Polska firma – Amica – otworzyła niedawno wyjątkowy w skali krajowej i europejskiej magazyn, który charakteryzuje się tym, że jest całkowicie zautomatyzowany. Pracuje przy nim tylko jedna osoba, która czuwa nad systemem. W magazynie nie ma ogrzewania, zaś w weekendy system optymalizuje ułożenie towarów pod kolejny tydzień. Automatyzacja i postęp technologiczny to nie tylko nowy świat, ale coś, co zaczyna się już teraz. Jak możemy podejść do tego tematu mądrze?

Amica to tylko jeden z symbolów przemian, których jesteśmy świadkami. Jeszcze nigdy ludzie nie mieli takiego dostępu do wiedzy jak teraz. Co za tym idzie – postęp technologiczny nie był jeszcze nigdy tak dynamiczny. Automatyzacja oraz rozwój szeroko pojętej sztucznej inteligencji to już nie tylko science-fiction. Nie dotyka on też jedynie technologicznych „geeków”, jego skutki powoli odczuwamy w naszym codziennym życiu, a jeśli nic się nie zmieni – następne pokolenie będzie żyło w zupełnie innej rzeczywistości niż my.

Olbrzymie, historyczne przemiany to zarówno zagrożenia jak i szanse (można przedstawić wzór zgodnie z którym wyzwanie = zagrożenie + szanse). Jest to najlepszy powód, aby takim tematem zająć się tutaj – na łamach IT-Bloga Wolnego Człowieka. Dla zwiększenia świadomości, odpowiedzialności, abyśmy wiedzieli jak tą nową rzeczywistość wykorzystać, zamiast po raz kolejny potykać się o własne nogi. Zapraszam do analizy i wniosków oraz – co ważniejsze – do dyskusji nad przyszłością w temacie wpływu postępu technologicznego na nasze życie.

Potencjalne zagrożenia

Kiedy mówimy o postępie technologicznym, dostrzec można przynajmniej kilka zagrożeń. Warto je sobie uświadomić – oczywiście po to, żeby poszukać na nie odpowiedzi. Poniżej wymieniam kilka najważniejszych moim zdaniem zagrożeń. Jeśli coś więcej przychodzi Ci do głowy – po prostu o tym napisz. Świadomości nabiera się również na drodze dyskusji.

  1. Likwidacja miejsc pracy (przede wszystkim niewymagających kwalifikacji) – to najważniejszy punkt artykułu i to przede wszystkim nim chciałbym się zająć w tym materiale. Wyobraźmy sobie sympatyczną Panią Basię, kasjerkę z marketu niedaleko nas. Prawdopodobnie jest to osoba o wykształceniu nieatrakcyjnym na rynku pracy, często bez wykształcenia wyższego w ogóle. Taka osoba jednak po odpowiednim przygotowaniu przez pracodawcę może być świetnym pracownikiem – do czasu. Już teraz pojawiają się automatyczne kasy, w których to my możemy sami się obsłużyć. Z biegiem czasu przyzwyczaimy się do takich kas w 100%, a Panie kasjerki mogą przestać być potrzebne. Chociaż to jedynie przykład, to pokazuje, że automat może zastąpić prace powtarzalne i schematyczne – albo w całości, albo w jakiejś części. Gdy dodamy możliwości związane z szeroko pojętą sztuczną inteligencją, okaże się, że nie tylko te najbardziej schematyczne prace są zagrożone. Algorytmy potrafią już sprofilować ludzi na tyle dokładnie, aby pomóc sztabom wyborczym osiągnąć sukces podczas kampanii prezydenckiej. Prawdopodobnie więc nie tylko powtarzalne czynności, ale i te bardziej twórcze zostaną zagrożone przez „roboty”.
  2. Szeroka inwigilacja i zmniejszenie wolności osobistej – rozwijanie globalnej sieci (Internet) i popularyzacja wśród normalnych ludzi to wielkie możliwości. Jednocześnie jednak są to równie wielkie zagrożenia dla naszej prywatności – kiedy całe nasze życie jest zapisane w postaci danych w sieci, zręczni specjaliści po prostu mogą mieć do tego dostęp i wykorzystać do własnych celów. Jakich? Chodzi tu zarówno o bezpośrednio etycznie złe rzeczy – jak szpiegowanie czy szantaże, ale także o zbieranie danych do budowania bazy profili a następnie podsuwania odpowiednich materiałów w celu manipulacji i kształtowania określonych zachowań. Nie jest to bynajmniej teoria spiskowa – takie działania mają miejsce i to na szeroką skalę. Śledzić mogą zarówno służby państwowe, korporacje technologiczne, jak i prywatni specjaliści od IT, którzy na takich działaniach się znają.
  3. Zmniejszenie bezpieczeństwa z powodu cyfryzacji – cyfrowe zabezpieczenia otwierają szerokie horyzonty dostępu. Gdy nasze dane są jedynie nadrukowane na plastikowym dowodzie osobistym, dużo ciężej się do nich dostać, niż kiedy zgromadzone są dodatkowo w bazie danych z dostępem do Internetu. Pamiętajmy o tym zawsze, ilekroć cieszymy się z cyfrowych dokumentów lub aplikacji bankowej, która zainstalowana jest na naszym smartfonie.
  4. Mniejsza zaradność ze względu na zaufanie automatom – im bardziej zautomatyzujemy sobie życie, tym mniej stajemy się zaradni. Choć punkt ten znacząco różni się od poprzednich, warto sobie to uświadomić. Przyznam bez bicia, że początkowo sam nie pomyślałem o zagrożeniach pod tym kątem – pozdrawiam tu Kasię, koleżankę, która zwróciła mi uwagę na ten aspekt. Kiedy przyzwyczaimy się, że technologia robi za nas wszystko, stajemy się jak dzieci we mgle, gdy tylko „zabawki” się zepsują. Ponieważ nie poświęcę na to już później czasu, powiem tylko, że warto wbrew panującej modzie rozwijać w sobie „gen zaradności” i umieć orientować się w trasie bez GPSa, lub nie tracić wiary w trening bez aplikacji do biegania.
  5. Brak kontroli nad samo-rozwijającą się sztuczną inteligencją – coś, przed czym przestrzega coraz więcej znanych (i zorientowanych w temacie) osób. Przykładem może być Stephen Howking, czy Elon Musk. Faktem jest, że rozwijane są nie tylko systemy, które uczą się w sposób nadzorowany, ale także algorytmy samo-uczące się. Choć groźba systemu, który opanuje cały świat w tym momencie jest niewielka, nie można lekceważyć rozwijającej się technologii w przyszłości.

Socjalistyczne i interwencjonistyczne odpowiedzi na zagrożenia

Zagrożenia, które wymieniłem powyżej są jak najbardziej realne – skupmy się przede wszystkim na pierwszym, czyli możliwości wypierania z rynku pracy ludzi przez technologie.

Ronald Reagan zawsze krytycznie odnosił się do socjalizmu

Adam Smith, ojciec ekonomii liberalnej, pisał, że bogactwo narodów pochodzi z trzech źródeł – kapitału, ziemi oraz pracy. Z tych trzech rzeczy praca jest najważniejsza, ponieważ to ona pomnaża kapitał oraz robi z ziemi użytek. Jest jeszcze jeden aspekt wagi pracy, o którym czasem współcześnie zapominamy – praca nas wychowuje i hartuje naszego ducha. Nie mówię tu o „pracy” jako chodzeniu do biura i „przewegetowaniu 8 godzin” – mówię o aktywnej pracy na rzecz czegoś, nawet jeśli ta praca jest za darmo (a przecież bardzo często nawet wielkie biznesy zaczynały się od pracy za darmo). Zadajmy sobie więc pytanie – jak wpłynie na nasze bogactwo przyłączenie do naszego społeczeństwa i naszej gospodarki „wysoko kwalifikowanych robotów”?

Systemy i maszyny mogą pracować, ale nie korzystają z efektów tej pracy. Możemy więc sobie wyobrazić sytuację, w której ludzie są właścicielami ziemi oraz kapitału, zaś nowoczesne technologie pracują za nich pomnażając bogactwo, które wpada bezpośrednio do ludzi. Problem jest jednak taki, że właścicielami i głównymi beneficjentami pracy rozbudowanych systemów automatyzacji jest jedynie garstka ludzi, nie zaś każdy po równo. Ci słabsi są wtedy wypędzani z rynku przez maszyny, które są od pracowników dużo tańsze i bardziej precyzyjne. Zepchnięci na margines ubożeją, zaś ich kosztem bogaci się niewielki procent posiadaczy. W takiej sytuacji powstało kilka pomysłów zwolenników państwa socjalnego, czyli takiego, w którym administracja pobiera z założenia dużą część wypracowanych pieniędzy i rozdziela je między obywateli.

  1. Opodatkowanie robotów – skoro roboty mogą zabrać pracę, to warto je opodatkować – to pierwsza naturalna myśl, która rodzi się w głowach rządzących wieloma państwami przynajmniej od kilku lat. Plusy są oczywiste – zniechęci to do szybko postępującej wymiany pracowników na maszyny, zaś tym, którzy zdecydują się na zakup odbierze pieniądze będące podstawą do późniejszej redystrybucji – czyli rozdzielenia między innych, poszkodowanych przez postęp. Minusy jednak również niezwykle łatwo zauważyć – opodatkować technologię lub maszyny w sposób przemyślany i mądry jest niezwykle trudno.
    1. Można się pokusić o opodatkowanie robotów, które zastąpiły bezpośrednio pracowników i pobieranie podatków na podstawie byłej pensji człowieka, lub średniej pensji na tym stanowisku. To jednak jest niezwykłe uproszczenie – każdy pracownik ma inne kompetencje (a więc idące za tym zarobki też są inne), każda firma również ma inne możliwości i taki podatek uderzałby w sposób niesprawiedliwy w te o mniejszych finansach.
    2. Opodatkować można licencję na technologię – zatem opodatkowujemy jednorazowo na przykład zakup autonomicznego samochodu „podatkiem technologicznym” w zależności od wartości auta, jeśli w założeniu nie będzie nim kierować człowiek. To powoduje jednak dość spory problem – droższe auta będą opodatkowane bardziej, mimo że zabierają tyle samo miejsc pracownikom. Można się też pokusić o opodatkowanie technologii odpowiedzialnej za autonomiczność samochodu (samego systemu, który jest zainstalowany wewnątrz), jednak tu się pojawia problem z określeniem wartości – zapewne powinni to robić jacyś urzędnicy, warto byłoby utworzyć globalny rejestr takich technologii i cały zestaw możliwych interpretacji. To zwykle kończy się przerostem biurokracji oraz wyśmiewanymi często absurdami prawnymi.
  2. Kwota gwarantowana/dochód podstawowy – ostatnio coraz bardziej popularny postulat. Polega on w podstawowym swoim założeniu na zagwarantowaniu każdemu dorosłemu człowiekowi podstawowej kwoty, którą dostaje od państwa niezależnie od tego czy pracuje, czy też nie. Idea dochodu podstawowego zrodziła się w XX wieku, kiedy to utrwaliło się myślenie, że taka minimalna zagwarantowana przez państwo kwota to nie pieniądze za nic, ale „dywidenda społeczna od dorobku pokoleń”. Obecnie pomysł ten jest testowany w kilku różnych niewielkich społecznościach. Zwolennicy argumentują między innymi, że kiedy automatyzacja postąpi, miejsc pracy zacznie najzwyczajniej w świecie brakować i państwo powinno wziąć na swoje barki zagwarantowanie ludziom bytu. Jest jednakowoż z ideą dochodu podstawowego wiele problemów. Wymienię jedynie dwa moim zdaniem najważniejsze.
    1. Kwota gwarantowana to kosmicznie drogi system – koszty nie są porównywalne z niczym obecnie znanym. Jak drogi to pomysł? W projekcie budżetu na 2018 rok rząd przeznaczył ok 75 mld zł na cele socjalne – jest to kwota ogromna (dla zestawienia – dochody z tytułu PIT w 2016 roku wyniosły również ok 75 mld zł). Warto wspomnieć, że przy tych wydatkach deficyt budżetu został zaplanowany na maksymalnie 41.5 mld zł. Ile kosztowałby „dochód podstawowy”? Licząc prosto – przy minimum na poziomie 1000 zł – byłoby to koszt wysokości 378 mld zł rocznie. Warto dodać, że jest to koszt uwzględniający TYLKO samą kwotę wydaną ludziom. Do tego trzeba doliczyć jeszcze koszt obsługi. Należy jasno powiedzieć też, że idea kwoty gwarantowanej nie zastąpi wszystkich innych wydatków socjalnych, nie będzie też likwidacją zbędnej papierologii – pojawią się z pewnością ponowne postulaty objęcia szczególną ochroną na przykład osób, które są szczególnie chore lub poszkodowane w katastrofach naturalnych. W sytuacji jednak, w której nawet cały system socjalny byłby zastąpiony przez ten pomysł, deficyt musiałby wzrosnąć do około 345 mld zł (wzrost ponad 830%).
    2. Rozleniwienie i poszerzanie roszczeniowości – gdy opisywałem powyżej wartość pracy, wymieniłem też część „wychowawczą” – szacunek do pracy jako wartości, kształtowanie charakteru i zdobywanie wiedzy często w sposób na nas wymuszony. Kształtowanie pokolenia, które wychowuje się od urodzenia w świecie, w którym nie musi pracować na swój byt może mieć katastrofalne skutki. Niejednokrotnie można usłyszeć świadectwa osób, których poświęcenie wakacji na prostą pracę sezonową bardzo zmieniło na korzyść i nauczyło podstawowego szacunku do pieniędzy – nie jako samej monety, ale jako efektu pracy i trudu ludzi. Warto mieć to na uwadze, kiedy chcemy zagwarantować każdemu podstawowy byt bez włożonego wcześniej wysiłku.
  3. Zachęty do zatrudniania pracowników – poprzednie dwa punkty były pomysłami albo ciężkimi do zrealizowania, albo takimi, które mogą przynieść katastrofalne skutki. Niejako w opozycji do nich stoi zachęcanie przez państwo pracodawców, do zatrudniania w roli pracowników ludzi, a nie maszyn. W tym miejscu ustawodawca może zastosować szeroki wachlarz różnego rodzaju ulg podatkowych oraz dotacji, kiedy pracodawca zdecyduje się na niezastępowanie ludzi maszynami. Jest to działanie typowo pozytywne (czyli zamiast karania za działanie, zachęty do działań odwrotnych). Również i tutaj jednak mogą pojawić się problemy podobne do tych, które znamy z punktu pierwszego. Bardzo ciężko będzie stwierdzić precyzyjnie i mądrze zarazem, które zatrudnienie powinno być objęte ulgami lub dotacjami. Może to doprowadzić do przerostu biurokracji i interpretacji urzędniczych, co przeważnie ma więcej skutków negatywnych, niż pozytywnych. Istnieje też klasyczne w takich sytuacjach zagrożenie faworyzowania jednych firm względem drugich.


Realna diagnoza – czy naprawdę będzie tak strasznie?

Do tej pory mówiliśmy o zagrożeniach, ale warto spojrzeć na nie nieco bardziej chłodym okiem i zastanowić się, czy sytuacja rysuje się aż tak ponuro. W tym celu najpierw warto prześledzić historię i sprawdzić, czy w analogicznych sytuacjach rynek faktycznie się kończył.

Takimi naturalnymi punktami odniesienia będą oczywiście wszystkie rewolucje przemysłowe. To momenty w historii świata, w których jakiś wynalazek, lub zestaw wynalazków pozwolił zmienić rzeczywistość ludzi oraz rzecz jasna rzeczywistość rynkową.

Pierwsza Rewolucja Przemysłowa

Pierwsza rewolucja miała miejsce pod koniec XVIII wieku. Jest wyjątkowo podobna do omawianych przez nas problemów, ponieważ również polegała na szerokiej automatyzacji. Najbardziej znaną technologią była wówczas ulepszona maszyna parowa, jednak oprócz tego do rewolucji przyczynił się cały zestaw wynalazków – jak latające czółenkozmechanizowany warsztat tkackimuł, czy przędząca joasia. Na znaczeniu stracili pojedynczy rzemieślnicy, zaś kluczowe znaczenie zaczęły mieć fabryki. Również i wtedy można było spotkać opinie krytyczne – ruch „burzycieli maszyn” przyjął ogromne rozmiary. Luddyści byli ludźmi, którzy zajmowali się niszczeniem maszyn fabrykantów. Żyli z przekonaniem, że maszyny są źródłem wszelkiego zła, więc działania destrukcyjne były naturalnym ich działaniem.

Warto zauważyć, że choć w pierwszym okresie bezrobocie wzrosło na skutek zautomatyzowania procesów oraz nieumiejętności dostosowania się do nowej rzeczywistości, w dłuższym okresie zatrudnienie w gospodarce się ustabilizowało.

Druga Rewolucja Przemysłowa

Druga rewolucja przemysłowa to przełom XIX i XXwieku.

Jamail Contente – pierwszy pojazd, który pokonał prędkość 100 km/h.

W przeciwieństwie do poprzedniej rewolucji, ta rozwijała się wokół energii elektrycznej i silnika spalinowego. Zmiany, które należy dostrzec polegały na wprowadzeniu produkcji standardowej opartej na wymienialności części. Rewolucja objęła bardzo wiele branż – przemysł chemiczny, elektrotechniczny, spożywczy, drzewny, papierniczy, szklarski i wiele innych. W trakcie drugiej rewolucji przemysłowej powstało wiele bardzo doniosłych urządzeń, jak  telefon, żarówka, czy radio. Warto podkreślić, że już w 1898 roku zbudowany został „samochód” elektryczny (Je Lamais Contente), który pokonał prędkość 100 km/h (widoczny na ilustracji po prawej stronie).

Trzecia Rewolucja Przemysłowa

Nazywana jest rewolucją naukowo-techniczną. Rozpoczęła się w połowie XX wieku i jesteśmy jej świadkami do dnia dzisiejszego. Można by rzec, że jej centralnym punktem jest komputer i wszystko, co związane z cyfryzacją oraz w dużej mierze wykorzystanie nowych źródeł energii. Zrewolucjonizowane zostały kanały komunikacji do nieznanych wcześniej rozmiarów. Postęp został osiągnięty również w automatyzacji pracy oraz transporcie. Bez wątpienia największym osiągnięciem rewolucji jest internet, który pozwolił skomunikować ze sobą cały świat doprowadzając tym samym do realnej globalizacji.

Miało to swoje skutki – spojrzeć można na Stany Zjednoczone, w których firmy wyprowadzały produkcję do Chin, gdzie koszty wytwarzania produktów były fundamentalnie niższe. W efekcie problemy mieli amerykańscy pracownicy o niskich kwalifikacjach. Z czasem jednak i w Ameryce rynek pracy wrócił do odpowiedniego poziomu (obecnie wynosi jedynie 4.4%).

Studium przypadku koparki, czyli czemu automatyzacja często nie oznacza jedynie usunięcia miejsc?

Bardzo często gdy patrzymy, jak maszyna zastępuje człowieka, przybieramy postawę Luddystów. Być może nie staramy się zniszczyć sprzętów, ale z pewnością zastanawiamy się, czy moralne jest, aby urządzenie wypychało z rynku pracowników. Nie patrzymy jednak wtedy w szerszej perspektywie.

Po pierwsze – usunięcie jednego zawodu, bardzo często tworzy kolejne profesje. Po drugie – pozwala nam pójść do przodu. Gdybyśmy chcieli bazować jedynie na wysiłku bez osiągnięć technicznych, nie moglibyśmy raczej stawiać lepianek wysokości dzisiejszych nowojorskich biurowców. Jeszcze lepszym przykładem jest jednak typowe kopanie. Można powiedzieć, że zbudowanie koparki to zamach na olbrzymią liczbę miejsc pracy (jedna zastąpi przynajmniej kilka-kilkanaście etatów pracowników z łopatami). Spójrzmy na przykład budowy kanałów – Augustowskiego i Panamskiego. Przy tym pierwszym pracowało 7 tysięcy „łopatników”. Przy tym drugim, o niebo większym przedsięwzięciu, pracowało już 70 tysięcy osób, mimo, że na plac budowy wjechały koparki. Nowe technologie pozwalają nam iść do przodu i myśleć o odkrywaniu nieznanych do tej pory lądów.

Inna droga – wykorzystajmy te przemiany

Powyżej starałem się dać pewien rzeczywisty obraz historii – zagrożenia są obecne, jest to fakt, który nie tylko istnieje w głowach spiskowców, ale przede wszystkim który mieliśmy szanse obserwować wielokrotnie w historii – dobrze byłoby tym razem być mądrym przed szkodą. Nie jest jednak tak, że automatyzacja to koniec świata od którego nie ma ucieczki – zawsze po trudnych okresach gospodarki wracały do odpowiednich poziomów, ucząc się korzystać z wypracowanych (nierzadko w bólach) rozwiązań i technologii. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że postęp technologiczny to bardzo poważna sprawa i trzeba do niej podejść odpowiedzialnie, z głową. Ponieważ rozwiązania socjalistyczne lub interwencjonistyczne mogą przynieść katastrofalne skutki oraz skupiają się przede wszystkim na tym, jak ograniczyć nasz własny rozwój, warto zadać sobie pytanie o inną drogę. O taką drogę, w której będziemy się rozwijać jako ludzkość, a która nie zepchnie na margines poszkodowanych, biedniejszych grup społecznych.

Czemu?

Każda z rewolucji przemysłowych ma swoje czarne karty, na których zapisane są dramatyczne chwile życia wielu osób poszkodowanych przez gospodarczo-społeczne przemiany. Zapewne to właśnie jest powodem, dla którego wielu ludzi chce powstrzymać postęp technologiczny w przyszłości. Nie możemy jednak zapomnieć, że po latach przychodziło „wyrównanie”, a osiągnięcia technologiczne zostawały i mogły nam dalej służyć.

To właśnie jest naczelnym powodem, dla którego nie wolno nam się wycofywać. Jesteśmy w stanie rozwijać świat w jakim żyjemy nie tylko dla siebie, ale także dla innych. Każda zmiana rodzi możliwość pójścia do przodu i odkrycia lądów wcześniej nieznanych. Jeśli nie będziemy rzucać sobie sami kłód pod nogi, być może za jakiś czas nasze możliwości będą bez porównania większe – na przykład wyjdą poza zarządzanie jedną planetą.

Podstawowe jest jedno pytanie – jak to zrobić? Jak nie bać się postępu technologicznego i zmieniającej się rzeczywistości przy jednoczesnym uniknięciu patologicznych i szkodliwych przemian społecznych? Prezentuję trzy filary, dzięki którym możemy moim zdaniem rozwinąć się bardziej niż kiedykolwiek, nie spychając nikogo na margines. Tymi trzema filarami są przedsiębiorczość, wiedza i moralność.

Zanim do nich przejdziemy, chciałbym jednak na chwilę się zatrzymać i korzystając z okazji zaprosić Cię do mojego sklepiku, w którym możesz znaleźć naprawdę wyjątkowe produkty szerzące wartości IT-Bloga Wolnego Człowieka. Cała moja działalność (na przykład artykuły takie jak ten) jest możliwa właśnie dzięki Sklepikowi Wolnego Człowieka, jeśli więc uważasz, że to co tu znajdujesz to solidna robota, po prostu udaj się na zakupy i sprawdź, czy coś Ci się podoba;-) Z góry dziękuję!

Przedsiębiorczość i zaradność

Filar pierwszy dotyczy tego w jaki sposób patrzymy na świat oraz swój los.

Szkoła, poza przekazaniem podstawowej wiedzy, niestety również wciska w „jedynie słuszne ramy”.

Wszyscy jesteśmy całe życie wciskani w pewien schemat i pewne ramy, w których musimy się zmieścić. Robi to przede wszystkim system edukacyjny, on jest głównym „trzonem”, jednak robi to także społeczeństwo wymuszając styl myślenia polegający na przechodzeniu utartą ścieżką. Poruszał ten problem Robert Kiyosaki w swoich książkach – całe życie uczymy się, że musimy „zdobywać piątki, żeby pójść na dobre studia, aby później zdobyć dobrą pracę”. I nie chodzi o to, że ścieżka ta jest zła – tylko jest ona jedną z miliona, a jakoś „nikt” nas  innych nie uczy. Myślimy tak i nie można mieć o to do nas pretensji – kiedy przez szereg lat wciskany nam jest jakiś pomysł na życie, ciężko się przestawić. Zwłaszcza, gdy rodzice nas w tym utwierdzają, a nikt wokół nie myśli inaczej. Dlatego właśnie olbrzymia odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, którzy mogą nie pozwolić dziecku na zgubienie kreatywności, potencjału i oryginalnego, specyficznego spojrzenia na życie.

Co więc warto zacząć pielęgnować? Przede wszystkim w kontekście naszego problemu powinniśmy zwrócić swoją uwagę na przedsiębiorczość, rozumianą jako pewną zaradność życiową i nieschematyczne spojrzenie na pojawiające się problemy i okazje. Jeśli uda nam się zbudować w sobie takie podejście, które nakazuje stawiać czoła problemom i wytężać umysł zawsze, ilekroć musimy coś osiągnąć, pozwoli to na mądre wykorzystanie nowych technologii do realizacji nowych celów. Przykładem może być rozpowszechnienie się mediów społecznościowych – dały one zupełnie nowe możliwości poszerzenia publiki nawet dla osób bez znacznego kapitału. Trzeba jednak intensywnie, przedsiębiorczo myśleć o tym w jaki sposób przyciągnąć uwagę w świecie, w którym fanpage może założyć każdy. Jest nowa możliwość, jest też wyzwanie. Jest i – wreszcie – zagrożenie dla dużych koncernów, które posiadając olbrzymie pieniądze mogły wcześniej wykupić czas antenowy i bez wielkiej konkurencji oswajać nas ze swoimi produktami lub opiniami.

Takie spojrzenie wiąże się z nieustannym ćwiczeniem swojego mózgu – nie można ani na chwilę „odpuścić”, trzeba myśleć, zastanawiać się i wyciągać wnioski. Niemniej, jak to powiedział kiedyś Donald Trump…

„Chcąc nie chcąc musimy myśleć. Czemu więc nie myśleć z rozmachem?”

Takie spojrzenie to także druga strona – świadome stopniowe pozbywanie się roszczeniowości. Zamiast wyciągać rękę i czekać aż coś skapnie, lepiej myśleć twórczo co zrobić, żeby „skapnęło” więcej i w bardziej zasłużony sposób. Roszczeniowość zamienić możemy umiłowaniem pracy jako wartości. Pamiętajmy, że praca to nie tylko chodzenie do biura, czy machanie łopatą. Praca to także właśnie proces przedsiębiorczego myślenia. Za każdym razem, kiedy poważnie wytężasz szare komórki by zrealizować cel, wykonujesz pracę.

Mamy XXI wiek – jeszcze nigdy ludzie bez znaczącego kapitału nie mieli tak wielkich szans (czego najlepszym przykładem jest to, że czytasz ten artykuł). Musimy jednak przestawić się na inny sposób myślenia – każdy z nas jest cudem, który może przeżyć życie po swojemu. Pomysłowo, wyjątkowo, pracowicie – pozwoli to na poprawienie choć cząstki rzeczywistości. Aby to zrobić musimy zmieniać się sami, indywidualnie oraz wpływać na ludzi wokół. Przede wszystkim jednak – nie odrzucać nowych wizji i pomysłów, które rodzą się w naszych głowach.

Wiedza i edukacja

Drugim filarem jest to, co możemy wykorzystać. Nigdy jeszcze „zwykły Kowalski” nie miał tak olbrzymiego dostępu do wiedzy jak obecnie. Informacje są coraz tańsze, a niezwykle często są po prostu darmowe. Dzięki Internetowi możemy zdobyć ogólną wiedzę o tym jak zbudowana jest bomba atomowa, jak zacząć programowanie, po co i w jaki sposób skonstruować budżet domowy, czy co i jak zrobić na obiad. Mamy też dużo szybszy i większy dostęp do autorytetów w swoich dziedzinach, które chętnie dzielą się wiedzą.

To wszystko powoduje, że mamy olbrzymi potencjał. Jeśli zaczniemy z niego korzystać, możemy wejść na zupełnie inny poziom świadomości. Zepchnięcie ludzi na margines może nastąpić wtedy, gdy nie będą oni umieli wykorzystać postępu technologicznego na swoją korzyść. Bardzo często gdy myślimy o „rozwoju technologii”, wydaje nam się, że beneficjentami mogą być jedynie specjaliści. Pomyślmy jednak przez chwilę o złożonej technologii, jaka jest podstawą działania telefonów komórkowych. Czy żeby połączyć się z moją narzeczoną, muszę wiedzieć jak działają fale? No właśnie – wiedzę wystarczy zdobywać w większości jedynie w zakresie użyteczności, zaś zagłębiać się powinniśmy w swoich dziedzinach. Przykładem wiedzy dostępnej powszechnie, która poprawić może byt są następujące tematy: tworzenie budżetu domowego, oszczędzanie, inwestowanie. Wszystkie te rzeczy są poruszone na IT-Blogu Wolnego Człowieka. Nie wykraczają poza możliwości przeciętnego człowieka. Widzisz? Nie musisz nawet wychodzić poza jednego bloga! Gdy tylko wyjdziesz, wiedza i informacje zaleją Cię.

Promujmy wiedzę wokół siebie, sami ją zdobywajmy, bądźmy jej głodni. Nie trzeba kończyć obecnie studiów, żeby coś wiedzieć – zrób sobie choćby 15-20 minut dziennie, na zdobywanie nowej wiedzy. Zaplanuj sobie co chcesz poznać a potem po prostu szukaj. Gdy będziemy społeczeństwem, które będzie świadome i wyedukowane, sami będziemy dostrzegać dużo więcej potencjału, jaki niesie za sobą postęp technologiczny.

Elementarna moralność

Ostatnim filarem jest elementarna moralność. Poprzednie dwa filary nawet jeśli zdobyte zostaną przez wszystkich, nic nam jako społeczeństwu nie dadzą, jeśli patrzeć będziemy jedynie na siebie i olejemy myślenie o ludiach wokół. Rosnąć możemy dopiero wtedy, kiedy zdobędziemy się na tak bardzo podstawowe zachowania jak szacunek do rozmówcy, uczciwość wobec wszystkich oraz myślenie o dobru drugiego człowieka. Chociaż sam promuję liberalne/wolnościowe spojrzenie, nie zgadzam się z tym, że liberał nie może być „wrażliwy społecznie”, czyli po prostu otwarty na krzywdę drugiego człowieka. Co więcej – uważam że prawdziwa moralność możliwa jest tylko w wolności. Inaczej staje się zbiorem nakazów i zakazów, ale nie ma nic wspólnego z moralnością, jest jedynie kodeksem. Co więcej – uważam, że uczciwość powinna być (i w dużej mierze jest) naczelną wartością kapitalistów i wolnościowców. Gdyby bowiem (zakładając utopijną wizję) każdy człowiek był uczciwy, prawie żadne biurokratyczne regulacje nie byłyby potrzebne.

Gdy będziemy mieli szacunek do innych, gdy będziemy myśleli o innych, całe społeczeństwo będzie się rozwijać. Nie będzie też wyzysku, który leżał przecież u podstaw zachowań Luddystów. Nie chcę jednak, żeby było to traktowane jako szczególny zarzut wobec Polaków – sądzę, że gołym okiem widać, że lubimy pomagać, a uwidaczniają to takie inicjatywy jak na przykład siepomaga, gdzie czasem możliwe jet zebranie milionów złotych w kilka dni. Przekładajmy te czyny na całe nasze życie, a nie będzie trzeba budować państwa socjalnego, które żyje z wysysania kapitału tym, którzy się go dorobili.

Podsumowanie

Przebrnęliśmy. Jestem pełen podziwu, że dotarłeś do tego miejsca, bo to jeden z trudniejszych i dłuższych artykułów na IT-Blogu Wolnego Człowieka. Trudny temat trzeba objąć szerokim spojrzeniem. Nadszedł jednak czas na wnioski – zapamiętaj je, a jeśli chcesz, cofnij się do konkretnego fragmentu, żeby doczytać.

  1. Postęp technologiczny to zagrożenie, ale i szansa – nie możemy ukrywać, że automatyzacja i postęp był i jest zagrożeniem oraz, że rodził wcześniej liczne problemy. Warto jednak pamiętać, że rozwój tworzy nowe szanse i niesie za sobą potencjał, do osiągnięcia większych rzeczy.
  2. Nie powinniśmy się ograniczać, ale wykorzystać potencjał – powstało wiele pomysłów na uniknięcie katastrofy. Socjalistyczne i interwencjonistyczne działania jednak blokują nas i cofają. Możemy jednak wykorzystać nadchodzące okazje, aby przejść na nowy poziom cywilizacyjny.
  3. 3 filary mądrego rozwoju według Wolnego Człowieka – trzema filarami mądrego rozwoju jest przedsiębiorczość, edukacja i elementarna moralność. Powinniśmy rozwijać je zarówno na poziomie indywidualnym, jak i na poziomie społeczeństwa. To 3 segmenty, które pozwalają nie tylko iść do przodu, ale robią to z poszanowaniem naszej wolności.

To tyle. Temat niewątpliwie trudny, przedstawiłem pewną wizję, ale jak zawsze otwarty jestem na argumenty i nowe pomysły oraz konstruktywną krytykę. Jeśli tylko spodobał Ci się artykuł, to zrób coś – wyślij znajomemu, udostępnij na Facebooku. Niech „Inna Droga” się niesie w świat, nie będzie to możliwe bez twojej pomocy. Fanpage bloga możesz znaleźć i polubić tutaj. Zachęcam też do zostawienia maila;-)


Ja nazywam się Marek Czuma, a to jest IT-Blog Wolnego Człowieka

Piszę do Ciebie Prosto z Łodzi