30 kwietnia minął termin składania deklaracji PIT. Przy tej okazji z pewnością każdy z nas zauważył absurdalność tego dziwnego podatku. Jego konstrukcja jest skandaliczna i każdy, kto choć chwilę poświęci na zgłębienie tematu z pewnością to dostrzeże. To coś dużo poważniejszego, niż tylko nudne rubryczki. Podatek ten jest jak nowotwór na polskiej gospodarce – sprawia problemy przedsiębiorcom, pracownikom oraz urzędnikom. Jest okrutnie drogi i skomplikowany, a w efekcie daje z siebie niewiele. Niestety, politycy bardzo niechętnie myślą o tym, że może być zmieniony.

Dzieje się tak tylko dlatego, że społeczeństwo – czyli My – nie ma dostatecznej świadomości i nie domaga się zmiany. Działamy tym samym jedynie na swoją niekorzyść. Już teraz zapraszam Cię do zmiany mentalności – poznaj choć trochę lepiej, jakim potworkiem jest PIT i zacznij domagać się zmian w swoim środowisku i w swoim zakresie.

PIT – jaki jest?

PIT to podatek dochodowy od osób fizycznych (ang. Personal Income Tax). Jego główne założenie jest takie, że jeśli pracownik (lub inna osoba fizyczna, a więc w uproszczeniu nie-spółka) wypracowuje dochód (np. 2000 zł), to odprowadzany od tego jest podatek (np. 18%, czyli 360 zł). W efekcie pracownik dostaje na konto 1640 zł, a państwo dostaje 360 zł, dzięki czemu może budować drogi, wzmacniać armię i szkolić policję. Sprawa ma się jak widać prosto i logicznie.

Tyle z teorii. W praktyce wygląda to tak, że system PIT jest w Polsce niezwykle skomplikowany, rodzi olbrzymie ilości problemów, a na dodatek jest skonstruowany w taki sposób, że nastawia przeciw sobie pracodawców i pracowników.

Ale zacznijmy od podstaw…

Podatki dochodowe od osób fizycznych to w gruncie rzeczy więcej niż tylko PIT. To także składki na ZUS oraz NFZ. Rozliczane jest to (w olbrzymim uproszczeniu) w następujący sposób:

Weźmy za przykład typowego pracownika – Pana Jana. Pan Jan przykłada się do swojej pracy i zarabia brutto 3000 zł. Na rękę (netto) dostanie 2156.72 zł. W skład tej różnicy wchodzi cała masa czynników, ale w uproszczeniu mówi się o ZUS+NFZ+PIT. To jak wygląda obliczanie netto być może wrzucę kiedyś w osobnym artykule. Tylko po to, żeby pokazać jak bardzo skomplikowany jest proces już tu – w wydawałoby się prostej umowie. Już tutaj polski system podatkowy pokazuje, co potrafi.

No dobrze, Pan Jan ma na umowie kwotę brutto 3000 zł, netto dostaje 2156.72 zł. Czyli można powiedzieć, że podatki dochodowe pochłonęły 843.28 zł (28%)? Niestety nie.

Te 843.28 zł (różnica miedzy brutto i netto) to jedynie część podatków – tak zwane „składki pracownika”. Istnieje jeszcze druga część – „składki pracodawcy”. Tu znów wychodzimy od 3000 zł. Pracodawca Pana Jana musi zapłacić państwu jeszcze 618.3 zł.

Finalnie więc, możemy więc powiedzieć, że…

Różnica między tym co wydał pracodawca, a tym co Pan Jan otrzymał to aż 1461 zł, ponad 40% !

Tak wygląda to w przypadku umowy o pracę – czyli prostej (z pozoru) umowy między pracownikiem a pracodawcą, przy której wszystko powinno być jasne.

Im dalej w las, tym gorzej

Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy chcemy na przykład zostać przedsiębiorcą. Mamy swój pomysł na biznes i pełni zapału ruszamy do roboty. Rejestrujemy Działalność Gospodarczą i od tej pory sami musimy płacić PIT(niektórzy błędnie myślą, że CIT, ale tu cały czas obowiązuje PIT). Pomijając, że ZUS też musimy sami odprowadzać, obliczenie PITu zaczyna się komplikować.

PIT to podatek od dochodu, a dochód to Przychód – Koszty. Problemem jest to, co może być kosztem a co nie? O ile niektóre koszty są oczywiste, o tyle istnieje olbrzymia ilość kategorii, które są dyskusyjne. Na tyle dyskusyjne, że nierzadko zawodowi księgowi są w sporze, czy dana rzecz może być kosztem, czy nie. Tutaj wchodzą do gry tzw. interpretacje. To oceny urzędników, którzy mówią czy coś może być kosztem, czy nie. I nierzadko różne interpretacje (wydane przez różnych urzędników) są sprzeczne. W jednym z wywiadów Marek Jakubiak, obecnie poseł RP, a wcześniej duży przedsiębiorca branży piwnej powiedział, że jego księgowa nieraz rozkładała ręce. Mówiła, że trzeba pisać o interpretacje w prostych rzeczach. Czy nie jest to absurdalne?

Różnica między tym co płaci pracodawca, a co dostajemy do ręki, to aż 40%. Tyle wynosi nasz podatek dochodowy.

Kolejna rzecz, to ilość ulg i możliwości odpisów. Każdy, kto wypełnia finalnie zeznanie podatkowe wie, jak dużo rzeczy można tam zawrzeć, aby obliczanie podatku finalnego stało się jeszcze bardziej złożone. Może nam się to wydawać atrakcyjne, ale pamiętajmy, że za każde skomplikowanie systemu podatkowego musimy w końcu zapłacić. Im bardziej złożone podatki, tym więcej wymagają urzędników, którzy będą je musieli sprawdzać i przeliczać.

Deklaracje podatkowe – po co dublować pracę urzędów?

Być może nie odczułeś na sobie wcześniej problemów, o których pisałem powyżej (są dla większości obywateli „zakamuflowane”), ale jeśli coś kiedyś zarobiłeś, to z pewnością odczułeś inny problem – konieczność złożenia zeznania podatkowego.

Tak wrośliśmy w ten system, że traktujemy to jako przykrą konieczność. Nikt z nas tego nie lubi (no dobra, moja narzeczona z jakiś nieznanych ludzkości przyczyn to lubi – ale i tak by się ucieszyła, gdyby nie było PITu!), ale musimy przecież, bo trzeba. Pytanie – po co? Jesteśmy przez państwo tak inwigilowani, że zaręczam Ci, że dokładnie wiedzą, ile zyskałeś, a ile straciłeś pieniędzy w ubiegłym roku.

Podzielę się doświadczeniem z mojego życia. Zdarzyło mi się parę razy popełnić błąd w zeznaniu – najzwyczajniej w świecie zapomniałem uwzględnić dochodów. Było to spowodowane brakiem doświadczenia i ogólnego rozgarnięcia w tych sprawach. Po jakimś czasie odezwali się do mnie urzędnicy z łódzkiego Urzędu Skarbowego, do którego należę. Mam to szczęście, że nasi urzędnicy są wyrozumiali i uprzejmi, powiedzieli mi więc kroczek po kroczku co zrobiłem źle i poprosili, żebym poprawił. Powiedziałem im, że niestety nie pamiętam ile nie wpisałem…

Urzędnicy szybko uspokoili mnie, mówiąc że oni mają wszystkie potrzebne dane i że potrzeba tylko, żebym ruszył się do US. Zamyślony spytałem, czy nie mogliby oni za mnie wypełnić deklaracji. „Niestety, pomimo, że mamy wszystkie dane, musi Pan złożyć korektę”.

Tak więc podsumujmy – Urząd Skarbowy wie lepiej od nas jakie mamy przychody, koszty, ile odprowadziliśmy podatku itd. Nie przeszkadza to wymagać ode mnie i od Ciebie osobistego złożenia zeznania. Następnie jak nauczyciele sprawdzą, czy dobrze to żeśmy zrobili, a w razie czego będą nadzorować wprowadzane przez nas poprawki. Marnujemy czas urzędników i nasz. Czyż nie jest to absurd?

Złożoność PIT

Nie sposób nie wspomnieć o tym, co dzieje się, kiedy tylko spróbujemy być bardziej pracowici i mieć więcej źródeł przychodów. Warto wiedzieć, że łącznie PIT ma aż 40 różnych deklaracji! Moje doświadczenie z ostatniego roku było takie, że miałem Umowę Zlecenie, Działalność Gospodarczą, oraz dochód z Giełdy Papierów Wartościowych.

Muszę przyznać, że gdyby nie program komputerowy, który pomaga wypełnić deklarację, nie miałbym pojęcia jak prawidłowo rozliczyć te wszystkie podatki. Do teraz z resztą nie wiem, z czego dokładnie wynika fakt, że musiałem na koniec jeszcze dopłacić pieniądze państwu… Taki to właśnie jest system – niewiadomo do końca nigdy nic.

PIT nastawia wrogo pracowników i pracodawców

Pracownicy i pracodawcy stanowią razem wspaniały ekosystem, który pcha naszą cywilizację do przodu. Niestety, PIT nastawia te dwie grupy przeciwko sobie.

Co może myśleć Pan Jan, kiedy dostaje 2156 zł? Pewnie słusznie uważa, że jest bardziej wartościowym pracownikiem. Ma prawo być przekonanym, że jego pracodawca nie nagradza go należycie. Dzieje się tak dlatego, ponieważ…

To pracodawca rozlicza Pana Jana. To na pracodawcy spoczywają wszelkie obowiązki płacenia podatków dochodowych.

Pan Jan widzi jedynie kwotę do ręki. Dzięki takiej sprytnej konstrukcji, pracownik nie jest do końca świadomy, jak duże pieniądze oddaje państwu.

Gdyby każdy z nas co miesiąc dostawał pełną kwotę „brutto-brutto” (kosztu pracodawcy – tu 3618.3 zł) i samodzielnie musiał odprowadzać podatki, z pewnością inaczej patrzylibyśmy na system podatkowy. Gdy całość leży na barkach przedsiębiorcy, Pan Jan po prostu jest niezadowolony, że mało zarabia. Nie myśli o tym, że państwo zabrało dodatkowo 70% jego kwoty netto!

PIT daje stosunkowo niedużo

PIT jest niezwykle drogim podatkiem, ale w efekcie budżet państwa wcale dużo nie zyskuje. W 2016 roku było to 46 mld zł, czyli ~15% wpływów podatkowych. Jak bardzo to kosztowny system? Obsługa PIT absorbuje aż… 80% pracy skarbówki!

W Sklepiku możesz zaopatrzyć się między innymi w kubki z takimi myślami Ronalda Reagana (klik na zdjęcie)

Podatek od funduszu płac alternatywą dla PIT

PIT w swojej konstrukcji jest nie tyle ułomny, co wręcz szkodliwy. Nie szkodzi przedsiębiorcom, czy pracownikom. Ten podatek szkodzi absolutnie całemu państwu i skutecznie hamuje nasz wspólny rozwój. O ileż więcej możliwości mieliby pracownicy, gdyby zamiast 2156 zł, otrzymywali 3618 zł? Tak by było, gdybyśmy wyeliminowali wszystkie podatki dochodowe, w tym PIT. Oczywiście to utopia, ponieważ wtedy zarwalibyśmy budżet państwa. Co jednak, jeśli pomyśleć o rozwiązaniu kompromisowym?

PIT kosztuje bardzo dużo, dodatkowo marnuje nasz czas i energię. Gdybyśmy zastąpili go prostszym podatkiem, moglibyśmy z miejsca też narzucić mniejsze obciążenia podatkowe.

Właśnie taką propozycją jest pomysł podatku od funduszu płac. Proponuje go Koalicja „Polacy na rzecz sprawiedliwych podatków” w ramach zupełnej wymiany systemu podatkowego (Koalicja postuluje, że obecnego nie da się naprawić, należy go usunąć i wprowadzić nowy. Z całym pomysłem można zapoznać się tutaj). W sejmie propozycję tą składa i popiera ruch Kukiz’15.

Pomysł jest aż nadto prosty.

  1. PIT, składki ZUS i NFZ – to wszystko zostaje usunięte.
  2. Pracodawcy płacąc (na rękę) swoim pracownikom, robią tzw. „fundusz płac”. Na przykład, jeśli pracodawca ma 3 pracowników, którym płaci 2500, 4000 i 8000 zł, jego fundusz płac wynosi 14500 zł.
  3. Tą kwotę właśnie opodatkowuje – według autorów kwotą 25% (25% * 14 500 zł = 3625 zł)

Dzięki temu, że system jest banalnie prosty, odciąży urzędy, pracowników, a przede wszystkim – przedsiębiorców. Pozwoli to drastycznie zmniejszyć koszty, co zbilansuje mniejsze wpłaty. Takie zmniejszenie obciążeń podatkowych natomiast, to więcej pieniędzy w kieszeniach podatników, a więc więcej paliwa dla gospodarki.

Skoro podatek wydaje się być odpowiedzią na nadmierne wydatki administracji i pozwoli zwiększyć bogactwo Polaków, powstaje pytanie „dlaczego rząd tego jeszcze nie wprowadził”? Zapytany o to przeze mnie Robert Gwiazdowski, ekspert w dziedzinie prawa podatkowego, były prezydent Centrum im. Adama Smitha, odpowiada tak:

„Podatek od funduszu płac (czyli pobierany u źródła) nie może być instrumentem inwigilacji i wzbudzania konfliktów społecznych. PIT jest takim podatkiem”

Robert Gwiazdowski

 

Pytanie, na czym naprawdę zależy rządowi? Jeśli jest dojrzały i odpowiedzialny powinien wziąć na siebie olbrzymi, acz konieczny ciężar przebudowy polskiego systemu podatkowego. Od niego powinny zacząć się wszelkie późniejsze, konieczne reformy gospodarcze. Robert Gwiazdowski podkreśla, że Koalicja jest zawsze otwarta na wszelkiego rodzaju rozmowy, jeśli po drugiej stronie będzie wola.

Podsumowując

Na koniec dosłownie kilka słów podsumowania.

  1. PIT to bardzo skomplikowany, drogi w utrzymaniu i niewydolny system podatkowy, który hamuje nas w rozwoju.
  2. Należy go wyrzucić do kosza i wprowadzić inny – prosty, który nie będzie tak opresyjny. Jedną z propozycji jest podatek od funduszu płac, autorstwa Koalicji „Polacy na rzecz sprawiedliwych podatków”, z poparciem Kukiz’15 w sejmie.
  3. To, że partie dyskutują nad tematami zastępczymi zamiast prześcigać się w lepszych pomysłach zmiany PIT, jest naszą winą. Musimy być bardziej świadomi tego czym jest PIT i pilnować naszych posłów, aby i w tej sprawie nas reprezentowali. Rozmawiajmy ze znajomymi także i na te tematy, a przy urnie wyborczej zagłosujmy na posłów, którzy opowiadają się za sprawiedliwszym systemem.

Zmiany są możliwe. Musimy jednak o nie dbać i kroczek po kroczku do nich dążyć. Jeśli i Ty chcesz zrobić mały kroczek, polub ten artykuł, udostępnij, albo wyślij znajomym. Jeśli chcesz zrobić duży krok, w dniu wyborów zagłosuj na posła, który stara się promować zmianę naszego systemu podatkowego. Zapraszam na mój fanpage oraz do newslettera – razem uświadamiamy się i dbamy o lepsze jutro.


Ja nazywam się Marek Czuma, a to jest IT-Blog Wolnego Człowieka

Piszę do Ciebie Prosto z Łodzi