Jesteś tutaj
Główna > BlogV1 > Łódź – polskie Detroit czy stolica IT?

Łódź – polskie Detroit czy stolica IT?

Łódź – miasto szare, stolica call-center, polskie Detroit bez jakichkolwiek szans na przyszłość. Taki obraz miasta zdążyli poznać chyba już wszyscy ludzie w Polsce. Czy Łódź rzeczywiście jest taka jak ją malują? I czy ma szansę wybić się na tle innych polskich miast w ciągu najbliższej dekady? Dajmy przemówić faktom oraz przyjrzyjmy się pewnej wizji rozwoju którą nieśmiało postaram się nakreślić.

[Artykuł napisany w 2014 r.]

Łódź – jaka jest?

Aby zrozumieć Łódź należy choć na chwilę zajrzeć do przeszłości. Oto bowiem dzięki sprzyjającym warunkom naturalnym (lasy oraz woda) miasto to stało się XIX- wieczną potęgą włókienniczą. Później szanse na duży rozwój znacząco wygasły przez obie wojny, zaś po II wojnie światowej Łódź przybrała obraz kreowany do dziś przez media w całej Polsce – szare, brudne, fabryczne miasto.

Jak jest obecnie? O Łodzi można powiedzieć wiele, skupmy się więc na faktach. Najpierw tych liczbowych: miasto ma 12.6% bezrobocia – poniżej średniej krajowej, jednak zdecydowanie wyżej niż można by oczekiwać po stolicy województwa. Daje to 43.6 tysiąca zarejestrowanych bezrobotnych (Dane GUS z 2014r.). Dla porównania nasza stolica ma 4.9% bezrobocia, Kraków 6.1% zaś Poznań zaledwie 4.2%.

Łódź ma w opinii wielu osób jedne z najgorszych dróg wśród polskich miast, do tego wciąż bardzo zaniedbane śródmieście – porównywane niekiedy nawet to zrujnowanej Warszawy. Największą jednak chyba plagą miasta jest praca i wszystko co z nią związane. Oprócz dość wysokiego bezrobocia problemem jest jakość – w dużej mierze etaty o jakie ubiegają się mieszkańcy nie są rozwojowe, bardzo często to tzw. siedzenie „na słuchawce” lub prace bardzo proste, z innowacyjnością nie mające wiele wspólnego.

Rzeczywistość jednak nie jest na szczęście tak bardzo dramatyczna. Łódź w ostatnich latach przeżywa rozkwit. Każdy, kto był na popularnej „Pietrynie” wie jak bardzo miasto zmieniło się przez ostatnie lata. Kamienice są odnawiane, ulice remontowane, Łódź zyskała co najmniej kilka swoistych „wizytówek” takich jak Manufaktura, łódzkie parki czy wspomniana wyżej ul. Piotrkowska z całym „pakietem” wyremontowanych kamienic. Najważniejszą jednak rzeczą – zarówno w mojej skromnej opinii jak i według wielu osób – jest Nowe Centrum Łodzi. Jest to pierwszy bardzo duży projekt rozpoczęty przez jednego prezydenta, kontynuowany przez kolejne ekipy rządzące. Jim Collins nazwałby to BHAGiem (Wielkim, Zuchwałym i Ryzykownym Celem), bowiem na podjęcie się tak wielkiego planu nie zdecydowało się żadne miasto w wolnej Polsce. Łódź postawiła sobie cel stworzyć nowe centrum, tętniące życiem przez 24 godziny na dobę, razem z pewnym fragmentem typowej, wysokiej zabudowy biurowej. Mimo, że plan jest stopniowo zmieniany, sukcesem jest to, że kolejna ekipa rządząca go przejęła oraz – co ważniejsze – Łodzianie bardzo się z NCŁ zżyli. W mojej opinii pokazuje to bardzo wyraźnie jedną rzecz – Łódź i jej mieszkańców stać na śmiałe decyzje i dalekosiężne plany – niezależnie od tego, kto rządzi.

I co dalej?

Łódź – jak wyżej napisałem – przeżywa okres rozkwitu. W oczy rzuca się jednak brak wyraźnej wizji rozwoju miasta. Wspomniałem wcześniej o potędze włókienniczej – współcześnie brak jest jednej konkretnej specjalności, w której miasto będzie absolutnie najlepsze. Władze wyglądają trochę jakby robiły wszystko po trochu, nie mając jednego inspirującego, bardzo dalekosiężnego celu. Co gorsza – robią to wszystko coraz bardziej zadłużając obywateli miasta. W jakim kierunku powinna pójść Łódź, aby stać się potęgą gospodarczą? Co powinno się zmienić?

Warto wrócić do korzeni. Łódź była miastem włókienniczym, ponieważ miała ku temu odpowiednie surowce. Współcześnie nie dysponujemy ropą, węglem ani łupkami które są tak bardzo drogocenne na rynku. Dysponujemy natomiast pewnym innym zasobem który nie tyle marnuje się w Łodzi, lecz co gorsza – wykorzystywany jest przez inne miasta. Mam na myśli naszych specjalistów od szeroko pojętego IT. Wspaniałym „punktem wydobycia surowców” jest Politechnika Łódzka, która kolejny rok z rzędu zdobywa czwarte miejsce wśród polskich uczelni technicznych. Tu czas bym sformułował swoją tezę. Uważam bowiem, że Łódź powinna zaryzykować i niemal całe siły postawić na kreatywne IT. Już tłumaczę się z wyżej postawionego zwrotu, którego jestem autorem.

Kreatywne IT – dziedzina informatyczna, w której firma tworzy swoje własne produkty. Stoi w opozycji do branży usług. Produkty Kreatywnego IT cechują się wysoką innowacyjnością i jakością, ponieważ muszą zostać sprzedane, co wiąże się z dużo większym ryzykiem niż stworzenie produktu (np. strony www) na zamówienie.

Zastanówmy się nad potencjalną przyszłością – gdyby Łódź stała się faktycznie polską stolicą kreatywnego IT z prawdziwego zdarzenia, za dekadę lub dwie ogólna sytuacja mieszkańców oraz postrzeganie miasta zmieniłoby się nie do poznania. Sama branża bowiem kojarzona jest ściśle z czymś jednoznacznie pozytywnym – z innowacjami, które zmieniają ludziom codzienne życie, postępem i dużymi pieniędzmi. Oczywiście gdy myślimy o nowych technologiach i „własnych produktach IT” mamy przed oczyma marki takie jak Google czy Apple. Doskonale wiadomo, że do czasu gdy takie firmy wyrosną na łódzkich ziemiach droga daleka. Nie znaczy to jednak, że jest to niemożliwe, a również i mniejsze firmy potrafią bardzo skutecznie namieszać na rynku. Trzeba zdać sobie sprawę, że każda dobrze rozwijająca się firma działa na korzyść ogółu. Prawdą jest, że w branży IT ulokowane są gigantyczne pieniądze, wystarczy po nie wyciągnąć rękę. Gdy będą to robić łódzkie firmy – pieniądze trafią do władz miasta oraz do Łodzian (zawsze firma i jej pracownicy zasilają lokalną gospodarkę. Gdy na firmę spływają strumienie pieniędzy, jej pracownicy mogą wydać więcej i będą to robić głównie na rynku lokalnym. W związku z tym bogacą się też inni lokalni przedsiębiorcy, z sukcesu jednych czerpią drudzy). Pieniądze pozyskane z lokalnego rynku są wielokrotnie lepsze dla budżetu miasta niż pieniądze wzięte z pożyczki. Po pierwsze – nie zwiększają stopnia zadłużenia, a więc zobowiązań na przyszłość. Po drugie – są stabilne, a to znaczy, że jeśli rynek rozwija się dobrze (a firma, która stworzyła i z sukcesem wdrożyła na rynku produkt prawdopodobnie za chwilę powtórzy osiągnięcie z większym rozmachem) wpływy cały czas są stałe lub rosną, w przypadku zaciągnięcia pożyczki mówimy jedyne o pewnym zastrzyku pieniężnym.

I wreszcie – jeśli Łodzi udałoby się rozwinąć w kreatywnym IT, skorzystałby na tym cały kraj w znaczeniu innowacyjności. Naszym dużym problemem jest to, że Polska ma wybitnych specjalistów, którzy jednak nie chcą tworzyć własnego kapitału, a jedynie robić zlecenia innych – najczęściej zagranicznych. Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że żyjemy w kraju w którym skrajnie trudno jest prowadzić działalność gospodarczą. Ponieważ jest to niestabilna „przygoda”, przedsiębiorcy z branży informatycznej wolą zająć się stworzeniem aplikacji na zamówienie, gdyż są to pewne pieniądze. W związku z tym – jeśli firmy w Łodzi masowo będą tworzyły swoje produkty wyprzedzając się przy tym w innowacyjności – miasto wejdzie na pierwsze strony gazet w całym kraju jako najbardziej kreatywny ośrodek w historii wolnej Polski.

Co zrobić, aby powyższa wizja została zrealizowana? Po długich przemyśleniach i wielu rozmowach z dużo mądrzejszymi od siebie osobami stawiam 3 warunki, które znacznie przyczynić się mogą do osiągnięcia tego dużego celu.

Po pierwsze – edukacja

Wszyscy wiedzą jak niski jest w szkołach poziom dwóch kluczowych dla nas (na potrzeby tematu) przedmiotów: informatyki oraz przedsiębiorczości. Na jednym młodzież uczy się jak tworzyć prezentacje w przestarzałych programach, na drugim zaś musi „wkuwać na blachę” formułki ekonomiczne. Kluczem w mojej opinii jest to, co pcha nasz świat od samego początku – ciekawość. Jeśli młodzież zobaczy, że aby stworzyć przydatną aplikację lub prostą grę nie trzeba być specjalistą – jestem przekonany, że wielu z nich zajmie się tą dziedziną na poważnie, kto wie,  może jeszcze przed studiami część otworzy swoje firmy. Aby to jednak pokazać, nauczyciele muszą najpierw to umieć. I tutaj jest pole do popisu dla miasta – zorganizowanie odpowiednich kursów i wysłanie na nie wszystkich łódzkich nauczycieli informatyki być może w danym momencie nie będzie opłacalne, jednak jestem pewien, że na dłuższą metę da niespodziewane skutki. Przedsiębiorczość podobnie jak informatyka to niezwykle ciekawa gałąź i tutaj miasto również może odpowiednio wzbogacić program nauczania tak, aby młodzi ludzie, którzy ukończą dwa lata nauki tego przedmiotu wiedzieli nie tylko jak funkcjonują podstawowe mechanizmy ekonomiczne, ale również umieli wykazać się zaradnością na rynku. W dziedzinie zmiany programu przedsiębiorczości władze mają się z kim kontaktować – wielu ekonomistów i przedsiębiorców którzy uczą tego na własną rękę aż czeka gdy ktoś poprosi ich o radę. Możemy mówić co chcemy i debatować ile chcemy, ale w mojej opinii – to właśnie perfekcyjne zrealizowanie tych dwóch przedmiotów w szkołach średnich będzie bardzo kluczowe dla przyszłości Łodzi.



Po drugie – edukacja wyższa

Gdy ludzie wychodzą ze szkoły średniej bardzo często decydują się na studia. To właśnie od kierunków powiązanych z szeroko rozumianym IT (informatyka, elektronika ale również i robotyka czy mechanika) zależy bardzo dużo. Warto zatrzymać się na pewnym przykładzie, z którego każdy mieszkaniec Łodzi może być dumny. Chodzi tu o specjalność gier na wydziale FTIMS. Jedna z najbardziej prestiżowych tego typu specjalności w kraju kształci najwyższej klasy specjalistów od gier wideo. To z łódzkich fachowców został utworzony trzon grupy CD Projekt Red (twórcy Wiedźmina), to specjalistami z Łodzi zainteresowane są wielkie firmy ogólnokrajowe, które z powodzeniem walczą na globalnym rynku. Przeprowadziłem wywiad z Krzyśkiem Szczechem, jednym ze studentów Specjalności Gier, który myśli o założeniu firmy growej razem z kolegami poznanymi na studiach. Spytany o to, co najbardziej podoba mu się na specjalności odpowiedział: Świetnym pomysłem jest PBL, czyli nasz wewnętrzny konkurs zespołowego tworzenia gier (składa się na niego napisanie własnego silnika i “postawienie” na nim wymyślonej przez zespół gry, która później zostaje oceniona przez zespół specjalistów z całej Polski)”. Takich rzeczy nie robi nikt w Polsce – specjalność gier to definitywnie bardzo nowoczesne podejście do edukacji na uczelniach wyższych. Odpowiedzialny za to jest w dużej mierze jeden z pracowników PŁ – dr inż. Adam Wojciechowski, z którym przeprowadziłem wywiad na potrzeby artykułu. Spytany o to jak powinny wyglądać studia aby absolwenci mieli dużą wartość na rynku odpowiedział: „Esencją specjalności Technologie Gier i Symulacji Komputerowych jest wieloaspektowa realizacja wersji demonstracyjnych (prototypów) gier komputerowych wkomponowanych w program studiów. Przygotowujemy studentów zarówno do obsługi wiodących technologii jak również do pracy zespołowej i współodpowiedzialności za projekt i dotrzymanie zobowiązań. Staramy się również wskazywać studentom możliwości komercjalizacji ich projektów”.

Tak również i w mojej opinii powinien wyglądać program uczelni wyższych – wiedza teoretyczna jest potrzebna, jednak dopiero w połączeniu z długą i dogłębną praktyką może przynieść skutki. Gdy zaś studenci nabywają odpowiednie umiejętności, mogą z powodzeniem zakładać firmę. Osobiście uważam, że jeśli czujemy nasz potencjał to powinniśmy próbować wdrażać go w życie pod własnym szyldem” – mówi Wojciechowski.

Po trzecie – centrum kreatywnego IT w Łodzi

Wszystkie poprzednie kroki były niezwykle ważne, jednak były pewną bazą pod trzeci – najważniejszy aspekt. Tutaj miasto ma największe pole do działania. Ludzie, którzy decydują się na założenie firmy powinni wiedzieć, że w tym mieście będą mieli najlepsze ku temu warunki, że będą dla miasta partnerem a nie przeszkodą. Jak można to zrealizować? Na co najmniej kilka sposobów – łącząc je w jeden wielki działający projekt. Po pierwsze – inkubator kreatywnego IT. Miasto może wydzielić w mieście jedno miejsce, np. zbudować tam nowy biurowiec (co od razu pokaże też rangę przedsięwzięcia) lub nawet kompleks biurowców, który należeć będzie do Inkubatora, a którego przestrzeń będzie wynajmować za cenę mniejszą niż rynkowa. Wewnątrz inkubatora zbudowane powinno zostać dobrze wyposażone laboratorium z którego korzystać będą mogli przedsiębiorcy. Poza tym każda firma, która jest członkiem inkubatora będzie zwolniona z ZUS oraz niepotrzebnej papierkowej roboty. Każdy, kto na co dzień śledzi postulaty przedsiębiorców ten wie, że dwoma największymi problemami są podatki oraz skomplikowane prawo. Niech więc nasi przedsiębiorcy zajmą się tworzeniem technologii, nie papierkową robotą. Po drugie – przestrzeń współpracy firm objętych projektem i łódzkich uczelni (przede wszystkim PŁ). Do tego miejsca ściągane powinny być również firmy zewnętrzne, spoza miasta. Członkowie wzajemnie będą korzystali ze współpracy, która powinna być do tego stopnia dogłębna, że program uczelni powstawać powinien we współpracy z firmami. Wtedy studenci będą dostawali faktycznie potrzebną wiedzę i automatycznie o pracę będzie dużo łatwiej. Po trzecie – inne, mniejsze działania – często marketingowe. Władze powinny pokazywać się z przedsiębiorcami, przy prezydencie powołana powinna zostać rada w skład której będą wchodzili przedstawiciele branży kreatywnego IT. Również w Łodzi organizowane powinny być różnego rodzaju konferencje czy wydarzenia, takie jak Game Jam’y. To wszystko spowoduje, że miasto zacznie faktycznie żyć tym, na co się ukierunkowało.

Przedstawiłem w artykule dość śmiałe cele, czy są one w ogóle realne? Czy młodzi ludzie będą chcieli tu zakładać firmy? Przykład Krzyśka Szczecha pokazuje że tak –  Miasto ma potencjał jeśli chodzi o moją branżę” – mówi. Coś jednak musi się zmienić. Pozwolę sobie w tym miejscu w całości zacytować ostatni fragment rozmowy z p. Wojciechowskim o Łodzi jako o stolicy kreatywnego IT. „Ktoś po prostu musiałby się tym zająć wiedząc dokładnie co chce osiągnąć. Tymczasem każdy kto podejmuje się zadania jest ograniczony w działaniach i nie posiada własnego budżetu. Poza tym nie do końca rozumie branżę. Rozwiązaniem są prawdopodobnie środki unijne, jednak napisanie projektu wymaga przenikliwości, determinacji i wiedzy. Niestety Ci, którzy mogą coś na ten temat powiedzieć nie są dopuszczani do głosu.” Władze muszą postawić przed miastem pewien cel i z determinacją do niego dążyć, robiąc to wszystko o czym napisałem z dużym rozmachem. Póki co miasto stoi na zagranicznych korporacjach, które wywożą stąd technologie oraz na usługach, które nic kreatywnego nie wnoszą. W dużej mierze nie jest to wina przedsiębiorców – miasto musi dać im faktycznie duży i namacalny sygnał „jesteśmy po waszej stronie, dajemy wam najlepsze możliwe warunki a wy róbcie technologie i zarabiajcie pieniądze”. Jeśli to się nie zmieni, nie śmiem stwierdzić, że Łódź czeka ruina. Ale musimy sobie zadać pytanie – czy na pewno chcemy żyć w mieście, które „jakoś daje sobie radę”, czy może wolimy mieć wielkie aspiracje, które faktycznie zmieniają świat?

 

Ja nazywam się Marek Czuma,  a to jest IT-Blog Wolnego Człowieka

piszę do Ciebie prosto z Łodzi

Marek Czuma
Autor Bloga Republikańskiego. Chrześcijanin, Polak, Łodzianin. Wierzy w ludzi i ich możliwości, kocha pomagać innym. Uważa, że człowiek wolny kształtuje siebie poprzez własne wybory oraz pracę. Poza tym fan Wiedźmina i CD Projektu - zarówno na giełdzie, jak i w działaniu.

4 thoughts on “Łódź – polskie Detroit czy stolica IT?

  1. Marek. Pomysł na pewno przyniesie zyski miastu, ale czy wpłynie to jakoś na poziom bezrobocia, o którym też wspominasz? Chyba jesteś mimo wszystko świadom że w tej branży ten problem nie występuje, a informatyków i tak mamy niedobór. Dopóki ludzie sami nie będą interesować się IT i sami w to nie wejdą to Centrum Kreatywnego IT prawdopodobnie sprawi że będziemy mieli ogromną ilość pustych miejsc pracy.

    1. Adam – wspominasz o bardzo ważnym aspekcie. Moim zdaniem przyczyni się do spadku bezrobocia – już tłumaczę dlaczego.
      1) Bezrobocie procentowe – jestem przekonany że wtedy do Łodzi zaczną przyjeżdżać zarówno firmy jak i ludzie związani z IT, w związku z czym automatycznie procent bezrobocia spadnie (będzie więcej osób). Oczywiście nie zaczną ciągnąć do Łodzi sami, trzeba się trochę „napocić”, ale to już inna inszość.
      2) Musimy patrzeć szerzej – takie postawienie dużego celu (BHAG) nie rozwija miasta tylko w tej dziedzinie, ale ciągnie za sobą bardzo wiele aspektów. Pozwól że wymienię zaledwie kilka z nich.
      a) Rozwijające się firmy potrzebują działu marketingu
      b) Rozwijające się firmy potrzebują ludzi „od ogarniania” – którzy zajmują się zarządzaniem, organizacją pracy itd
      c) Rozwijające się firmy potrzebują prawników
      d) Taki cel powinien moim skromnym zdaniem związany być ze zbudowaniem dzielnicy biznesowej – miejsca pracy dla firm budowlanych (które mogą bardziej na stałe usadzić się w Łodzi – w końcu to nie jest jednorazowa inwestycja, miasto staje się wtedy dobrym „gniazdem”)
      e) Sam napisałeś, że miasto zyska finansowo. Jeśli połączymy to z pierwszym moim punktem (wzrost liczby mieszkańców) mamy wynik więcej mieszkańców z większą sumą pieniędzy. Jak można się domyślić nie będą Ci ludzie trzymali tych pieniędzy w skarpetach. Każdy po pracy lubi wpaść do fajnej kawiarni albo pubu – oczywiście naszych Łódzkich, najlepszych! A tam zatrudnienie może znaleźć każdy licealista ; – )

      Wybacz długość komentarza, liczę że choć w jakiejś części Cię przekonałem. Musimy zawsze na gospodarkę (czy to globalną czy bardzo lokalną – jak Łódź) patrzeć jak na naczynia połączone i starać się (na ile to możliwe) przewidywać konsekwencje naszych działań :- )

  2. Myślę, że miastu może być trudno otrząsnąć się z przeszłości. Wielkie rozwijające sie miasto bez swojego głównego asa czyli włókiennictwa nie ma na czym oprzeć swojej siły. Na pewno nie rozsądnie koncentrować się na przeszłości, bo to co było minęło – trzeba szukać nowych inspiracji.

Dodaj komentarz

Top