Ostatnie lata to zagorzała dyskusja ekonomistów, przedsiębiorców, pracowników i filozofów wszelkiej maści na temat pracy. Ile powinno się pracować w tygodniu? Jak powinniśmy patrzeć na pracę? Opodatkowywać, czy zostawić wolną? I przede wszystkim, w wymiarze osobistym – czy praca to wartość sama w sobie, czy zło konieczne?

W naszych rozważaniach odwołujemy się do badań oraz osobistych doświadczeń. Zastanawiamy się co zrobić, żeby praca nie była jedynie źródłem dochodów, ale i spełnienia życiowego.

Jako osoba wierząca jestem przekonany, że na każdy trapiący nas problem odpowiedź można znaleźć w Biblii. Jak się okazuje, na temat finansów Pismo Święte „wypowiada się” dużo częściej, niż na przykład na temat modlitwy (konkretnie – modlitwy dotyka około 500 wersetów, zaś finansów około 2350). Nakazuje to zatrzymać się na chwilę i przemyśleć także sprawę pracy. Jako że na IT-Blogu Wolnego Człowieka praca traktowana jest jako jedna z podstawowych wartości, czas sięgnąć do samego źródła w poszukiwaniu prawdy.

Zapraszam na pierwszy artykuł w kategorii „Biblia a wartości IT-Bloga Wolnego Człowieka”. Niech dla osób wierzących będzie pewną iskrą, inspiracją i „kopniakiem” do przemyśleń. Osoby niewierzące, cóż – niech po prostu poznają ten punkt widzenia, jako jeden z wielu. Mam nadzieję, że przypadnie do gustu;-)

Bóg chce dla nas dobra – takiego jak my

Gdy siadałem do tego artykułu byłem przekonany, że zacznę od Księgi Rodzaju, a więc od samego początku. Myliłem się jednak dość mocno. Zanim zaczniemy w ogóle mówić o pracy, musimy ustawić sobie kilka rzeczy na odpowiednim miejscu. Zanim w ogóle pomyślimy o tym jak tym jak Bóg/Biblia (będę tych określeń używał zamiennie) patrzy na pracę, musimy najpierw poznać podejście do dobrabogactwa. No bo po co nam praca, jak nie po to, żeby wytwarzać jakieś dobro?;-)

Praca ma różne oblicza. Za każdym jednak razem może być błogosławieństwem od Boga.

Otóż jest jedna rzecz, która w wymiarze osobistym była dla mnie niesamowicie odkrywcza i wyzwalająca. Pozwoliła mi inaczej spojrzeć na moje dotychczasowe życie (jako, że jestem wierzący od kiedy pamiętam). W chrześcijaństwie takie momenty nazywamy „nawróceniem” (metanoia) – zmianą myślenia.  Był to jeden z wielu momentów, gdy zastanawiałem się, jaki tak naprawdę jest Bóg. Bo wszyscy wiemy, że jest Miłością, że jest dobry itd. Sądzę, że tego typu zdania znają nawet niewierzący, którzy po prostu w Polsce się wychowują. Tylko to wszystko jakoś tak niezbyt do mnie dociera. Dotarła do mnie inna rzecz, która na te dwie pozostałe jakoś w praktyce wskazuje.

Otóż dotarło do mnie, że Bóg jest Hojny! I to przez duże „H”. I chodzi tu o podejście Boga do nas, które aż bije z Pisma. Chodzi o to, że Bóg chce, żebyśmy wszystkiego co potrzebujemy mieli pod dostatkiem, a nawet jeszcze więcej.

Ale konkret, spójrzmy na przypowieść o siewcy. Jezus mówi tam o plonach:

  • 30-krotnym
  • 60-krotnym
  • oraz 100-krotnym!

Spróbuj to sobie ustawić w swoim własnym życiu (bo przecież Pismo jest od tego, żebyśmy stosowali to u siebie!). Spójrz na to, gdzie chcesz mieć „plon”, ale gdzie idzie jakoś wolno, albo nie idzie zupełnie.

UWAGA! Nie chodzi mi tu wyłącznie o kwestie duchowe!

Spójrz na pracę, którą wykonujesz, spójrz na swoje najbliższe relacje. Popatrz na inicjatywę, którą próbujesz rozwinąć, albo dziedzinę wiedzy w której się kształcisz. Cóż… spójrz na swoje spółki, w które inwestujesz;-)

Wyobraź sobie, że to wszystko rośnie 30, 60-krotnie. Mam nadzieję, że dobrze się rozumiemy.

To oznacza wzrost na poziomie 3 000%, 6 000% 10 000%!

A teraz zdaj sobie sprawę, że plony wcale niekoniecznie zbierane są raz do roku…;-)

Takimi kategoriami myśli Biblia/Bóg. Taka jest boska wizja naszej egzystencji tutaj, na tym świecie. Być może to prostackie, ale zestawiając ten wzrost ze standardowymi wzrostami WIG jakoś zaczynam w miarę rozumieć poniższy cytat.

„Bo myśli moje nie są myślami waszymi 
ani wasze drogi moimi drogami”

Iz 55, 8

No, rzeczywiście nie są. Od razu podrzucę, że wzrost WIG w 2017 wyniósł ~23%. Nie chodzi o to, żeby się teraz emocjonować wzrostami obiecanymi przez Biblię. Chodzi jedynie o to, żeby zrozumieć, że Bóg w Biblii chce być niezwykle hojny i chce dla nas dobrze. Nie jest jak psychopatyczny porywacz, który cieszy się, gdy nam się dzieje krzywda. Jest dobry w bardzo „ludzki” sposób – chce tego dobra, które my także obiektywnie uważamy za dobro. Chce wszystkiego, co uczyni nas prawdziwie szczęśliwymi – również w tym bardzo materialnym znaczeniu.

Jest taki bogacz, którego biblia nazywa „błogosławionym”. Oto jak o nim mówi

Błogosławiony bogacz, którego znaleziono bez winy
który nie gonił za złotem. 
Któż to jest? Wychwalać go będziemy, 
uczynił bowiem rzeczy podziw wzbudzające między swoim ludem.

Któż poddany pod tym względem próbie został doskonały?
Poczytane mu to będzie za chlubę.
Kto mógł zgrzeszyć, a nie zgrzeszył,
uczynić źle, a nie uczynił?
Dobra jego zostaną utwierdzone,
a zgromadzenie opowiadać będzie jego dobrodziejstwa.”

Syr 30, 8-11

Z tym ustawieniem sobie rzeczy na właściwym miejscu, ruszmy do pracy. Konkretnie do tematu pracy i tego co o tym wszystkim mówi Biblia.

Człowiek wolny stworzony jest do pracy

I tu już możemy oczywiście zacząć od Księgi Rodzaju. Gdy Bóg stwarza człowieka, właściwie od razu wysyła go do roboty. Adam miał być „kopaczem rowów”, który dba o Eden i pielęgnuje go. Miał być tym, który przebudowuje ogród tak, aby był lepiej nawodniony.

„(..) nie było człowieka, który by uprawiał ziemię 

i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby”

Rdz 2, 5-6

Warto zauważyć w tym miejscu dwie rzeczy. Choć Bóg stworzył świat doskonały, to jest on zaledwie punktem startowym do rozwoju! Nie jest skończony i przygotowany, aby teraz już tylko wylegiwać się w słońcu. Warto o tym pamiętać także w aspekcie dzisiejszego spojrzenia na rozwój. To, że coś jest dobre, nie znaczy, że nie może zostać udoskonalone.

„Pan Bóg zatem wziął człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał”

Rdz 2,15

Drugą rzeczą jest to, że człowiek ma rozwijać ogród właśnie przez swoją pracę. Ma go udoskonalać przez pracę, która równocześnie jest służbą. W końcu Adam nie ma kopać rowów, aby wyrobić dzień pracowy. Adam ma kopać rów, aby zbudować system do nawodnienia roślin – aby zmienić świat w którym żyje na lepszy i dbać o ziemię, która została mu przez Boga poddana.

Właśnie do takiego podejścia zachęca nas Biblia. Spójrzmy na to co chcemy zrobić w życiu przez pryzmat tego, co chcemy zmienić w nim na lepsze. Nie myślmy jedynie o prostych zyskach. Spójrzmy jakie jest nasze powołanie i w jaki sposób możemy przydać się innym. (I pamiętajmy, że mamy tu głębokie zobowiązanie. W końcu panujemy nad Ziemią! Czy stajemy na wysokości zadania?)

Gdy odkryjesz to, co naprawdę sprawia Ci ogromną satysfakcję, co widzisz że jest dobre i pożyteczne, co w efekcie zmienia świat (nawet jego mały kawałeczek) na lepsze – to właśnie jest spojrzenie na pracę, jakie proponuje Biblia. Wtedy będziesz „błogosławionym bogaczem”. I nie ma tu rozróżnienia na pracę i na służbę.

Dlatego od dziś, jeśli jesteś człowiekiem wierzącym – zmiana. Już teraz zacznij myśleć, czy to co teraz robisz jest twoim prawdziwym powołaniem. Jeśli jesteś naprawdę wierzący, poproś Boga na modlitwie o to jak możesz służyć innym. I jeśli w tym miejscu tekstu łapie Cię pewna niechęć związana ze „służbą innym”, to razem ze mną przechodź nawrócenie. Nie jest to bowiem bezmyślna katorga, ale ma być czymś, co wypływa z samego środka twojego serca – a więc i daje Ci niezwykłą satysfakcję. Nie tylko z resztą satysfakcję, ale i utrzymanie oraz bogactwa – ale o tym za chwilkę.

Praca jest dobra i może być błogosławieństwem

Tak więc możemy już śmiało powiedzieć, że praca jest w Biblii dobra. Praca to służba innym i realizacja życiowej misji/powołania. W tym miejscu warto zacytować Koheleta, który jest wspaniałym nauczycielem życia. Gdy zastanawiamy się nad tym jak dobrze i szczęśliwie żyć, wystarczy spytać go o zdanie. Ma na to bardzo prostą receptę. Jeśli jesteś podobny/a do mnie, to pewnie nie bardzo trafia do Ciebie wielka teologia. Te słowa jednak trafią do Ciebie tak mocno, że zostaną już do końca życia.

„Oto co ja uznałem za dobre: że piękną jest rzeczą jeść i pić, i szczęścia zażywać przy swojej pracy”

Kh 5,17

Trzeba nam czegoś więcej, aby ruszyć w życiu?

No dobrze – powiedzmy, że masz w życiu coś takiego, co Cię pasjonuje. Wiesz też, że gdybyś robił tylko to zawodowo, to mógłbyś wstawać o 5 rano i pracować do wieczora. Wiesz też, że bardzo przysłużyłbyś się innym ludziom. Co jednak z utrzymaniem? Zapraszam do wysłuchania kawałka Psalmu 128.

„Szczęśliwy, kto się boi Pana i kto chodzi Jego drogami! Bo z pracy rąk swoich na pewno będziesz pożywał, będziesz szczęśliwy i dobrze będzie ci się wiodło”

Ps 128,1

Warto zauważyć w tym miejscu jedną z rzeczy. Jest to oczywiście błogosławieństwo, ale zauważmy jak ono wygląda. Błogosławieństwo w zamian za wypełnianie poleceń Pana objawia się tak, że… możesz utrzymać się z pracy swoich rąk! Towarzyszy temu szczęście i ogólne powodzenie życiowe. Czyż nie jest to piękne?

Oczywiście mówiąc o błogosławieństwie, trzeba też dojść do przekleństwa związanego z pracą. Dzieje się ono już na samym początku przy wygnaniu człowieka z raju.

„Ponieważ usłuchałeś głosu swej żony i jadłeś z drzewa, z którego zakazałem ci jeść, przeklęta będzie ziemia z twojego powodu. Przez całe życie w trudzie będziesz się z niej żywił. Ciernie i osty będzie ci rodziła, ty zaś będziesz jadł rośliny pól. W pocie czoła będziesz zdobywał chleb do jedzenia, póki nie powrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty, bo prochem jesteś i do prochu powrócisz”

Rdz 3,17–19

Zwróćmy tu uwagę, że oczywiście jest przekleństwo. Nie polega jednak – jak często mylnie to pamiętamy – na tym, że będzie trzeba pracować. Od teraz pracy i ogólnemu podstawowemu utrzymaniu będzie towarzyszyć cierpienie. To jest to przekleństwo. Problemem nie jest więc to, że „przez grzech musimy pracować”. Problemem jest to, że często w pracy jaką robimy nie widzimy sensu. Że praca której się podejmujemy, dłuży się i nuży nas niemiłosiernie. Że praca, której dotykamy, nie daje nam tak dużo bogactw! To jest według Biblii skutek grzechu i nie wynika ze złośliwości Boga, ale jest tego grzechu konsekwencją. To co miało być naszym powołaniem i sprawiać nam radość, dawać spełnienie – zostało powiązane z cierpieniem i poczuciem bezsensowności.

Pracuj mądrze i nie bądź leniwy

Skoro wiemy już jak patrzeć na pracę, warto podpytać Biblii, jak pracować. Z jednego z moich fragmentów powyżej można wywnioskować, że „nie warto przejmować się niczym. Nie planujmy, po prostu pracujmy”. Oczywiście jest to patrząc po ludzku bardzo błędne podejście. Czy „po bożemu” także?

Jak najbardziej. Biblia zachęca do życia pasją, zachęca do zaangażowania i oddania się służbie innym. Nie zachęca jednak do robienia głupot, a wręcz krytykuje głupie myślenie, wywyższając solidnie zbudowane plany.

„Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: ≪Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć≫”

Łk 14,28-30

Jakże fascynujące jest to, że wielokrotnie Pismo Święte mówi o tak bardzo przyziemnych sprawach. Planujmy więc, podchodźmy do roboty roztropnie, aby wystarczyło nam pieniędzy i chęci. Myślmy jak zrobić daną rzecz możliwie najbardziej efektywnie. Od tego mamy przecież mózg i abstrakcyjne myślenie, które po coś nam Bóg dał.

Bóg zachęca zarówno do pracy fizycznej, jak i intelektualnej.

Swoją drogą, jeśli szukasz aplikacji do planowania, to zapraszam do Warthoga, w którym możesz zarówno gromadzić wiedzę, planować jak i pracować. Zbudowana jest tak, żeby pomagała w mądrej i długofalowej pracy.

No właśnie – długofalowej. Na koniec tego punku warto zaznaczyć jedną rzecz. Trzeba szukać możliwie wielu sposobów, żeby walczyć ze swoim lenistwem. Warto wyeliminowaniu go poświęcić naprawdę sporo czasu i wysiłku. Czemu? O to spytajmy znów Koheleta.

„Wskutek lenistwa strop się sypie, a wskutek bezczynności dach przecieka”

(Koh 10,18)

Jak długo pracować?

To pytanie, na które odpowiedź jest bardzo nieprzyjemna dla współczesnego głównego nurtu. W świecie, w którym socjaliści proponują pracę 7, a czasem i 6 czy 5 godzin od poniedziałku do piątku, Biblia daje nam jasną wskazówkę.

„Sześć dni będziesz się trudził i wykonywał swą pracę”

Pwt 5, 13

Oczywiście siódmego dnia odpoczniesz. I jeśli 6 dni zapełnisz gorliwą, solidną, kreatywną i pożyteczną pracą, zrozumiesz wagę odpoczynku. Wtedy, gdy twoja praca będzie błogosławiona, twój odpoczynek nabierze nieznanej wcześniej mocy.

Jeśli zaś chodzi o długość pracy, to posłuchamy tu Psalmu 104.

„Człowiek wychodzi do swojej pracy, do trudu swego aż do wieczora”

Ps 104,23

Nie chodzi oczywiście o żaden pracoholizm. Ten jest objawem zniewolenia, zaś Bóg uczynił ludzi wolnymi i to właśnie Wolność jest najbardziej podstawową wartością chrześcijańską.

Tu jednak już nie trzeba chyba nic więcej dodawać. W końcu dobrze wiesz, co to znaczy „praca” w wymiarze Biblijnym;-)

Podsumowanie

Mam nadzieję, że podobał Ci się mój pierwszy wpis, w którym zagłębiam się w nasze wartości przedstawione przez Biblię. Jeśli tak, to zapraszam na mój fanpage oraz do newslettera.

Jeszcze raz przypominam o Sklepiku Wolnego Człowieka, w którym możesz kupić na przykład kubek z cytatem Koheleta. Dokonując zakupu wspierasz IT-Blog Wolnego Człowieka, wartościowe miejsce w Internecie;-)

A jako że artykuł wyszedł dość długi, podsumujmy sobie to, z czym warto dalej pójść w życie.

  1. Bóg jest hojny i chce dla Ciebie dobra. Chce dla Ciebie życia w obfitości i szczęściu.
  2. Praca w Biblii to misja, powołanie i służba innym. Znajdź coś, co Cię fascynuje, przez co możesz zmienić kawałek rzeczywistości i zacznij się temu oddawać.
  3. Jak pracować? Pracuj mądrze, walcz z lenistwem, na chwałę bożą, swoją i innych. 6 dni w tygodniu. A siódmego odpoczywaj najlepiej jak potrafisz.


Ja nazywam się Marek Czuma, a to jest IT-Blog Wolnego Człowieka

Piszę do Ciebie Prosto z Łodzi