej, niż osoba „z nizin”.

Jest to bardzo ciekawe narzędzie, ponieważ faktycznie zestawia dość spore grupy osób. Gdy tutaj nierówności są wysokie, mogą być realnie zauważalne w społeczeństwie.

Innym bardzo popularnym narzędziem stosowanym do badania nierówności – tym razem materialnych/kapitałowych (a więc nie tylko dochodu) – jest współczynnik Giniego. Liczony według odpowiedniego wzoru pozwala stwierdzić jak bardzo bogactwo jest rozłożone na społeczeństwo. Ogólna zasada jest następująca: jeśli współczynnik Giniego wynosi 0 – każdy ma dokładnie tyle samo bogactwa. Jeśli wynosi 1 – całe bogactwo zgromadzone jest w rękach jednego człowieka.

Ponieważ nie jest to narzędzie stricte ekonomiczne, a matematyczne, można to odnieść także do koncentracji innych rzeczy. Ciekawskich odsyłam do wikipedii, gdzie wyjaśniony został wzór. Nie jest zbyt skomplikowany, dlatego można się go z łatwością nauczyć. Warto jednak pamiętać, że wartość 1 jest raczej symboliczna – wynik nigdy nie osiągnie idealnej jedynki, a będzie raczej do niej dążył (oczywiście gdy całość „zasobów” jest skoncentrowana w jednym miejscu).

Skoro znamy już podstawowe narzędzia, możemy przejść do dylematów, które moim zdaniem powinniśmy poruszać. Bez ideologii i bez zbędnych emocji – po prostu powinniśmy się nad nimi zastanowić.

Czym są nierówności społeczne?

No właśnie – być może zauważyłeś, że od początku artykułu jedyne niezmienne słowo to „nierówności. Do tego dodaję kolejne określenia – dochodowe, materialne (kapitałowe) czy wreszcie – społeczne. Bardzo dużym problemem jest to, że niekiedy pada określenie „nierówności są duże”. I w tym momencie przestajemy dyskutować na temat tego czy są dobre, czy są złe, wszyscy radośnie przechodzą do finału – „co zrobić, aby były mniejsze?”. Niekiedy pojawia się grupka, która niczym Rejtan rozdzielając swe szaty broni nierówności mówiąc, że są dobre ponieważ motywują do pracy.

I absolutnie nikt nie spyta prowodyra całej dyskusji – „ok, ale jakie nierówności? Społeczne? Materialne? Dochodowe?”. Zaskakująco często dyskutanci wymiennie stosują wszystkie te określenia, jakby były synonimami. Tymczasem – choć są one powiązane – to nie wolno ich ze sobą utożsamiać. To zabija całą debatę, ponieważ nie opieramy się na faktach.

Bo jeśli ktoś mówi o nierównościach w posiadanym bogactwie, a opiera się na współczynniku S80/S20 (opisanym wyżej) – to znaczy, że patrzy na wyniki jednej analizy, a mówi o innym zjawisku.

Tak więc należy możliwie precyzyjnie formułować swoje tezy oraz tematykę do której się odnosimy. Jako jeden z ważniejszych przykładów można podać specyficzne zjawisko. Otóż najbogatsi ludzie na świecie, będący często prezesami wielkich firm, mający olbrzymie pokłady kapitału, pobierają niewielkie, często symboliczne pensje (np. w wysokości 1$). Przy okazji badania koncentracji bogactwa ludzie Ci będą „na szczycie”, jednak gdybyśmy posługiwali się narzędziami do badania nierówności dochodowych, będą oni z pewnością wśród 20% najmniej zarabiających.

Mam nadzieję, że ten temat przedstawiłem dość jasno. Kolejną sprawą jest to czym są nierówności społeczne? Ponieważ nie wolno ich – moim zdaniem – zrównywać ani z nierównościami dochodowymi, ani z koncentracją bogactwa. Gdy Karol Marks pisał swój „Kapitał”, ludzie faktycznie byli (w wielu przypadkach) okrutnie wykorzystywani przez dużych kapitalistów i nie mogli zbyt wiele z tym zrobic. Wtedy bogacz i biedak stanowili tak bardzo różne stany społeczne, jakby pochodzili z absolutnie różnych światów. Dziś w Polsce nie ma mowy o tak drastycznych różnicach. Nawet najbiedniejsi mają dostęp do edukacji, do wiedzy, informacji, opieki zdrowotnej. Dzisiaj przykładowy nastolatek z Polski ubiera się podobnie jak nastolatek z USA. Używamy telefonów komórkowych z tymi samymi systemami, korzystając z tych samym aplikacji.

Nie chcę przez to powiedzieć, że żadne różnice spowodowane stanem materialnym nie istnieją. Jedni mogą bez obaw zwiedzać kolejne restauracje, inni liczą każdą złotówkę starannie przygotowując posiłek. Chcę jedynie powiedzieć, że nie są to w żaden sposób porównywalne różnice do tego, co było choćby 100 lat temu, czy w czasach Marksa.

To wszystko powoduje, że utożsamianie jakichkolwiek mierzalnych materialnie nierówności z nierównościami społecznymi jest fałszywe. Możemy społecznie bowiem różnić się dużo bardziej z powodów choćby kulturowych czy charakterologicznych. Jeden ma dużo łatwiej niż drugi, ponieważ jest zdeterminowany, pracowity i inteligentny oraz wychowany został w nierozbitej rodzinie, któa zapewniła mu stabilny rozwój emocjonalny. To wszystko skutkuje dużo większymi szansami, tymczasem zupełnie nie bierzemy tego pod uwagę!

Temat ten zostawiam nierozwiązany, pod rozwagę. Aby nie brać za pewnik tego, co powiedzą ekonomiści podpierający się losowo złapanym współczynnikiem.

Czy nierówności są złe? A może wręcz przeciwnie?

Kolejna sprawa to temat, który w zaskakujący sposób stał się dogmatem. Nagle znaleźliśmy się w świecie, w którym nierówności dochodowe oraz materialne po prostu są złe. Czy tak jest na pewno? Bo jeśli tak jest i radykalnie możemy stwierdzić, że nierówności są złe, to mam proste rozwiązanie. Jest nim twardy, żelazny komunizm zrównujący wszystkie płace oraz stan oszczędności.

Niech każdy dostaje taką samą pensję. Dodatkowo raz na kwartał każdy będzie przelewał oszczędności do urzędu skarbowego, ten zaś rozleje je równo pomiędzy wszystkich.

No właśnie, tylko przy tak radykalnie postawionej sprawie zaczynamy czuć, że coś jest nie tak. Więc być może nierówności są dobre?

Tu z odsieczą przychodzą czasy Karola Marksa, które już omówiliśmy. Cóż – tu z odsieczą przychodzi nawet obecna sytuacja Ukrainy lub Rosji, gdzie oligarchowie mają decydujący głos. Widzimy gołym okiem, że bardzo duże nierówności niekoniecznie muszą być korzystne. W tym miejscu wielu ludzi rozkłada bezradnie ręce. Bo jak to tak, że jakaś sprawa może mieć więcej, niż tylko dwie możliwości?

Moje zdanie (!) jest następujące: sam fakt nierówności może być jak najbardziej pozytywny, niesie jednak również poważne skutki uboczne. To, że ktoś się wzbogacił, nie powinno wywoływać czyjejś zazdrości, ani tym bardziej nienawiści. Powinno nas raczej stymulować do pracy, jeśli chcemy być bogatsi. Tylko tutaj oczywiście trzeba postawić warunek, że taki człowiek musi mieć warunki do tego, aby móc się wzbogacać dzięki swojej pracy. To już złożony temat – z pewnością pomocne będzie niezbiurokratyzowane prawo, przyjazne państwo i niskie podatki na start. Niezbędny również będzie dostęp do wiedzy i informacji oraz odpowiednich zasobów.

Warto w tym miejscu zauważyć pewną wadę kapitalizmu – gdy duże firmy stają się potężnymi korporacjami, zaczynają się chronić w sposób, który powinniśmy odrzucić, na przykład lobbując za zmianami prawnymi, które będą im sprzyjać i wyeliminują konkurencję. Tu więc jest podstawowa rola rządzących o której się nie mówi w kontekście nierówności. Polega ona na tym, żeby prawo było możliwie stabilne i wolne od ingerencji jednostkowych grup wpływu. Cały system państwowy powinien być logicznie skonstruowanym mechanizmem. W kontekście nowych podmiotów na rynku oznacza to maksimum wolności gospodarczej – naturalna konkurencja rynkowa jest już wystarczającym wyzwaniem, nie potrzeba dodatkowych przeszkód biurokratycznych i podatkowych.

Nie trzeba więc sztucznie ograniczać „bogaczy” (na przykład opodatkowując ich na poziomie 90%). Należy wesprzeć (przede wszystkim nie przeszkadzać) tych, którym wiedzie się gorzej, nie zaś uderzać w tych, którym się wiedzie lepiej. I stymulować te elementy gospodarki, które są najbardziej „misyjne” w kontekście całego społeczeństwa – a więc tych, które wspierają dostęp do wiedzy, informacji czy rozwoju umiejętności.

Czy naprawdę bogacze są tak bardzo bogaci?

1% najbogatszych ma tyle, co pozostałe 99% ludzkości.

26 najbogatszych ma tyle, co 50% ludzi na świecie

1% najbogatszych ma więcej, niż całe PKB świata

Odnoszę wrażenie, że każdy z nas kojarzy wyżej wymienione punkty. To naprawdę zaskakujące, ale podobne tezy głoszone są przez poważnych ekonomistów i szanowane tytuły prasowe. To sprawa na dłuższy artykuł, który kiedyś napiszę, jednak warto zwrócić w tym kontekście uwagę na dwie rzeczy.

  1. To bzdura, 1% najbogatszych wcale nie ma tak wiele.
  2. Z niewiadomych powodów, opisywane wyżej tezy nie są dowodem uznania, ale zawiści. Czemu?

Najpierw spójrzmy na pierwszy punkt. Co w ogóle oznacza, że najbogatsi ludzie na świecie mają jakiś majątek? Jak już wskazałem wyżej, prezesi wielkich firm niekiedy zarabiają symboliczne pieniądze – znanym przykładem był Steve Jobs. Najbogatsi ludzie to często właściciele założonych przez siebie firm.

I to właśnie te firmy są ich majątkiem. Powiedzmy, że ktoś posiada 50% firmy, którą założył. Po 20 latach rozwoju owa spółka warta jest na giełdzie 100 mld $. W związku z tym człowiek ten posiada majątek wart 50 mld $. Robi wrażenie! Szczególnie, jeśli zestawimy to z naszymi zarobkami (co jest nieuzasadnialne, bo jedno to majątek, a drugie to pensja – dwie różne rzeczy) lub oszczędnościami.

Tylko, że ów bogacz nie ma wcale tych 50 mld $ w portfelu. Ma je w postaci akcji. Kiedyś przynajmniej miał jakieś papiery wartościowe, dziś nawet i one są wirtualne. Tak więc nie może pójść do salonu samochodowego czy sklepu spożywczego i kupić auta albo kajzerek z musztardą. Te 50 mld zupełnie nie jest porównywalne z naszymi pieniędzmi, ponieważ nie daje mu realnej możliwości konsumpcyjnej.

No dobrze, ale przecież może sprzedać akcje, a wtedy hohoho – będzie żył jak król. Plaża, drinki, posiadłości – wszystko warte jakieś 50 mld $. No właśnie nie. Ponieważ:

  1. W momencie, w którym chciałby sprzedać całe akcje, ich cena z rynkowych powodów drastycznie by spadła.
  2. Zostałby obłożony podatkiem od zysków kapitałowych. Oczywiście to już zależy od konkretnego kraju – w Polsce wynosi to 19%.
  3. Wątpliwe, by znalazł wystarczająco wielu kupców by zaspokoić swoje potrzeby. Z pewnością nie znaleźliby ich wszyscy najbogatsi ludzie na raz.

Tak więc nie dość, że nie ma możliwości sprzedaży tych akcji po obecnej cenie, nie dość, że akcje te będą dużo tańsze, to jeszcze nie uda mu się ich sprzedać. Czyli mowa o majątku wartym 50 mld $ jest czysto teoretyczna. I tą czysto teoretyczną wartość przedstawiamy jako coś namacalnego i zestawiamy z majątkiem ubogiej części globu, której majątek jest jak najbardziej namacalny. I taki wybieg robią poważni ludzie!

Druga sprawa, to z jakiej racji mamy czuć zawiść do ludzi tylko dlatego, że są bogaci? Współcześnie najbogatsi ludzie to naprawdę osoby, które realnie zmieniły świat. I oczywiście można polemizować na ile go zmieniły na lepsze. Można polemizować, na ile przy okazji wniosły nowych zagrożeń – osobiście nie jestem fanem Facebooka czy Google. Nie przyszłoby mi jednak kwestionować wielkiego wkładu w kształt współczesnego świata oraz pracy, jaką włożyli założyciele tych firm. Nie są to dziedzice, którzy w spadku dostawali miliardy dolarów.

Podsumowanie

Słowem podsumowania – temat nierówności jest złożony i wielowymiarowy. We współczesnej debacie natomiast został spłaszczony do roli pieniędzy oraz stwierdzenia, że nierówności są złe. Ekonomiści wykorzystując brak wiedzy przeciętnych ludzi manipulują nami.

Jakie jest moje osobiste zdanie? W osobistym aspekcie warto na pieniądze patrzeć po chrześcijańsku – czyli czysto utylitarnie. Dobrze jest je mieć, dobrze jest umieć nimi zarządzać, ale zupełnie nie jest dobrze, gdy wzbudzają one nadmierne emocje i powodują, że z zawiścią patrzymy an innych. Pamiętajmy, że to tylko narzędzia, zaś prawdziwe „skarby” ukryte są gdzie indziej. No i sumiennie, uczciwie pracujmy na coraz lepsze wyniki.

Ze strony państwowej należy dbać o czysty, wolny rynek dla tych, któzy chcą swoją pracą dorobić się bogactwa. Rządzący powinni umieć opierać się lobby wielkich korporacji, które chcą chronić same siebie.

Jeśli chcesz zrobić coś w aspekcie leprszego zrozumienia swoich pieniędzy, to polecam mój kurs-book. Tłumaczę jak mądrze skonstruować swój osobisty system, aby pieniądze były znakomitymi narzędziami. I żeby było ich coraz więcej;-). Każdy zakup w Sklepie Republikańskim przeznaczony jest na rozwój Bloga Republikańskiego.


Ja nazywam się Marek Czuma, a to jest Blog Republikański

Piszę do Ciebie Prosto z Łodzi


Zostań na dłużej:

Marek Czuma
Autor Bloga Republikańskiego. Chrześcijanin, Polak, Łodzianin. Wierzy w ludzi i ich możliwości, kocha pomagać innym. Uważa, że człowiek wolny kształtuje siebie poprzez własne wybory oraz pracę. Poza tym fan Wiedźmina i CD Projektu - zarówno na giełdzie, jak i w działaniu.

7 thoughts on “O nierównościach społecznych z „trzeciej strony”

  1. Czyli – problem nie jest w tych którzy mają pieniądze, problem jest w tych, którzy ich nie mają i zrzucają winę za to na innych.
    (Pomijam tutaj przypadki gdy nie jest to ich wina – jednak w większości ludzie nie mają pieniędzy przez własne działanie)

    1. Nie lubię osądzania kto jest na pewno winny, kto nie. To zależy jak się patrzy – czy od strony personalnej czy państwowej. Od państwowej jest mnóstwo do zrobienia. Od osobistej, czyli gdy ja się zastanawiałem (i zastanawiam) nad swoim położeniem, to raczej lubię brać całą „winę” na siebie i szukać rozwiązań. Uważam, że to dobre podejście.

  2. Muszę się z Panem nie zgodzić, co Pan powie o tym?
    https://www.forbes.pl/wiadomosci/nierownosci-majatkowe-8-ludzi-ma-tyle-samo-majatku-co-polowa-swiata/zsb6hht
    Przedostatni akapit brzmi jak manipulacja w tym wypadku. Czy problem nierówności majątkowych jest zagrożeniem? To, że istnieje sam w sobie, nie jest problemem. I tu mam wrażenie Pan się zatrzymał. Problemem jest ich skala i tempo przyrostu, które stale rośnie. Czy uświadomił Pan czytelnikom jak może wyglądać przyszłość bez ustawowego zahamowania tego zjawiska? Wykluczenie ekonomiczne znaczącej części globu! Przesadzam? Proszę się zapoznać z możliwościami jakie otwierają przed nami bioinżynieria i sztuczna inteligencja w nadchodzących dekadach. To, że teraz masy ludzkie w postaci wykwalifikowanych pracowników są potrzebne teraz nie znaczy, że w przyszłości też będą. Szczególnie jeśli teraz temu nie zaradzimy, kiedy jeszcze można, przyszłość będzie katastrofalna( tutaj nie będę dalej rozwijał jak jednokierunkową spiralą będzie np. zawłaszczenie algorytmów na AI przez najbogatszych, pan Harari pisze o tym dużo w swoich książkach) . Duże „gęstości” nagromadzenia kapitału w wąskich strefach prowadzi do monopoli, na które czysty kapitalizm nie zna odpowiedzi. Duże gęstości kapitału nie bez wpływu pozostaną na ośrodki władzy; korupcja; jak wtedy można mówić o demokracji? Mam nadzieję, że skłoniłem Pana do przemyśleń i dalszej dyskusji. Na koniec jeszcze parę, w moim odczuciu, błędów:
    „Współcześnie najbogatsi ludzie to naprawdę osoby, które realnie zmieniły świat” a może nie szukajmy daleko: dziedzice Kulczyka? Nie sądzę aby dorobili się swoim słynnym roznoszeniem ulotek i wstawaniem wcześniej. A czy korzystają z tych pieniędzy jakoś „mniej” niż ich ojciec?
    A jeśli chodzi o komunistyczne rozwiązanie: czy to nie było przypadkiem spowodowane tak drastycznymi nierównościami między społeczeństwem a arystokracją? A rewolucja francuska?
    Co do Pańskiej początkowej analogii z grawitacją, pozwolę sobie dopisać swój koniec(proszę być łaskawym odczytać masę jako kapitał): otóż albo w dużej gęstości masy gwiezdnej w momencie krytycznym nastąpi eksplozja równo rozkładająca masę w przestrzeni, albo zapadnie się w czarną dziurę gdzie cała masa jest skupiona w jednym punkcie. Ewidentnie rozbłyski gamma (rozlewy krwi) wydarzają się w każdym z końców. Który koniec uważa Pan za gorszy?

    Pozdrawiam i liczę na dalszą dyskusję

    HF

    1. Przede wszystkim – dziękuję za ten komentarz, bardzo sobie cenię taką konkretną krytykę/polemikę.
      Jeśli zaś chodzi o odpowiedź, to:
      a) Po pierwsze, nie chciałem tym artykułem dowodzić, że nierówności co do zasady są dobre! Wydaje mi się, że mocno to podkreśliłem. Co więcej, zastanawiałem się nawet w jakich okolicznościach są dobre a w jakich złe (fragment: „Tylko tutaj oczywiście trzeba postawić warunek, że taki człowiek musi mieć warunki do tego, aby móc się wzbogacać dzięki swojej pracy. To już złożony temat – z pewnością pomocne będzie niezbiurokratyzowane prawo, przyjazne państwo i niskie podatki na start. Niezbędny również będzie dostęp do wiedzy i informacji oraz odpowiednich zasobów.”).
      Chciałbym jednak podkreślić, że raczej artykuł ten nie jest od stawiania sądów, co bardziej od stawiania pytań i wykazywania nieścisłości
      b) Jeśli chodzi o „skalę i tempo wzrostu” – nie wiem czy Pan opiera się tu na artykule Forbes? Bo z niego tylko początkowo wynika, że nagle z 62 bogatych osób zrobiło się 8. W rzeczywistości – jak donosi później – powinna być to zmiana z 9 na 8, po prostu uwzględnione zostały inne czynniki (dodane osoby z Azji)
      c) Jeśli zaś chodzi o automatyzację i sztuczną inteligencję – proszę mi wierzyć, bardzo sumiennie obserwuję to zjawisko i myślę o przyszłości (sam się tym zresztą zajmuję zawodowo!). Chociaż widzę zagrożenia, to przede wszystkim dostrzegam nieopanowaną niczym histerię. Histeria nie sprzyja zdrowemu wykorzystaniu kolejnej rewolucji przemysłowej. Jeśli natomiast odpowiednio do tego podejdziemy – mądrze – możemy na tym wszyscy skorzystać (pisałem o tym w innym artykule).
      d) Odnośnie tego, że najbogatsi naprawdę zmieniają świat. Oczywiście Kulczykowie to anomalia. W ogóle NIESTETY na Polskę nie należy za bardzo patrzeć – nie mamy tu naprawdę ultra bogatych ludzi. Warto się natomiast zastanowić nad tym, czemu Kulczykowie są tacy bogaci mimo, że niewiele dobrego wnieśli w życie. Czy to nie jest kwestia właśnie komunizmu i tego jak została przeprowadzona transformacja? Właśnie tak! Po raz kolejny komunizm pokazał, że nie daje równych szans. Nawet wtedy, gdy umarł;-) Prawdziwi najbogatsi ludzie to Ci od Google, Microsoftu, Facebooka, Amazona. I OCZYWIŚCIE są również dziedzice, to niekoniecznie są oni dominujący.
      e) Artykuł Forbes powiela te same RAŻĄCE błędy o których pisałem w punkcie „czy naprawdę bogacze są tak bardzo bogaci?”. To kwestia liczb – w tym wypadku nieporównywalnych. Proszę dokładnie przeczytać co napisałem. Te majątki są fikcyjne/wirtualne (choć oczywiście i tak są ogromne! Ale nie aż tak ogromne).

      Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za wartościowy głos,
      Marek Maro Czuma

  3. Fajny artykuł. Kilka uwag:
    – prezesi zarabiający $1 pensji nie znaleźliby się w dolnych 20% dochodu i to nawet nie dla tego, ze dostają premie (choć i dla tego też), ale dla tego, ze resztę pensji dostają w postaci akcji, które do dochodu też się liczą
    – w tym samym punkcie pomieszane zostały pojęcie właściciela i CEO. Zdarza się, ze to te same osoby, le to rzadkość. Więc wskazanie źródłą wzrostu majątku poprzez aprecjację wartości firmy w przypadku CEO jest generalnie nietrafione (znowu oni największą część wynagrodzeń otrzymują w akcjach)
    – aprecjacja majątku tez jest dochodem (kapitałowym)
    Kilka uwag już mniej ściśle metodologicznych a bardziej polemicznych:
    – nie sądzę by Gates i reszta miała problem ze spieniężeniem swoich udziałów. Pieniędzy na rynku jest obecnie górka i tylko nie ma ich w co inwestować (i dla tego taki ruch Gatesa byłby idiotyczny, ale gdyby chciał mógłby go wykonać). Także pozostałby w roli Sknerusa McKwacz i mógłby się w nich kąpać – bo wydać by w swoim życiu nie zdążył.
    – otarł się Pan o dwie kwestie moim zdaniem kluczowe w dyskusji o nierównościach i szkoda że tak płytko. Po pierwsze o tym, że istnieje jakieś optimum nierówności i w jego kontekście powinniśmy mówić o ich zwiększaniu czy zmniejszaniu. Nie widziałem jeszcze badania próbującego takie optimum znajdować.
    Po drugie o wskaźniku dla mnie ważniejszym ni same nierówności – mobilności w ramach decyli dochodowych. Duże nierówności w społeczeństwie gdzie realnym jest dojście do dużego bogacwa wydają się ok, a nawet umiarkowane nierówności w społeczeństwie zabetonowanym znacznie mniej.

    1. Dziękuję serdecznie. Odpowiadając:
      – Wskazałem na konkretny przykład 1$, nie wspominałem w nim o dochodzie w postaci akcji czy opcji – i to taki przykład (teoretyczny) dałem. Po prostu dla wskazania rozróżnienia między dochodami a majątkiem
      – Odnośnie CEO i właściciela, faktycznie, prawdopodobnie nie rozgraniczyłem tego. CEO może być właścicielem częściowym, ale nie musi i na odwrót. Myślałem pisząc tu o założycielach, którzy często piastują potem prezesowskie stanowiska.
      – Sądzę, że nie ma szans na spieniężenie udziałów nawet samego Gatesa, nie mówiąc o wszystkich na raz. Jest to niewykonalne w krótkim przedziale czasu. Jeśli zaś w przypadku konkretnej osoby zostałoby wykonane, z pewnością wartość udziałów mocno by się zmieniła.

      Otarłem się o te kwestie powierzchownie, szczególnie mówiąc o tej mobilności, ponieważ można im poświęcic osobny artykuł – to bardzo złożone rzeczy i mówiąc o tak wielu aspektach nierówności, chciałem raczej zasygnalizować istnienie i wagę, niż zgłębić. Raz – z powodu obszerności artykułu, a dwa – z powodu braku posiadanych przeze mnie badań na ten temat. Niestety, musiałbym to zgłębić dużo bardziej, żeby napisać coś większego i ambitniejszego.

Dodaj komentarz

Top