Jesteś tutaj
Główna > Cykle > Finanse > Gdzie jest twój Jaguar? Rzecz o oszczędzaniu i (nie)paleniu papierosów

Gdzie jest twój Jaguar? Rzecz o oszczędzaniu i (nie)paleniu papierosów

Każdy z nas zna tą anegdotyczną wymianę zdań…

– Ej czemu palisz? Pomijam, że to niezbyt zdrowe, ale wiesz ile kasy byś oszczędził?
– Wiem, wiem… miałbym już Jaguara gdybym nie palił
– No sam widzisz…
– A Ty palisz?
– A skąd!
– To co, przewieziesz mnie swoim Jaguarem?
– …

Cóż, no właśnie – czemu niepalący nie jeżdżą Jaguarami? Czemu niepalący wcale nie mają przeważnie dużej przewagi (finansowej, bo zdrowotną mają) nad palącymi? Jestem przekonany, że warto przyjrzeć się temu problemowi bliżej. Czemu? Jeśli tylko uda nam się najpierw rozgryźć problem, a następnie znaleźć narzędzia, które pomogą w jego zwalczaniu, możemy zatrzymać w naszych portfelach naprawdę spore sumy. Do dzieła zatem!

Rozgryźć problem

W tym przypadku mamy do czynienia z bardzo podstawowym, ukrytym problemem. Co więcej – jest to problem bardziej natury mentalnej, niż finansowej, co postaram się przedstawić. Porównajmy Dwie osoby – Pana Palacza oraz Pana Nie-Palacza. Dla uproszczenia załóżmy, że są bardzo podobni we wszystkim oprócz nawyku palenia papierosów.

Pan Palacz: Mieszkanie – 1000 zł; konsumpcja – 800 zł; oszczędności: 200 zł; papierosy – 400 zł

Pan Nie-Palacz: Mieszkanie – 1000 zł; konsumpcja: 1200 zł; oszczędności: 200 zł

Każdy z nich na rękę co miesiąc dostaje 2400 zł, które w całości pożytkuje. Wejdźmy w skórę Pana Nie-Palacza. Jest on przyzwyczajony już do tego, że wydaje 1200 zł miesięcznie, ma to „we krwi”. Nie chodzi o to, że z góry tak zakłada. Jego przyzwyczajenie wyraża się w różnych nawykach. Na przykład częściej jada w restauracjach, rzadziej patrzy na ceny w sklepach itd. Pan Palacz (oczywiście o ile jest świadomy!) wie, że musi kupić papierosy, więc automatycznie kupi raczej kebaba, niż pełnowartościowy, porządny obiad. Nie musi dostrzegać nawet tej zależności – po prostu ma mniej w portfelu i może uważać na przykład, że za mało zarabia.

Pan Nie-Palacz oczywiście nie zastanawia się nad tym, że wydaje więcej pieniędzy, niż gdyby palił. Z jakiej racji miałby się nad tym zastanawiać? Równie dobrze można wymagać, żeby pomyślał też o tym, że nie musi spłacać rat kredytu (które ktoś inny musi spłacać), albo że nie musi opłacać co miesiąc serwera (co musi robić jego kolega informatyk). Po prostu człowiek nie myśli kategoriami problemów, których nie ma, ponieważ… ich nie ma;-).

Co innego Pan Palacz – w jego życiu już jest palenie. W związku z tym palenie może pojawić się jako „koszt”, który trzeba uciąć. To klasyczna sytuacja oszczędzania na kosztach. Bierzemy budżet, obcinamy koszt, a całość z tych pieniędzy dalej kierujemy do „koszyka” z oszczędnościami, zamiast z konsumpcją. Kwestia czysto finansowa.

Nie wiem, czy pokazałem to jasno, ale (o dziwo!) choć w przypadku palacza problem jest czysto finansowy, to w przypadku nie-palacza problem jest dodatkowo jeszcze mentalny. Musimy to sobie uzmysłowić, gdyż w obu przypadkach da się problem rozwiązać, jednak w każdym z nich to rozwiązanie jest inne.

Co zrobić? Przypadek Pana Palacza

Najpierw weźmy przypadek Pana Palacza, gdyż jest on nieco prostszy w swoim mechanizmie. Warto – jak zawsze – sprowadzić sprawę do konkretu. A więc, jeśli Pan Palacz podejmuje decyzję o rzuceniu papierosów, to powinien mieć rozpracowane swoje życie tak, aby odpowiedzieć (i zapisać na kartce) na następujące pytania:

  • Ile palę papierosów dziennie/tygodniowo?
  • Ile pieniędzy na to schodzi?
  • Przy jakich okazjach sięgam po papierosa?

Trzy proste pytania, na które każdy powinien umieć odpowiedzieć. Gdy już ta robota jest zrobiona, należy zastosować stary prosty trick. Często przy uzależnieniach (wszelkiego rodzaju) pada propozycja, aby nawyk zastąpić nawykiem. Jeśli chce Ci się palić, znajdź coś w zamian i zawsze rób ten zamiennik.

Ja proponuję dodać do tego jeden element. A konkretnie, aby nosić przy sobie pojemniczek i małą kartkę papieru. Zawsze, gdy przy okazji chęci papierosa Pan Palacz przełamie się i zastąpi to czymś, powinien oderwać kawałek kartki i wrzucić do pojemniczka. Po pierwsze – pod koniec dnia będzie znał skalę swojego sukcesu.

Po drugie jednak, na koniec każdego dnia Pan Palacz powinien siąść do komputera i na swoje osobne konto zrobić taki przelew, ile „warte” są jego porwane kawałeczki papieru.

Matematyka jest prosta – 1 kawałeczek papieru = wartość papierosa

Dzięki temu z konta Pana Palacza pieniądze będą znikać w podobny sposób, jak podczas palenia. Tym razem jednak, zamiast wpływać na konto firm tytoniowych, będą zasilały konto oszczędnościowe Pana Palacza. Proste? Bardzo.

Co zrobić? Przypadek Pana Nie-Palacza

Tutaj sprawa nam się jakby gmatwa, ponieważ nie jest to typowy problem finansowy. Należy więc zrobić pewien „wybieg mentalny” i sukces gwarantowany. Wiem, że nie brzmi to zachęcająco, ale nie zrażaj się. Poznajmy przypadek Pana Nie-Palacza. On w przeciwieństwie do swojego palącego kolegi, nie ma z czego zrezygnować. Nie ma możliwości, żeby przekierował pieniądze z kosztów na oszczędności, bo nie ma tych kosztów!

Co więc powinien zrobić? Przede wszystkim świadomie postawić się w miejscu, w którym mógłby być. Jeśli akurat porównuje się do ludzi z nałogiem tytoniowym, to powinien spróbować „wejść w buty palacza”. Najlepiej oczywiście nie na początku, czy w środku jego drogi, ale pod koniec (gdy już rzucił palenie). Powinien znaleźć jakiś punkt odniesienia i bardzo mocno się tam osadzić. Niestety to bardzo miękka sprawa. Nie da się tego wyliczyć, bo to kwestia psychologii, a nie finansów. Warto jednak wyobrazić sobie siebie w innym stanie.

  • Ile mógłbym palić papierosów dziennie?
  • W jakich sytuacjach mógłbym palić, gdybym palił?
  • I przede wszystkim – ile finalnie mogłoby na to schodzić pieniędzy?

Być może punktem odniesienia może być rozmowa z kolegą, który pali. Szczególnie, jeśli Pan Nie-Palacz przeprowadził podobną konwersację co z początku artykułu, to sprawa jest oczywista.

Ważne, aby ustalić sobie system. Jaki on będzie, jest tak naprawdę sprawą drugorzędną. System powinien być i powinien stać się wyznacznikiem. Można więc:

  • Przelewać jedną kwotę zaraz po wypłacie
  • Przelewać codziennie kwotę, którą hipotetycznie można by „przepalić”. To o tyle dobry pomysł, że codzienne odrzucanie mniejszych kwot boli zdecydowanie mniej, niż jednorazowe wyrzucanie dużych
  • [Wersja najbardziej problematyczna] Umówić się z kimś, kto pali, że będzie informował o dziennej ilości wypalonych papierosów. Znaleźć taką osobę pewnie można, ale raczej nie będzie to szczególnie łatwe, ani wygodne dla obu stron

Jedna rzecz, którą warto podkreślić, to że trzeba być absolutnie przekonanym do tej finansowej zmiany. Wszak wiadomo, że oszczędzanie przynosi efekty tylko wtedy, gdy jest systematyczne.

Podsumowanie

To koniec! Zdaję sobie sprawę, że ten artykuł prawdopodobnie jest jednym z bardziej nietypowych (i krótszych!) na moim blogu.

Zamiast jak instrukcję-wyrocznię, należy go traktować raczej jako prowokację intelektualną. Próbę podejścia do starego jak świat problemu i opisania go w możliwie konkretny sposób. Jeśli masz jakiś pomysł, daj znać;-)

Jeśli artykuł oraz próby poruszania niecodziennych, acz ważnych tematów, podobają Ci się, to chcę Cię bardzo serdecznie zachęcić do odwiedzenia sklepu. Blog Republikański to zupełnie niezależne miejsce, które utrzymuję jedynie dzięki sklepikowi. Jestem przekonany, że znajdziesz tam coś dla siebie;-).

Zapraszam na mój fanpage oraz do newslettera;-)


Ja nazywam się Marek Czuma, a to jest Blog Republikański

Piszę do Ciebie Prosto z Łodzi


 

Marek Czuma
Autor Bloga Republikańskiego. Chrześcijanin, Polak, Łodzianin. Wierzy w ludzi i ich możliwości, kocha pomagać innym. Uważa, że człowiek wolny kształtuje siebie poprzez własne wybory oraz pracę. Poza tym fan Wiedźmina i CD Projektu - zarówno na giełdzie, jak i w działaniu.

5 thoughts on “Gdzie jest twój Jaguar? Rzecz o oszczędzaniu i (nie)paleniu papierosów

  1. Czuję, że to nie dla mnie. Gdybym zaczęła odkładać jeszcze po 400 zł, to po 3 miesiącach miałabym dość oszczędzania 🙂 W moim przypadku dużo skuteczniejsze byłoby stopniowe zwiększanie kwoty przelewanej co miesiąc na konto oszczędnościowe. I muszę nad tym pomyśleć, tym bardziej że oszczędzanie zaczęło sprawiać mi frajdę. Jeszcze kilka lat temu, żyłam z miesiąca na miesiąc. Pomogło mi proste zapisywanie wydawanych pieniędzy. Zwykle robię podsumowanie po pół roku i zastanawiam się, co mogłabym zmienić. Zauważyłam ile pieniędzy marnuję i czuję, że teraz mam już wszystko pod kontrolą. Co nie znaczy, że nie mogłabym oszczędzać więcej 🙂 Z samego pomysłu nie skorzystam, choć to pewnie ciekawe rozwiązanie dla osób z większym samozaparciem.

  2. Jakbym o sobie czytał. Jak byłem na 2. roki studiów to miałem około 1500zł a za mieszkanie płaciłem 700zł. Uzależniłem się wtedy od hazardu i ledwo mi wystarczało pieniędzy. Po zmianie studiów (300zł tańsze mieszkanie udało się znaleźć + 200zł wyższe stypendium) teoretycznie powinienem odłożyć 500zł miesięcznie (a jak jeszcze przestałem obstawiać mecze to jeszcze więcej). Czyli przez rok powinienem oszczędzić ponad 5000zł. Tymczasem po 4 latach mam ze 2-3 tys. oszczędności (zamiast 20tys.). Z tym że nie żałuje na jedzenie i podróże.

Dodaj komentarz

Top